|
Michał Cessanis
"Nowe Życie Pabianic" 2001
SKAZANI NA BIEDĘ
W powiecie pabianickim żyje kilka tysięcy ludzi bez perspektyw, pracy
i pieniędzy. Po opłaceniu komornego, wody, prądu i gazu zostaje im na miesiąc
około 250 złotych, średnio dziennie nie mogą więc wydać więcej niż osiem
złotych. W kraju osób z takimi problemami jest kilkaset tysięcy.
O ludziach biednych, w tym także o przedemerytach, samorządowcy z Pabianic
rozmawiają rzadko. Z planów nowego rządu wynika natomiast, że sytuacja
Polaków, którzy przez kilkadziesiąt lat pracowali dla dobra kraju, jeszcze
się pogorszy. Mogą zostać bez grosza w portfelu.
Janina
ponad dwadzieścia lat przepracowała na tkalni w "Pamoteksie". Harowała
często po kilkanaście godzin dziennie, ale miała na chleb, nową sukienkę
i bilet do kina. Na pochodach pierwszomajowych szła z zawiązaną na szyi
żółtą chustą "PZPB", trzymając w ręku okolicznościowy transparent. Teraz
chodzi, ale do lumpeksu, gdzie przed wejściem zastanawia się, czy sprzedawczyni
zejdzie trochę z ceny używanej kurtki.
- Noszę cerowane rajstopy i kożuch kupiony jeszcze przed stanem wojennym.
Koleżanka obiecała, że po świętach da mi ciepłą kurtkę...
Janina zajmuje pokój z kuchnią w bloku spółdzielczym. Otrzymuje o sto złotych
wyższy zasiłek niż koleżanka. Miesięcznie na jedzenie, leki i "klubowe"
ma niecałe trzysta złotych.
Krystyna
mieszka z mężem - rencistą i dwójką uczących się dzieci. Też ledwo
wiąże koniec z końcem. Sprzedała panieńską meblościankę i złote pierścionki,
bo, jak mówi, chciała mieć pieniądze na święta. Trzydzieści lat pracowała
jako sprzedawczyni w łódzkim Uniwersalu. Dzisiaj ma kłopoty z sercem, jest
po zawale. Lekarz mówił, że powinna pojechać do sanatorium, skorzystać
z zabiegów i nabrać siły.
- Ale za co? Mąż ma grosze i ja mam grosze. Czasami to nawet wstyd wyjść
do miasta. Tylko denerwuję się, gdy patrzę na wystawy. Lodówkę wzięliśmy
na kredyt, teraz nie stać nas na raty...
O blokach Krystyna już zapomniała. Przez zaległości czynszowe skazana została
z rodziną na drewniak przy Armii Krajowej. Nie chce wracać do momentu wyprowadzki,
spojrzeń sąsiadów i bezdusznych decyzji urzędników. "Tak być musiało" -
powtarza, pokazując pęknięcia na ścianach i zagrzybioną podłogę.
Andrzej
też pracował w "Bawełnie". Poszedł na zasiłek przedemerytalny, bo tak
postanowił szef. Zakład jest w trudnej sytuacji finansowej. 54-letniemu
Andrzejowi też lekko nie jest. Ślusarz w sile wieku dostaje 504 złote zasiłku,
wszystko musi opłacić sam. Gdy pracował, kupił na raty kolorowy telewizor.
Czarnobiałego rubina wystawił na śmietnik z myślą, że może weźmie go jakiś
biedak. Teraz sam chętnie wstawiłby rubina do pokoju, a kolorowego "japończyka"
sprzedał. O remoncie mieszkania komunalnego przy Skłodowskiej nie myśli.
- Żona dawno umarła, a dzieci mieszkają w innym mieście. Nawet pan nie
wie, jak człowiek może być upokorzony. Gdy tak idę Zamkową, to mam wrażenie,
że wszyscy wytykają mnie palcami.
Przyglądam się Andrzejowi. Jego zmęczona twarz, podkrążone oczy, rozlazły
sweter i wymięte bawełniane spodnie, zacerowane na kolanie, robią przygnębiające
wrażenie. Nie chodzi na spotkania przedemerytów, nie wierzy, że kiedyś
będzie lepiej.
Przez lata
kolejni parlamentarzyści i samorządowcy nie robili nic, by pomóc osobom
zmuszanym do przejścia na zasiłki czy świadczenia przedemerytalne.
Jeszcze pięć lat temu w decyzjach o przyznawaniu pieniędzy zaznaczano,
że przysługują one do momentu nabycia praw emerytalnych. Zapis usunięto,
a zasiłki i świadczenia w każdej chwili mogą być zawieszone. Co wtedy?
Rząd przyjął projekt ustawy budżetowej na nadchodzący rok. Rygorystyczne
cięcia wydatków mają naprawić dziurę budżetową. Poważne zmiany przewiduje
nowelizacja ustawy o zatrudnieniu i przeciwdziałaniu bezrobociu. Jeśli
posłowie przegłosują nowości, co jest bardzo prawdopodobne, wówczas sytuacja
osób bez pracy stanie się dramatyczna. Tyrali przez lata, a teraz...
Na początku grudnia pabianicki oddział Stowarzyszenia Osób w Wieku Przedemerytalnym
zorganizował zebranie, na które zaproszono posłankę Anitę Błochowiak (SLD)
i posłankę Elżbietę Więcławską (PiS). Panie do Pabianic nie przyjechały.
Zrobiły tak, jak inni posłowie i pabianiccy samorządowcy, którzy nie chcą
się spotykać z biednymi. W sali Miejskiego Ośrodka Kultury pod adresem
obecnej, jak i poprzedniej władzy, padało wiele przykrych słów.
Zasiłki
przedemerytalne
od stycznia mają być zlikwidowane. Wprowadzi się świadczenia, które
będą mogły otrzymywać kobiety po minimum 30 latach pracy i przekroczeniu
"pięćdziesiątki", a mężczyźni po co najmniej 35 latach pracy i ukończeniu
60. roku życia. Rząd proponuje, by wysokość świadczeń przedemerytalnych
zmniejszyć z 90 do 80 procent wysokości przyszłej emerytury. Nie będą one
mogły być wyższe od dwukrotnej wartości zasiłku dla bezrobotnych.
Świadczenia otrzymają osoby, które zostały zwolnione z przyczyn dotyczących
zakładu, jednak pod warunkiem, że były w nim zatrudnione przez minimum
pół roku.
Od 2002 roku zasiłek dla bezrobotnych będzie przyznawany na pół roku, przy
czym okres jego pobierania nie wliczy się do okresu, po jakim można dostać
świadczenie przedemerytalne. Prawdopodobnym jest, że przedemeryci nie będą
mogli dorabiać.
- Nie zgadzamy się z proponowanymi zmianami. Są bardzo niekorzystne
dla nas, jak i dla osób pozostających na zasiłkach dla bezrobotnych
- mówi Ryszard Lechański, prezes stowarzyszenia. - Zasługujemy
na godne warunki życia i szacunek ze strony władz. Jesteśmy ofiarami przemian
gospodarczych w naszym kraju.
Ograniczenia
w przyznawaniu świadczeń zmuszą ludzi do pracy. Tak twierdzą urzędnicy.
Zakłady jednak wciąż zwalniają pracowników i powstaje błędne koło.
Zmiany w ustawie mają przynieść około 300 milionów oszczędności w kasie
państwa. Oszczędności nie dotyczą zarobków urzędników państwowych, którzy
żyją zupełnie w innym świecie. Bankiety, spotkania, urządzanie biur, zagraniczne
delegacje, szkolenia, a do tego pobieranie bardzo wysokich diet - wszystko
za nasze pieniądze...
Michał
Cessanis
|