|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003
Na tropie drzew...
WYCINAŁ, ILE CHCIAŁ
O tajemniczych wycinkach prawie stu drzew w parku Wolności, a także na
bulwarach i nad Dobrzynką przy ulicy Grota Roweckiego informowaliśmy pod
koniec lutego. Po dębach, olchach i sosnach zostały tylko pnie. Straż Miejska
rozpoczęła własne śledztwo, którego wyniki dzisiaj ujawniamy.
Pod koniec października ubiegłego roku w mieście szaleje wichura, po której
pracownicy Zarządu Dróg i Zieleni Miejskiej wyznaczają drzewa do wycięcia.
4 listopada do ówczesnego prezydenta Pawła Winiarskiego wpływa pismo od
dyrektora Jerzego Wiśniewskiego. Prosi o zezwolenie na wycinkę kilku połamanych
drzew, które zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców. Jeszcze tego samego
dnia prezydent zezwala na usunięcie wierzby (na bulwarach), topoli (przy
pomniku Legionisty), a także dwóch brzóz i świerka (w parku Wolności).
Drzew wyciętych zostaje jednak znacznie więcej. Patrole Straży Miejskiej
częściej zaglądają do parku Wolności. Okazuje się, że brakuje kilkudziesięciu
okazów. Nie udaje się zatrzymać sprawców wycinki, którzy działali pod osłoną
nocy.
Jednak 6 lutego o godzinie 15.40 na Strzelnicy funkcjonariusze Straży Miejskiej
zatrzymują Andrzeja M., który rąbie zdrową okazałą brzozę. Na prośbę strażników
okazuje upoważnienie wystawione przez Zarząd Dróg i Zieleni Miejskiej.
Tłumaczy, że wycina drzewa chore i wiatrołomy. "Tygrysy" nie zatrzymują
drwala.
Andrzej M. jest pracownikiem ZDiZM. Upoważnienie, jakim się posługiwał,
wystawione zostało 16 grudnia ubiegłego roku. Nie było jednak potwierdzone
przez dyrektora, lecz innego pracownika. Sprawa wypływa ponownie 7 marca,
kiedy to Straż Miejska wysyła do Zarządu Dróg i Zieleni Miejskiej pismo
z prośbą o odpowiedź na pytanie, jakimi kryteriami przy wycince kierują
się pracownicy i czy istnieje dokumentacja przeprowadzanych prac. Srażnicy
przypominają sobie o legitymowanym w lutym pracowniku ZDiZM.
Dyrektor Jerzy Wiśniewski twierdzi, że Zarząd nie wykonuje żadnych prac
przy drzewach na terenie Pabianic. Te prace są objęte przetargiem i wykonywane
na podstawie planów wyrębu zatwierdzonych przez Wojewódzkiego Konserwatora
Przyrody. W piśmie wysłanym 10 marca do komendanta Straży Miejskiej zaznacza,
że "wycinane drzewa posiadają jedynie wartość opałową", podaje także imię
i nazwisko pracownika odpowiedzialnego za wycinki. Zaprzecza, że wiedział
o upoważnieniu wystawionym w grudniu na Andrzeja M.
Tylko z parku Wolności zginęło w ostatnim czasie 87 drzew. Straż Miejska
nie miała żadnych podstaw do zatrzymywania pracowników, którzy okazywali
się legalnymi upoważnieniami. Nie wiadomo, ilu kradło drzewa.
- Andrzej M. mógł mieć wspólników - mówi jeden ze strażników miejskich
zajmujący się sprawą nielegalnych wycinek.
Wycięte drzewa wędrowały w stronę Hermanowa. Tak przynajmniej wynika z
zabezpieczonych śladów. Podczas ostatniego obchodu funkcjonariusze odkryli
także ponacinane drzewa, przygotowane do złamania.
Nieoficjalnie ustaliliśmy, że upoważnienie dla Andrzeja M. faktycznie podpisał
inny pracownik zakładu, lecz zrobił to na zlecenie dyrektora Wiśniewskiego,
którego wówczas nie było w pracy. Polecenie miał wydać telefonicznie. Wiśniewski
zaprzecza.
- Upoważnienia mogę podpisywać tylko ja - powiedział nam Jerzy Wiśniewski.
- Sprawę zgłosiłem już na policję. Andrzej M. nie będzie miał przedłużonej
umowy o pracę.
Dochodzenie w sprawie nielegalnej wycinki i powiązań z nią pracowników
Zarządu Dróg i Zieleni Miejskiej trwa.
M.
Cessanis
|