|
Michał Cessanis
"Nowe Życie Pabianic" 2001
Złodzieje
samochodów
OGOŁOCONY ŁUP
Od początku roku w powiecie pabianickim skradziono ponad osiemdziesiąt
aut. Złodzieje potrafią w ciągu kilkunastu minut wymontować z samochodów
poduszki powietrzne, elektryczne sterowniki i zegary. Później samochody
są porzucane, a części trafiają na giełdę.
Tak było z renault twingo. Samochód został skradziony we wtorek w nocy.
Policjanci odzyskali go już w środę nad ranem. Twingo porzucone przy ulicy
Zagajnikowej nie nadawało się jednak do jazdy. Brakowało reflektorów, przednich
błotników, pokrywy silnika, zderzaków, sterowników elektrycznych szyb i
lusterek. Złodzieje wymontowali nawet przedni kokpit wraz z zegarami, z
kierownicy wyrwali poduszkę powietrzną. Wprawienie nowych elementów będzie
kosztowało około siedmiu tysięcy złotych. To dużo, zwłaszcza że auto wyceniono
na osiemnaście tysięcy.
Podmienione
tablice
W ubiegłym roku 1 października z parkingu przy supermarkecie na Bugaju
zginął fiat 126p. Samochód został odzyskany dopiero teraz. Stał przy
jednej z pijalni piwa na osiedlu "Piaski". Miał przymocowaną łódzką rejestrację
(zniknął z sieradzką tablicą).
Policjanci ustalili, że malucha ukradł 28-letni Jacek T. Swoje stare 126p
rozmontował i pozamieniał tablice. Najczęściej jeździł wieczorami, bał
się policji, bo sam nigdy nie znalazł czasu na zrobienie prawa jazdy. Auto
porzucił tydzień wcześniej. Do otwartego czterokołowca zaglądały chętnie
dzieci, bo za kierownicą doskonale się bawiły. Maluch został przez właściciela
wyceniony na 8 tysięcy złotych.
- W tym roku odzyskaliśmy siedemdziesiąt osiem aut skradzionych nie
tylko w Pabianicach - mówi Dariusz Karpecki, rzecznik prasowy Komendy
Powiatowej Policji. - W porównaniu z rokiem ubiegłym można powiedzieć,
że policjanci z grupy samochodowej wyhamowali kradzieże aut o około dwadzieścia
procent.
Komenda Wojewódzka Policji od początku 2001 roku odnotowała 3527 kradzieży
aut.
Demontaż
w dziupli
Kradzione samochody najczęściej lądują w tzw. dziupli. Tu rozbierane
są do najmniejszej śrubki, a potem sprzedawane na części w warsztatach
i na giełdach. W naszym powiecie grupa samochodowa pabianickiej policji
kilkakrotnie demaskowała składowiska kradzionych aut.
Duża dziupla była we Florentynowie, leżącym przy trasie z Pabianic do Konstantynowa.
Tutaj 40-letni Grzegorz F. w gospodarstwie odziedziczonym po rodzicach
trzymał kawałki samochodów. W 1999 roku policjanci odkryli u niego pocięte
karoserie, szyby, tablice rejestracyjne, fotele i podzespoły różnych marek,
najczęściej japońskich i niemieckich. Jeszcze wcześniej funkcjonariusze
odnaleźli dziuplę w Lutomiersku. Kradzione tiry przechowywano w hali, która
kiedyś była dyskoteką.
Zorganizowane
gangi
Rzadko zdarza się, żeby auto buchnął żółtodziób. W akcji bierze udział
cały gang. Każdy ma określone zadanie. Jeden stoi na czatach, drugi
odpowiedzialny jest za pokonanie zamków i uruchomienie auta. Najczęściej
w lasach na kolegów czeka reszta gangu. Tu do akcji wkraczają specjaliści
wymontowywania wszystkiego, co się da.
W tym roku "Nowe Życie Pabianic" informowało o zatrzymaniu i wsadzeniu
do aresztu Jarosława F. i Arkadiusza K. Prokurator postawił im zarzut
kradzieży z włamaniem i wymuszanie okupu. Grozi im do 10 lat pozbawienia
wolności.
Plan mieli bardzo prosty. Najpierw kradli kilka samochodów, później telefonicznie
negocjowali z właścicielami warunki odbioru aut i wartość okupu. Za jeden
ze skradzionych samochodów Jarosław F. i Arkadiusz K. zażądali nawet 20
tysięcy złotych.
Nie było dotąd w powiecie lepiej zorganizowanej grupy od gangu "Kaczora".
Przestępcy działali pod koniec ubiegłego wieku. Grasowali od 1994 roku,
a kierował nimi Andrzej K., zwany Kaczorem. Kradli samochody, przebijali
numery silników i wystawiali na sprzedaż. Niektóre auta wracały do właścicieli
po zapłaceniu okupu. W sprawę "Kaczora" umoczonych było wielu pabianiczan.
Przed sądem stanęło 11 osób.
* * *
Właściciele samochodów nie mogą spać spokojnie nawet wtedy, kiedy auta
zostawiają na płatnych parkingach. Okazuje się, że i z takiego miejsca
samochód może zniknąć. Tak było w śródmieściu. Z alarmami, immobiliserami
czy blokadami skrzyni biegów złodzieje radzą sobie doskonale, nawet na
strzeżonym parkingu.
M.
Cessanis
|