Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2001


KULICKI JUŻ GRA!

   Klamka zapadła. Za pabianiczaninem zamknęły się drzwi w domu Wielkiego Brata. Teraz przez co najmniej dwa tygodnie rodzina, znajomi i kibicujący mieszkańcy Pabianic będą mogli zobaczyć Jerzego Kulickiego jedynie w telewizorze.
   Ruszyła druga edycja programu "Big Brother". "Nowe Życie Pabianic" już tydzień temu odkryło, że w popularnym reality show weźmie udział pabianiczanin.

Pokonał zakonnicę

   Przypomnijmy, że gracz znad Dobrzynki ma 36 lat, żonę Marzenę, która jest pielęgniarką, oraz dwóch synów - 12-letniego Kamila i 10-letniego Maksymiliana. To strażak, ratownik, harcerz i miłośnik wspinaczek wysokogórskich.
   Jerzy Kulicki w trakcie eliminacji perfekcyjnie przeszedł testy psychologiczne i sprawdził się w scenkach rodzajowych. Pokonał w zmaganiach m.in. byłego kandydata na prezydenta, męża Moniki Sewioło (uczestniczki poprzedniej edycji "BB"), byłą zakonnicę.
   W grze chciał też wziąć udział niepełnosprawny mężczyzna na wózku inwalidzkim wraz z żoną. Były też bliźnięta. To jednak pabianiczanin znalazł się w tajemniczej dzisiątce finalistów.

Noc w hotelu

   Do Sękocina, gdzie nagrywany jest program, wyjechał z rodziną już w sobotę rano. Noc spędził w strzeżonym jak forteca hotelu Sobieski w Warszawie, nie mógł bowiem zobaczyć innych uczestników "BB". Pożegnanie w gronie najbliższych miał w piątek.
   — My dowiedzieliśmy się o jego udziale jako ostatni, i to przez przypadek — mówi Mieczysław Kuczma, teść Kulickiego. — W sierpniu, kiedy wypoczywał w Mrzeżynie, otrzymał telefon, że ma jechać do Warszawy (osoby, które zakwalifikowały się do gry do 15 sierpnia otrzymywały telefon z potwierdzeniem — red.).
   No i pabianiczanin pojechał do stolicy, aby spotkać się z producentem Wielkiego Brata i otrzymać kolejne instrukcje.

W oczach żony i teściów

   — Jest bardzo pracowity, odpowiedzialny i ambitny — podkreśla Jadwiga Kuczma. — Na czas programu ja z mężem będziemy opiekować się wnukami i oczywiście Marzeną. Wierzymy, że wszystko pójdzie dobrze, a Jurkowi życzymy, żeby wyszedł dopiero w grudniu...
   Jerzy i Marzena Kuliccy małżeństwem są od dwunastu lat. Poznali się, gdy zaczęli chodzić do przedszkola przy ul. Odrodzenia. Później ich drogi rozeszły się, bo on poszedł do "czternastki", a ona do "dwójki". Nadal jednak mieli ze sobą kontakt, a ich uczucie przetrwało.
   Marzena jest przyzwyczajona do częstych wyjazdów męża, który ciągle się szkoli i zdobywa nowe umiejętności w swoim zawodzie. W wywiadach dla telewizji podkreśla, że Jurek to troskliwy i opiekuńczy ojciec. Kamil i Maks potwierdzają słowa mamy. To właśnie chłopcy wpadli na pomysł i wysłali zgłoszenie taty do Wielkiego Brata.
   — Jurek to złota rączka. Był już elektrykiem i budowlańcem — dodaje Mieczysław Kuczma. — W domu Wielkiego Brata może się przydać...

Szczęśliwa szóstka?

   Do domu w Sękocinie Jerzy Kulicki wszedł jako szósty. Przyjechał na specjalnym księżycowym pojeździe, ubrany w srebrny kombinezon i kask. Nagle cała Polska mogła poznać człowieka z Pabianic - naszego zawodnika. Tuż przed wejściem Kulicki miał chwilę na ostatnie pożegnania z rodziną.
   Razem z nim zamieszkało jedenastu innych uczestników. Wszyscy mają poczucie humoru i wiele pomysłów. Wszyscy także walczą o jedno - główną nagrodę, którą jest 500 tysięcy złotych.
   Czy pabianiczanin ma szansę na zdobycie popularności i wygranie programu? Kto wie... Pozostaje tylko patrzeć i oceniać.

M. Cessanis