Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2001


ZWIERZENIA KULICKIEGO

   Jerzy Kulicki o domu Wielkiego Brata będzie pamiętał do końca życia. Grę rozpoczął drugiego września, wchodząc jako szósty. Bez radia, telewizora, telefonu i codziennych gazet ponad trzy miesiące żył poza rzeczywistością.
   "NŻP": - Czy pamiętasz pierwszą wizytę w pokoju zwierzeń?
   Jerzy Kulicki: - Niestety, nie. Tych wizyt było bardzo dużo, zdarzało się, że w ciągu dnia byliśmy wzywani nawet po dziesięć razy.
   - Kim była dla ciebie postać Wielkiego Brata?
   - Siłą zwierzchnią. W sekundzie potrafił przywołać nas do porządku, mobilizował do wykonania poleceń, likwidował lub wprowadzał napięcia. To głos manipulujący.
   - Chodziliście bardzo późno spać, wstawaliście zaś w południe. Czy to nie było męczące?
   - Już w pierwszym dniu przyzwyczaiłem się do tego. Gorzej jest teraz.
   - Wielkiego Brata trudno przechytrzyć, tobie się to jednak udało. Mam na myśli sprytną metodę odmierzania czasu...
  - W jacuzzi był taki sterownik, którego jedną z opcji był zegarek. Brat niektórych rzeczy nie zauważał. Najtrudniej było nie dać po sobie poznać, że wiem o tym zegarze.
   - Siedem nominacji to rekordowy wynik. Czy domownicy ciebie nie zaakceptowali, czy też traktowali jak groźnego rywala?
   - Po całej serii nominacji miałem tydzień przerwy. Współmieszkańcy dali mi odetchnąć przed dalszą rywalizacją. Byłem konkurentem.
   - W trakcie pobytu przeszedłeś jakiś kryzys?
   - Była chwila, gdy chciałem poprosić o rozmowę z psychologiem. To było po nominacji z Anią Buchacz. Nastawiłem się psychicznie, że to ja wyjdę z domu i spotkam się z rodziną. Gdy tak się nie stało, przyszła mi nawet myśl, żeby opuścić grę.
   - Często płakałeś. Czy to przystoi strażakowi?
   - Przede wszystkim jestem człowiekiem. Dzisiaj pewne zachowania są niemodne. Nie byłem w stanie powstrzymać łez.
   - Twoi znajomi mówili mi, że Kulicki jest szalony. Tu jakby tego szaleństwa zabrakło...
   - Realizatorzy i reżyserzy pokazują to, co dokładnie chcą pokazać. Byłem wesoły, opowiadałem kawały.
   - Sny w domu BB...
   - Śnił mi się Andrzej Sołtysik, a nawet Adam Małysz, któremu nie udawały się skoki. Raz miałem sen erotyczny, ale go nie opowiem.
   - Próbowałeś manipulować domownikami?
   - Zdarzało się. Tam każdy gra na własny rachunek.
   - Wiedzieli, gdzie są Pabianice?
   - Wojtek Witczak wiedział dokładnie, reszta, że gdzieś w województwie łódzkim. Ale wszystkim podałem namiary.
   - Grupa się zżyła?
   - W jakiś sposób na pewno. Lubię Kubę i Dawida, ale w tym domu raczej nie znalazłem dla siebie prawdziwego kumpla.
   - Najważniejsze było...
   - Znalezienie sposobu na nudę. Szczególnie pod koniec drugiego miesiąca, kiedy było za dużo wolnego czasu.
   - Byłeś bardzo blisko finału. Co w twojej osobowości mogło nie spodobać się telewidzom?
   - Domyślam się, że łzy nie były pozytywnie odbierane.
   - Pierwsze dni po powrocie do Pabianic spędziłeś w gronie najbliższych. A teraz?
   - Nie wiem, czy nadal będę zawodowym strażakiem. Do programu poszedłem, by zmienić swoje życie. Popularność może to ułatwić.
   - Jesteś członkiem SLD. Czy będziesz startował w najbliższych wyborach samorządowych?
   - Niewykluczone, że skorzystam z takiej możliwości. Chciałbym także prowadzić program telewizyjny o zdrowym trybie życia.
   - Przegrałeś?
   - Czuję się wygranym. Byłoby fantastycznie zdobyć główną nagrodę, ale samym sukcesem jest już dla mnie tak długi pobyt w grze. Miałem nadzieję, że tę edycję wygra Dawid.
   -Dziękuję za rozmowę.
rozm.: M. Cessanis