|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2001
Żywot kobiety koczującej
59-letnia Mirosława P. od kilku lat błąka się po Pabianicach. Podróżuje
na gapę miejskimi autobusami. Zawsze ma przy sobie pakunki, a w nich ubrania,
butelki z wodą, garnek i łyżkę. Cały jej dobytek mieści się w kilku reklamówkach.
Ciągle koczuje, zmieniając miejsca pobytu...
Ostatnio swój obóz rozbiła kilka metrów od torów kolejowych - niedaleko
domu byłego wicepremiera. Na gałęziach rozwiesiła pranie, pozrywaną trawą
wymościła sobie legowisko. Tak spędziła już kilka nocy. A przejeżdżające
pociągi zupełnie jej nie przeszkadzają.
Życie się
zawaliło
Kiedy zjawiam się przy drodze do Łasku, Mirosława siedzi między drzewami.
Jest ubrana w jasną kurtkę, spódnicę i blezer. Nie boi się obcych, chętnie
zaczyna rozmowę.
Całe życie przepracowałam w szpitalu jako salowa na położnictwie
opowiada. Dawno temu miałam wypadek i dostawałam rentę, ale od dwóch
lat pieniędzy nie mam...
Twierdzi, że kilka lat temu przechodziła obok budowy i nagle zawaliła się
jedna ze ścian. Cegły poleciały na głowę. No i życie też się zawaliło...
Co zrobię zimą? Jakoś sobie poradzę. Spać pójdę na dworzec albo do
stodoły. Mam ciepłe ubrania i koc. Dobrze będzie...
Gdzie się pani myje?
Ja się nie myję...
Jadła pani coś?
Od rana nic nie jadłam. Teraz sobie coś zrobię, bo śliwek nazbierałam
i znalazłam reklamówkę z czystymi bułkami, kawałkiem chleba i pączkiem.
A jak byłam młoda, to było tak dobrze. Od rana do zachodu słońca przy żniwach
pracowałam. Teraz pracy nie ma. W Pabianicach tylko bogaci dobrze mają...
Opuszczone
mieszkanie
Mirosława P. jest zameldowana przy ulicy Pomorskiej. W wydziale spraw lokalowych
poinformowano mnie, że od kilku lat nie płaciła czynszu, dlatego w 1999
roku zapadł wyrok w sprawie eksmisji. Od wykonania decyzji jednak odstąpiono,
pabianiczanka ma więc gdzie mieszkać.
Dom przy Pomorskiej odstrasza. Okna na parterze i drzwi do mieszkania Mirosławy
zabite dechami. W zardzewiałej, dziurawej skrzynce na listy widnieją dwie
przesyłki z ROM-u. Jedna przyszła w maju, a druga w sierpniu. Listów nie
ma kto przeczytać.
Pukam do sąsiadów. Nikogo nie ma, albo boją się otworzyć obcemu. Wychodząc,
na korytarzu mijam wychudłego mężczyznę z siwym wąsem. Zagaduję o panią
Mirkę...
O, panie! Od siedmiu lat jej tu nie ma. W mieszkaniu taki syf, że
trudno gadać mówi pan Ireneusz. ROM często listy tu przysyła.
Raz była policja. Kiedyś złapali faceta, który miał przy sobie listy do
tej kobiety...
Ireneusz M. też nie ma lekkiego życia. Jest bezdomny. Teraz nocuje u siostry,
a od czasu do czasu u brata. Parę lat temu żył w konkubinacie. Jest wdowcem,
a w więzieniu siedział za niepłacenie alimentów. Złość go trochę bierze
na tę Mirkę, bo jej mieszkanie stoi puste, kiedy zaś on pisał podanie o
przydział, to dostał odpowiedź, że mieszkań nie ma.
Rodzina
Skontaktowałem się z synem Mirosławy P. Nie ma z matką kontaktu od dawna,
ostatni raz widział ją jakieś pięć lat temu. Wie, że pomóc trzeba, tylko
jak?
Znalazłem również siostrę kobiety - krawcową Jadwigę. Była przekonana,
że Mirka mieszka u konkubenta niedaleko Łasku. Mój telefon zaskoczył ją.
Ze cztery lata jej nie widziałam. Kiedy w 1997 roku umarła nasza mama,
Mirki nie było na pogrzebie. Pyta pan o ten wypadek? Miała go, to prawda.
Ściana obsunęła się na Zamkowej, gdy remontowali dom niedaleko "Lucynki".
Przeszła operację, ale już wtedy była dziwna. Mieszkanie opuściła i tak
chodzi po świecie...
Mirosława P. ma poważne problemy ze zdrowiem. Wypadek, do którego doszło,
spowodował u niej prawdopodobnie nieodwracalne zmiany w mózgu. Wiadomo,
że sama na podleczenie nie pójdzie do szpitala. Zmusić jej do niczego nie
można, strach jednak pomyśleć, co będzie, gdy przyjdzie zima. Umrze z głodu
albo zamarznie, śpiąc pod drzewem w Lasku Miejskim lub na ławce w paru
Wolności...
M.
Cessanis
|