|
Michał Cessanis
"Nowe Życie Pabianic" 2001
Życie po zamachu 11 września o godzinie 9.03 świat stanął w miejscu. Od uderzenia porwanych samolotów pasażerskich runęły dwie potężne budowle - wieże World Trade Center, symbol potęgi finansowej Ameryki. Zginęło ponad sześć tysięcy osób, a życie nowojorczyków obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Wszędzie flagi
W niedzielę z Nowego Jorku przyleciał do kraju Włodzimierz Dłużyński, pabianiczanin,
lekarz medycyny. Za oceanem był cztery dni, uczestniczył w międzynarodowym
zjeździe neurologów. Na Manhattanie spędził wiele godzin. Wcześniej jednak
musiał przejść szczegółową kontrolę na lotnisku w Warszawie.
Monitory w windach
- Teren katastrofy jest ogrodzony, wokół niego nie jeżdżą autobusy.
Do gruzowiska można dojść na odległość dwustu metrów. Tam, gdzie widoczność
byłaby lepsza, stoją wysokie parkany. Resztki World Trade Center można
zobaczyć, idąc poszczególnymi ulicami - opowiada Włodzimierz Dłużyński.
- Gruz sięga trzeciego piętra, non stop jest wywożony. Wystają powyginane
szczątki metalowych konstrukcji...
Człowiek się boi
Wieczór, na Broadwayu tłumy ludzi. Wykupione wszystkie bilety do teatrów,
zarezerwowane miejsca w restauracjach. Łatwiej dostać się do pubów. Nowojorczycy
śmieją się, żartują, popijają piwo. Wracają do siebie. Próbują normalnie
żyć i nie myśleć o tym, co się stało.
* * * Powrót do kraju. Tym razem samolot lecący przez Londyn należał do brytyjskich linii lotniczych, dlatego kontrola była jeszcze bardziej dokładna. Włodzimierz Dłużyński, tak samo jak inni pasażerowie, z kieszeni musiał wyjąć klucze, z ręki zdjąć zegarek i wyciągnąć pasek ze spodni. Kiedy przechodził przez bramkę wykrywającą metal, rozległ się ostrzegawczy dźwięk. Okazało się, że spodnie Dłużyńskiego miały metalowe nity. Bagaże po sprawdzeniu zostały zaklejone, nikt nie mógł ich otworzyć. Samolot szczęśliwie dotarł do Polski. Michał
Cessanis
|