Michał Cessanis, "Nowe Życie Pabianic" 2001


ROZPRAWIĄ SIĘ Z BANDYTĄ

  Listem gończym poszukiwany był od 1998 roku. Jest jednym z najgroźniejszych pabianickich przestępców. Podejrzewany o kradzieże i włamania, pobieranie okupów za skradzione pojazdy i haraczy od właścicieli firm na terenie miasta, Marcin B. stanie wreszcie przed sądem.
  Wczoraj (poniedziałek) w Prokuraturze Rejonowej w Pabianicach zakończyło się pisanie aktu oskarżenia. 25-latkowi przedstawiono osiem zarzutów. Dotyczą kradzieży aut, pobierania okupów oraz posiadania fałszywych pieniędzy. Do pierwszej rozprawy Marcin B. ma pozostać w areszcie.

Okup w "zielonych"

   We wrześniu 1998 roku w Ksawerowie Marcin B. wraz z kolegami włamał się do volkswagena corrado wartego 26 tysięcy złotych. Auto zniknęło, a bandzior zażądał od właścicieli 2 tysięcy dolarów za jego zwrot. Ci jednak na propozycję nie zgodzili się, bo już raz, w kwietniu, było podobnie. Wówczas za zwrot samochodu zapłaciili 500 dolarów. Do kierowcy dzownił wspólnik Marcina B. - Rafał K. (pseudonim "Kłos"). W czasie pertraktacji groził ofierze śmiercią i podpaleniem. Rafał K. był już za to sądzony.
   W styczniu, również trzy lata temu, gang Marcina B. zajął się wartym 17 tysięcy złotych audi. Samochód odjechał sprzed bloku przy ul. 20 Stycznia. Po dwóch dniach u właściciela zadzwonił telefon. Krzysztof T., konkubent siostry Marcina B., zaproponował, że za 6 tysięcy złotych audi się znajdzie. Aby to udowodnić, na spotkaniu pokazał łyżworolki pochodzące z bagażnika auta. Po godzinie Grzegorz K. otrzymał informację, gdzie i kiedy samochód jest do odebrania. Bryka stała na stacji benzynowej przy ul. Pabianickiej w Łodzi. Transakcję zrealizował Marcin B.

Grudniowa wpadka

  Pabianiczanin wpadł w grudniu ubiegłego roku. Policja w zorganizowanej akcji zatrzymała go w mieszkaniu przy ul. Koncertowej w Łodzi. Marcina B. trzeba było obezwładnić siłą. Na przesłuchanie pojechał w kajdankach.
   W mieszkaniu zabezpieczono kominiarkę, plik wydruków z Internetu ze szczegółami zgłoszonych wymuszeń i rozbojów. Były również dwa telefony z ładowarkami, banderole i karta SIM od telefonu komórkowego, którą, jak twierdził Marcin B., wcześniej zniszczył.
   Funkcjonariusze natknęli się także na sześć podrobionych banknotów o nominałach po 100 dolarów amerykańskich każdy. Prokurator uważa, że Marcin B. pieniądze chciał wpuścić do obiegu. Tłumaczenia bandziora, że pieniądze przyjął od nieznajomego mężczyzny w zamian za złotą bransoletę, nie pomogły.
   W trakcie śledztwa do Pabianic spłynęły materiały z Prokuratury Okręgowej w Łodzi. Wynikało z nich, że Marcin B. brał udział w pobiciu i zabraniu jeszcze jednego auta.
   Oskarżony z Pabianic (ukończona jedynie szkoła podstawowa) wraz z kolegą Dariuszem Ż., 38-letnim cukiernikiem, współwłaścicielem pizzerii, przy restauracji McDonalds w Rzgowie pobił dwóch mężczyzn i zabrał im opla corsę. W aucie dodatkowo była kurtka skórzana, złoty brelok, telefon i dowód rejestracyjny. Pusty samochód znalazł się po tygodniu.

Polecą kolejne głowy?

   W Pabianicach przesłuchano ponad 60 świadków. Dwóch z nich zeznawało nawet incognito. Marcin B. był już wcześniej karany. Dlatego w jego przypadku nie ma mowy o karze w zawieszeniu. Do więzienia może trafić na ładnych kilka lat.

* * *

   To nie koniec aktów oskarżenia przeciwko bandziorom z Pabianic. Marcin B. otaczał się rzezimieszkami podobnymi do niego. Nieoficjalnie wiadomo, że byli częstymi bywalcami dyskotek, w których pobierali opłaty za ochronę. Właściciele, w obawie przed zemstą, niczego nie zgłaszali na policję. Gang czuł się bezkarny, jego członkowie kpili z policji. Ale jak tu nie kpić, skoro poszukiwany listem gończym Marcin B. swobodnie chodził po ulicach Pabianic?

M. Cessanis