|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2001
PIJANY KAPTUREK
Piątek
rano. Grupka dzieci podąża do Szkoły Podstawowej nr 5. Uczniowie dochodzą
do pasów i... nie kryją zdziwienia. Nigdzie nie ma pana w odblaskowym stroju,
który zawsze na czas przejścia blokował ruch. Dzieciom udaje się dotrzeć
do szkoły. Okazuje się, że mężczyzna odpowiedzialny za bezpieczeństwo maluchów
do pracy przyszedł kompletnie pijany.
Zatłoczona
ulica
40-letni Zdzisław W. jako tzw. "kapturek" pracował od roku. W tym czasie,
jak twierdzą funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji, był wielokrotnie
kontrolowany, tak samo jak pozostali zatrudnieni na podobnych stanowiskach.
Tydzień temu mężczyzna przyszedł pijany. Po badaniu alkomatem okazało się,
że w organizmie ma około 3 promili alkoholu.
Praca kapturka jest bardzo odpowiedzialna. Musi umożliwić dziecom bezpieczne
pokonanie pasów prowadzących do szkoły. Tu nie ma mowy o przeoczeniu nadjeżdżających
samochodów. Nie może dojść do tragedii.
Ulica Zgierska w Konstantynowie Łódzkim należy do tych bardzo zatłoczonych.
Właśnie w tym miejscu Zdzisław W. przeprowadzał dzieci. Samochody ciężarowe
czy osobowe przez pasy przejeżdżają średnio co dwie sekundy, dlatego sytuację
na drodze trzeba obserwować z dużą uwagą. Umysł musi być trzeźwy, bo choć
kierowcy mają na asfalcie wymalowane znaki ostrzegające przed przechodzącymi
dziećmi, to nie znaczy, że zawsze będą jechali wolniej. Kapturek ze Zgierskiej
miał to kontrolować.
Po imprezie
Mężczyzna zjawił się w pracy, jednak nie dopuściliśmy, aby ją podjął
twierdzi
Irena Grenda, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 5 przy ulicy Sadowej w Konstantynowie
Łódzkim. Ten pracownik został zwolniony dyscyplinarnie, na jego
miejsce przyjęliśmy nowego.
Dyrektor Grenda, radna powiatowa zasiadająca m.in. w komisji bezpieczeństwa
publicznego oraz oświaty i wychowania, w rozmowie z nami nie ukrywała zdziwienia,
że prasa zajmuje się takimi sprawami. Z czego tu robić sensację?
Po zatrzymaniu
pijanego Zdzisława W. zajęła się nim policja. Mężczyzna stanie przed kolegium
do spraw wykroczeń.
Opiekę nad skrzyżowaniem natychmiast po zdarzeniu przejęła Straż Miejska
mówi Bernard Cichosz, rzecznik prasowy konstantynowskiego ratusza.
O
to wystąpiła dyrekcja szkoły.
Zwolniony pracownik powiedział "NŻP", że był pod wpływem alkoholu, gdyż
za długo trwała impreza z kolegami. "To jeszcze zostało z nocy" - wyjaśnił.
Zdzisław W. wykazał się wyjątkowym brakiem odpowiedzialności.
Komentarz
Andrzej
Błaszczyk, główny specjalista do spraw oświaty w Urzędzie Miasta w Konstantynowie
Łódzkim:
Sytuacja,
do której doszło, mogła wydarzyć się na każdym stanowisku pracy. Uważam,
że decyzja, jaką podjęła dyrekcja szkoły, jest słuszna. Taki czyn, przy
takiej pracy, dyskwalifikuje natychmiast pracownika. Chciałbym dodać, że
przeprowadzacz zapewnia dzieciom bezpieczeństwo tylko w jednym miejscu.
Rodzice również są odpowiedzialni za własne dzieci poruszające się po mieście.
Nie powinni o tym zapominać.
Pijaństwo
zabronione
Zanim przeprowadzacz zostanie dopuszczony do pracy, musi przejść specjalne
szkolenie prowadzone przez policjantów. Wszystko zgodnie z rozporządzeniem
ministra spraw wewnętrznych z 1999 roku w sprawie kierowania ruchem oraz
według programu szkolenia wprowadzonego przez komendanta głównego policji.
Kandydaci do pracy "na pasach" są sprawdzani ze znajomości znaków drogowych,
przepisów, uczą się komend, poznają swoje prawa, ale i obowiązki. Niedopuszczalnym
jest, by na posterunku zjawili się pod wpływem alkoholu.
Taka sytuacja w naszym powiecie miała miejsce pierwszy raz mówi
Piotr Biegajło z sekcji ruchu drogowego KPP. Mam nadzieję, że
nigdy więcej się nie powtórzy...
* * *
W
powiecie stałych kapturków jest siedmiu. Wśród nich jedna kobieta. W Pabianicach
stoją przed Szkołą Podstawową nr 5 i 9. W najbliższym tygodniu człowiek
w odblaskowym ubraniu pojawi się w pobliżu "trójki" na Bugaju. Zatrudniani
są przez szkoły i co roku starają się o przedłużenie zaświadczenia umożliwiającego
pracę w zawodzie. Zdzisław W. takiego przedłużenia nie dostanie.
M.
Cessanis
|