Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2001


Dzieci z Białorusi w Pabianicach

Przyjazd do raju

   Z siedmioma pabianickimi rodzinami spędziło święta Bożego Narodzenia ośmioro dzieci z podgrodzieńskich wiosek. Ponadto jedno dziecko przygarnęło małżeństwo z Gadki Nowej. Można śmiało powiedzieć, że pabianiczanie spisali się na medal, gdyż w całym województwie rodzin chętnych do przyjęcia dzieci było tylko dziewiętnaście. Do Pabianic dotarła więc prawie połowa.
   - Liczyliśmy na to, że więcej osób się zdecyduje. Przecież akcję nagłaśniało radio, telewizja i wiele gazet - mówi Maria Piotrowicz, prezes Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" w Łodzi, organizator przyjazdu dzieci do Polski. - Z milionowej Łodzi zgłosiły się tylko dwie rodziny. Dzieci powędrowały do Bełchatowa, Zgierza, Tomaszowa. Gdyby nie Pabianice, to akcja wypadłaby słabo.

Pociąg z daleka

   Prawie 30-osobowa grupa dzieci, z czterema przesiadkami i dwugodzinnym opóźnieniem, dotarła pociągiem z Mińska, stolicy Białorusi, do Łodzi Fabrycznej w sobotę, 22 grudnia. Młodzi Polacy zza wschodniej granicy będą w swych domach w sylwestra.
   Miejsca, skąd pochodzą, to obszary biedy. Bywa, że posiłki stanowią tam ziemniaki z chlebem. Mydło, pościel, obrus i wiele innych, wydawałoby się podstawowych rzeczy, to luksus.
   - Dzieci, które przyjeżdżają do nas, pochodzą z rodzin żyjących w ciężkich warunkach, wielodzietnych, często patologicznych. Są to również sieroty - mówi Maria Piotrowicz. - W Polsce odnajdują inny świat, dla nich prawdziwy raj. Wielkie wrażenie robią choćby oświetlone ulice. Potrafią cieszyć się z najdrobniejszego upominku, z ciepła, jakim otaczają ich nasze rodziny.

Z jedną walizką

   Sprawdziliśmy, jak wypoczywają Polacy z Białorusi w naszym mieście. W losowaniu padło na wielopokoleniową rodzinę Zielińskich z Piotra Skargi, którzy przygarnęli dwunastoletnią Julkę. Przyjechała razem z bratem, który święta spędza u rodziny w Zgierzu. Ubrana "na cebulę", z pociągu wysiadła z jedną małą walizką, w której był jedynie album z rodzinnymi fotografiami. Do Polski jechała pierwszy raz. Miała wiele obaw, podobnie jak Zielińscy, którzy zdecydowali się na ugoszczenie dziewczynki z Białorusi.
   - Już wcześniej myśleliśmy o zaproszeniu dziecka, a ponieważ w święta mamy więcej wolnego czasu, podjęliśmy taką decyzję. Ogłoszenie zobaczyliśmy w "Nowym Życiu Pabianic" i zaraz zadzwoniliśmy do stowarzyszenia - opowiada pani Danuta. - Nie żałujemy. W Boże Narodzenie każdy chce zrobić coś dobrego dla innego człowieka. 
   Aby małym rodakom z Białorusi stworzyć ciepłe i rodzinne święta, wystarczą dobre chęci. We "Wspólnocie Polskiej" nie trzeba przechodzić żadnych szkoleń ani też wypełniać stosów dokumentów.

Wiersze i kolędy

   - Myślę, że Julka się u nas dobrze czuje. Nasze dzieci chętnie się razem z nią bawią i żartują - mówi Zdzisław Zieliński.
   Dziewczynka najchętniej pije wodę, ale dała się namówić na coca-colę i fantę. Dla Zielińskich przywiozła od rodziny drobne gwiazdkowe upominki. Tęskni za swoimi, ale stara się tego nie okazywać. Po polsku słabo mówi, toteż z trudem opowiada o życiu na Białorusi.
   - Mamy gospodarstwo. Raz próbowałam doić krowę i mi wystarczyło. Najbardziej lubię z babcią bliny robić — kończy wypowiedź.
   Pobyt rodaków z Białorusi jest dla nich szansą na spędzenie kilku dni w atmosferze polskości. Mogą pośpiewać kolędy i nauczyć się wierszy, poznać tradycje i obyczaje. Chociaż przez chwilę w obcym miejscu zapominają o swoim ciężkim życiu.

M. Cessanis