|
Michał Cessanis
"Nowe Życie Pabianic" 2001
- Jesteś
dla mnie jak miś, raz mogę cię chcieć, a potem wyrzucę - powiedział
do swojej ofiary. Potem zadał ciosy.
KAT W RODZINIE
Bożena wraz z córką mieszka w jednym z bloków na Bugaju. Próbuje cieszyć
się z wolności. Nie, nie odsiadywała żadnego wyroku. Uwolniła się od męża.
W trakcie rozmowy ze mną ani razu nie użyła słowa "mąż", za to wielokrotnie
padało "kat".
Cios przed
ślubem
Gehenna zaczęła się przed kilkunastu laty, kiedy w 1989 roku wzięła ślub
z ukochanym. Pamięta, że pierwszy raz uderzył ją, gdy byli jeszcze narzeczeństwem.
Poszło o to, że Bożena rzekomo przeszkadzała mu w słuchaniu radia. Zdecydowała
się jednak na ślub. Wierzyła, że to dobry człowiek, że sprawdzi się w roli
ojca. Kolejne ciosy dopadły ją, gdy była w ciąży. Zabronił wychodzenia
po zakupy i spotkań z koleżankami.
W listopadzie urodziła się córeczka. Kiedy miała dwa miesiące, ojciec bardzo
silnie podrzucał ją do góry, po kilku takich rzutach dziewczynka wymiotowała.
Nie przestawał, mimo że prosiła o to Bożena. Jakby w szale kręcił dzieckiem
coraz mocniej i szybciej. Kiedy Asia miała cztery latka, ojciec-kat zaczął
odgaszać papierosy na jej plecach i rękach. Gdy próbowała usiąść mu na
kolanach, odpychał ją i krzyczał, żeby się więcej do niego nie zbliżała.
Skopał
dziecko
- Jak Asia oglądała bajki w telewizorze, on potrafił wejść do pokoju,
zmienić program, a dziecko skopać. Boże, jak ja go nienawidzę...
W czasie naszej rozmowy Bożena wypala jednego papierosa za drugim. Wspomina,
jak on w napadzie agresji złapał miskę z wrzątkiem i wylał jej na głowę.
Sąsiedzi często słyszeli dobiegające z mieszkania krzyki i błagania o pomoc.
Jednak nie reagowali.
W ubiegłym roku Bożena postanowiła działać. Wniosła do sądu sprawę o rozwód
i o znęcanie się, a razem z Asią przeniosła się do schroniska dla kobiet
i dzieci w Łodzi. Tam znalazła wsparcie i pomoc. Kat poszedł odsiadywać
wyrok...
Trudno jednak zapomnieć o tym, co się stało...
*
* *
Blokowiska kryją przerażające dramaty rodzinne. Do sądów wpływa coraz
więcej spraw związanych z maltretowaniem fizycznym i psychicznym kobiet
oraz dzieci. Agresja rośnie nie tylko u młodzieży, ale i u dorosłych.
Przed Sądem Rejonowym w Pabianicach rozpocznie się wkrótce proces 36-letniego
Tomasza S., który nad żoną i córką znęcał się od połowy lat osiemdziesiątych.
Historia niemal identyczna, jak ta opowiedziana przez Bożenę.
Dusił żonę
Tomasz S. nigdy nie nadużywał alkoholu, bił po trzeźwemu. Ciosy zadawał
bardzo bolesne. W tym roku żonę tak pobił, że przez kilka dni nie wychodziła
z domu. Miała pełno siniaków i krwawe wybroczyny. Mąż ją dusił, wyrywał
włosy. Córce też się często dostawało i to za wszystko. Do tego groził,
że dziewczynkę zabije, jeśli powie komuś o tym, co się dzieje w domu. W
czasie dochodzenia nauczycielki dziewczynki zeznały, że wiedziały o sytuacji
w rodzinie.
Oskarżony nie przyznał się do katowania najbliższych. Stwierdził nawet,
że to wszystko przez żonę.
Życie rodziny S. było prawdziwym dramatem. Nastoletnia córka brała leki
uspokajające, chowała się pod biurkiem. Ojciec kazał na przykład robić
jej 50 brzuszków, za co miała dostać 25 złotych na spódniczkę.
- Widziałam w jego oczach nienawiść - mówiło dziecko w trakcie
przesłuchania.
Dotykał
intymnych miejsc
Dziewczynka była traktowana jak przedmiot. Żyła pod olbrzymią presją ojca.
Bił ją za to, że nie przynosi w dzienniczku szóstek z plastyki; za to,
że nie potrafiła nauczyć się szybko słówek z angielskiego. Kary wymierzał
solidnym wojskowym paskiem. Doszło do tego, że dziewczynka spakowała swoje
rzeczy do szkolnego plecaka i próbowała uciec z domu.
- Jesteś dla mnie jak miś, raz mogę cię chcieć, a potem wyrzucę
- mówił do dziecka.
Oskarżony miał różne okrutne pomysły. Kiedy córka zapominała zabrać klucze
od domu, kazał jej do mieszkania wchodzić przez balkon sąsiadów (mieszkali
na czwartym piętrze). Zdarzało się także, że tatuś dotykał intymnych miejsc
córki, całował ją po całym ciele i dodatkowo wyzywał od najgorszych.
- Jestem dobrym mężem i ojcem, nigdy nie uderzyłem żony i córki -
twierdzi Tomasz S.
Muszą walczyć
W kwietniu tego roku sprawą maltretowania pabianiczanek zajęło się Centrum
Praw Kobiet z Łodzi. Do Prokuratury Rejonowej skierowało zawiadomienie
o popełnieniu przestępstwa. Tomasz S. został aresztowany, na rozprawę czeka
za kratkami.
- Maltretowana kobieta nie może bać się mówienia o swojej krzywdzie.
Przemoc w rodzinie to bardzo powszechne zjawisko w dzisiejszych czasach
- mówi Hanna Zakrzewska z Centrum Praw Kobiet przy ul. Kościuszki
1b w Łodzi. - Kobiety są zastraszane i izolowane od społeczeństwa. Muszą
walczyć o swoje prawa, temat przemocy nie jest wstydliwy. Wsparcie można
znaleźć wszędzie.
M.
Cessanis
Dane oskarżonego
zostały zmienione. |