Michał Cessanis, "Nowe Życie Pabianic" 2001


Ojciec nie żyje, syn ciężko ranny

 
  W wypadku, do jakiego doszło w poniedziałek po południu na drodze do Ldzania, zginął na miejscu mężczyzna. Jego syn przeżył, ale w ciężkim stanie przebywa w szpitalu. Podobnych wypadków w ciągu wakacyjnych miesięcy było więcej.
   Fiat 125p nie ustąpił pierwszeństwa alfie romeo i wyjechał z drogi podporządkowanej (od strony Mogilna Dużego). Uderzenie było tak silne, że auto kilka razy przekoziołkowało i zatrzymało się na boku od strony kierowcy. Alfa zatrzymała się w polu...
   — Tylko było słychać huk. Kierowca alfy jeszcze próbował ratować tych z fiata — mówi jeden z gapiów. — Że też taki wypadek wydarzył się pod kapliczką...
  Na miejscu zginął 53-letni Andrzej K., który był pasażerem fiata. Drugi mężczyzna z tego samochodu - 26-letni Rafał K. (syn zmarłego) — w stanie ciężkim z połamanymi żebrami został przewieziony do szpitala w Łasku. Właściciel alfy, 44-letni Piotr K., jest potłuczony.
   Policjanci, którzy zjawili się na miejscu, natychmiast z kierownicy zdjęli odciski palców, zabezpieczyli także ślady na zagłówkach i pokrowcach siedzeń. Na trasie do Ldzania powstał mały zator.
   Fiat 125p nadaje się na złom. Ma zgniecione całe nadwozie, wypadł z niego akumulator i silnik. W alfie do wyklepania jest bok i przednia maska.

Statystyki przerażają

   Tylko w czerwcu na drogach powiatu pabianickiego doszło do 19 wypadków i 108 kolizji. 23 osoby zostały ranne. Zginął motocyklista w Ksawerowie. W zderzeniu z samochodem 30-letni Tomasz W. nie miał najmniejszych szans na przeżycie.
   W lipcu wypadków było jeszcze więcej. Jedna osoba zginęła, kilkadziesiąt zostało rannych. Od początku wakacji w ręce policjantów wpadło blisko dwustu pijanych kierowców.
   W sierpniu wypadków było tyle, co w czerwcu, jednak zginęły aż trzy osoby.

* * *

   Policjanci z wydziału ruchu drogowego zgodnie przyznają, że do większości zdarzeń dochodzi wskutek niedostosowania prędkości do warunków panujących na drodze. I nie chodzi tutaj o prędkość ustaloną znakami czy przepisami drogowymi. Większość uczestników wypadków tłumaczy się, że nie przekroczyła dozwolonej prędkości. Nie rozumieją, że w trudnych warunkach chodzi po prostu o wolniejszą jazdę.
  — Pabianiczanie jeżdżą bardzo źle. Na utratę życia lub zdrowia narażają nie tylko siebie, ale i pasażerów — mówi Andrzej Baczyński z wydziału ruchu drogowego. — Brawura i brak wyobraźni nadal gubią wielu kierowców, i to nie tylko tych początkujących.

M. Cessanis