|
Michał Cessanis
"Nowe Życie Pabianic" 2001
Zakrapiane połowinki
Tak głośnej i wulgarnej imprezy mieszkańcy ulicy Jutrzkowickiej nie
pamiętają. Młodzi balangowicze bluźnili, wymiotowali, a na sąsiednie posesje
wrzucali butelki po wódce. Dyżurny pabianickiej policji otrzymał w ciągu
kilku minut kilkanaście telefonów od zbulwersowanych pabianiczan. Nie obeszło
się bez interwencji mundurowych.
Bateria
na zewnątrz
W piątek (26.10.) w restauracji przy Jutrzkowickiej bawili się uczniowie
liceum z Ksawerowa. Impreza miała się zacząć o 20.00, jednak alkohol
lał się już kilka godzin wcześniej. Później rozbawiona młodzież weszła
do lokalu. Połowinki zorganizowali dzieciom rodzice, na balangę przyszła
też nauczycielka. Ponieważ w sali alkoholu nie było, uczniowie "baterię"
mieli przygotowaną na zewnątrz.
Na balu z okazji rozpoczęcia trzeciej klasy miało być czterdzieści osób.
Restauratorzy przyznają, że było z siedemdziesiąt.
- Od dziesięciu lat prowadzę lokal, jednak takiej imprezy jeszcze nie
przeżyłam - mówi właścicielka restauracji.
Małolaty częściej przesiadywały na trawniku. Opróżnione butelki wyrzucały
na asfalt, poprzewracały kilka puszek na odpadki. Robiło się coraz głośniej,
wreszcie doszło do szarpaniny. Nikt już nie wie, o co poszło. Sąsiedzi
lokalu nie wytrzymali i wezwali gliny.
Finał z
policją
- Zgłoszenie o awanturze ulicznej odnotowaliśmy o dwudziestej drugiej
czterdzieści - potwierdza Dariusz Karpecki, rzecznik prasowy policji.
Na miejsce przyjechało kilka radiowozów, o 23.00 było już po balandze.
- Mieliśmy imprezy z różnych szkół, również prywatnych, ale nigdy nie
było takich sytuacji - dodają zgorszeni restauratorzy.
Rodzice i nauczycielka nie zapanowali nad rozwydrzonymi nastolatkami, którzy
najwyraźniej uznali, że skoro zapłacili za salę, to wszystko im wolno.
O imprezie uczniów z Ksawerowa zrobiło się głośno. Mieszkańcy Jutrzkowickiej,
którzy dzwonili do naszej redakcji, określali ich mianem młodzieży z Beverly
Hills. "Młodzi, bogaci i nieodpowiedzialni" - powtarzali.
* * *
Dyrektorzy pabianickich szkół przyznają, że ich uczniowie też organizują
połowinki, jednak nauczyciele w nich nie uczestniczą. Szkoły nie włączają
się w przygotowywanie podobnych spotkań.
Waldemar Flajszer, dyrektor liceum im. św. Wincentego a'Paulo, w
rozmowie z nami powiedział, że połowinki w niektórych szkołach w Polsce
- na przykład w Cieszynie - wpisane są w harmonogram szkolnych imprez.
W Pabianicach tak nie jest.
- Docierają do nas różne sygnały - przyznaje Elżbieta Szpakowska
z II Liceum Ogólnokształcącego, która wie, że młodzież organizuje połowinki.
- Uważam, że rodzice powinni być na takich imprezach. Mówię o tym swoim
uczniom.
Na piątkowych połowinkach byli rodzice, ale siedzieli w lokalu. Nie
zainteresowali się tym, co uczniowie robili na zewnątrz.
M.
Cessanis
|