|
Michał Cessanis,
"Nowe Życie Pabianic" 2001
Pabianiczanin w "Big
Brother"
JERZY KULICKI, 36-letni pabianiczanin, z zawodu strażak-ratownik, a
prywatnie mąż i ojciec, pokonał blisko 120 tysięcy kandydatów i znalazł
się w ścisłej czołówce ostatniego etapu castingu do drugiej edycji programu
"Big Brother".
Czy wejdzie do domu Wielkiego Brata, przekonamy się 2 września - w dniu
oficjalnego rozpoczęcia emisji reality show. Wtedy do domu trafi tajemnicza
dziesiątka, dołączając do dwóch osób, które w tym tygodniu zostaną wybrane
przez telewidzów.
Czytelnicy "Nowego Życia Pabianic" Kulickiego mieli okazję poznać w styczniu.
Tego dzielnego strażaka wytropiła nasza reporterka i zaprezentowała go
w tekście "Nurek na wysokościach" (NŻP nr 4/01). Jerzy Kulicki wraz z kolegami
brał udział w pabianickim finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Finał castingu
Eliminacje do programu rozpoczęły się w czerwcu po zakończeniu pierwszej
edycji "BB". Z ponad stu tysięcy zgłoszeń wyselekcjonowano pięć tysięcy,
później ilość kandydatów stopniała do pięciuset.
Jerzy Kulicki
dobrze poradził sobie zarówno z testami psychologicznymi, jak i odgrywaniem
przeróżnych scenek rodzajowych. W Pabianicach byli już kamerzyści z "BB"
i o Kulickim nakręcili materiał.
- Potwierdzam, że Jerzy Kulicki doszedł do ostatniego etapu castingu, ale
obecnie nie mogę ujawnić, czy znalazł się wśród osób, które zamieszkają
w domu
- mówi Joanna Bastrzyk z biura prasowego TVN.
Harcerz,
strażak i nurek
Kulicki to nie tylko strażak, ale również harcerz. Jego żona Marzena jest
pielęgniarką. Razem z dwójką synów - 12-letnim Kamilem i 10-letnim Maksymilianem
- mieszkają w bloku komunalnym.
Pabianiczanin potrafi pokonywać rywali. Już gdy zdawał do Szkoły Chorążych
Pożarnictwa, z paczki przyjaciół dostał się jako jedyny, a konkurencja
była wysoka, bo o 150 miejsc ubiegało się 700 osób. Teraz pan Jerzy pracuje
w Grupie Ratownictwa Wysokościowego Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi.
Od trzech lat jest ratownikiem wysokościowym i nurkiem. W chwilach wolnych
od pracy biega, wspina się po skałkach, jeździ na rowerze i słucha dobrej
muzyki.
Ostry rygor
W domu Wielkiego Brata nie ma telewizora, radia ani telefonów. Mieszkańcy
nie mają dostępu do gazet, czasopism, książek ani zegarków. W żaden sposób
nie mogą się kontaktować ze światem zewnętrznym. Jedzenie i picie są racjonowane.
Na każde wezwanie Wielkiego Brata uczestnicy muszą się zjawiać w pokoju
zwierzeń, w którym przedstawiają dwóch współmieszkańców do opuszczenia
domu. Regulamin gry jest ostry i trzeba go przestrzegać, bo inaczej można
szybko odpaść. Finalista zgarnia główną nagrodę - 500 tysięcy złotych.
Brat w
sondażach
Nasi reporterzy przeprowadzili sondę na temat programów reality show. Czytelnicy
w większości uznali, że programy tego typu są potrzebne - jednym dla zaspokojenia
ciekawości, innym dla uświadomienia sobie ludzkiego charakteru, głupoty
czy innych zachowań.
Wypowiadali się również pabianiccy samorządowcy.
Emerytowana nauczycielka Stefania Szymańska (radna SLD) uznała,
że gra jest dobrym sprawdzianem wytrzymałości fizycznej i psychicznej uczestników.
- Myślę, że taka prezentacja nie szkodzi postawom społecznym - mówiła
9 marca.
Waldemar Flajszer, historyk, prezes Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego
w Pabianicach, w wypowiedzi dla "Nowego Życia Pabianic" stwierdził, że
odizolowanie grupy ludzi na sto dni jest niekorzystne dla ich psychiki.
Zastanawiał się, czy wszystko można przeliczyć na pieniądze.
- Przecież w tym programie pojawiło się brutalne wtargnięcie w intymność,
z ludzi zrobiono króliki doświadczalne. Wielki Brat jest niemoralny i nieetyczny
- mówił Flajszer.
Jednak bez względu na opinie Jerzy Kulicki ma dużą szansę wypromować
nasze miasto w kraju. Z pewnością pójdzie mu to lepiej niż władzom Pabianic.
Trzymamy kciuki, panie Jurku!
Michał
Cessanis
|