|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003
ZWARCI, ALE BEZRADNI
Pabianice są kompletnie nieprzygotowane na wypadek akcji militarnej.
Polska, opowiadając się po stronie Stanów Zjednoczonych, automatycznie
stała się wrogiem Iraku. Idealnym celem dla terrorystów.
Chociaż o terroryzmie mówi się od 11 września 2001 roku, kiedy to runęły
amerykańskie wieże WTC, w magazynach obrony cywilnej nie przybyło sprzętu.
W magazynie Miejskiego Inspektoratu Obrony Cywilnej jest niecałe dziewięć
tysięcy masek przeciwgazowych. Oznacza to, że podczas ataku biologicznego
czy chemicznego giniemy prawie wszyscy. W Pabianicach na tak wielu mieszkańców
przypada 182 noszy.
Z pewnością uratowałyby się władze miasta i powiatu, dla których, jak poinformowano
w MIOC, w ostatnim czasie zakupiono 12 najnowocześniejszych masek MP-5,
przez które, mimo skażenia powietrza, można oddychać całą dobę, swobodnie
rozmawiać i pić. Pozostałe maski mają po 25 lat i nikt nie może zagwarantować,
że nas uratują.
- Nie możemy dać gwarancji na pochłaniacze gazów - informuje płk. Jerzy
Kunach, szef Miejskiego Inspektoratu Obrony Cywilnej.
Wspomina o pomyśle, który pojawił się kilka lat temu, by w miastach stworzyć
punkty dystrybucji masek przeciwgazowych. Z braku środków pomysł padł.
Dla porównania: obecne władze Niemiec, które nie chcą wojny, zorganizowały
dla swoich obywateli sto milionów masek (wiadomość z radia Tok FM).
Chociaż premier i prezydent RP zapewniają, że Polsce nic nie grozi, to
jednak służby miejskie są w stanie podwyższonej gotowości. Co to oznacza
w praktyce? Tylko tyle, że prezydent i starosta zwołują narady i przypominają,
kto i za co odpowiada. Do tej pory Pabianice nie otrzymały ze stolicy żadnych
wytycznych.
- Powołałem już zespół reagowania kryzysowego -
mówi prezydent Jan Berner. - Są opracowane założenia, jednak
nie mogę podać szczegółów. Jeśli zajdzie taka potrzeba, będziemy informować
mieszkańców.
Trudno wyobrazić sobie ewakuację mieszkańców. Nadal obowiązuje zalecenie,
że w wypadku ataku biologicznego trzeba uciekać pod kątem 90 stopni do
kierunku wiatru. Dzisiejsza broń chemiczna ma siłę rażenia nawet do kilkudziesięciu
kilometrów, więc dokąd tu uciekać? Po wydarzeniach z 11 września nikomu
w Pabianicach nie przyszło do głowy, by przećwiczyć szybką ewakuację czy
sprawne wydawanie masek.
A co z pabianicką wodą? Pracownicy wydziału wodociągów i kanalizacji zapewniają,
że ujęcia wody, studnie głębinowe oraz stacje uzdatniania wody są dobrze
chronione. Dostępu do nich bronią pracownicy dwóch firm ochroniarskich
i elektroniczny system alarmowy.
W pabianickich schronach zmieści się dokładnie 3372(!) mieszkańców. Są
one od lat nieużywane, nie nadają się, aby przeczekać w nich ewentualne
naloty. Żelbetonowe budowle powstały w latach pięćdziesiątych, ale nikt
o nie nie dba. W Tkaninach Technicznych są dwa schrony, do których wejdzie
451 osób - najwięcej w całym mieście. Schron jest też w "Pamoteksie", "Pafanie"
i pod budynkiem Telekomunikacji. Komory wentylacyjne wystają między blokami
przy ul. Skłodowskiej, Robotniczej i Ludowej. Część budowli ochronnych
jest wynajmowana. O jeden ze schronów zadbali pabianiccy harcerze. W podziemiach
bloku przy Skłodowskiej mają harcówkę. W przychodni "Pabian-Med" przy ul.
Kilińskiego jest schron zakładowy, ale stoi pusty. Swoje obronne pomieszczenia
mają też szkoły (np. SP nr 14, Gimnazjum nr 2) oraz przedszkola (np. nr
10). Jednak pomieszczenia przerobiono na magazyny. Według instrukcji na
wypadek zagrożenia w ciągu 48 godzin schrony muszą być gotowe na przyjęcie
ludzi.
Zespół zarządzania kryzysowego powołany został w starostwie powiatowym.
W jego skład weszli strażacy, policjanci i pracownicy sanepidu. Rzecznik
starosty, Tomasz Jura, w rozmowie z "Nowym Życiem Pabianic" nie chciał
jednak ocenić przygotowań na wypadek zagrożenia.
Jak powinniśmy zachować się w razie ataku chemicznego?
- Uszczelnić okna, nie wychodzić z domu, ale raczej jesteśmy dość bezradni
- mówi Artur Różalski, kierownik Oddziału Pomocy Doraźnej szpitala w Pabianicach.
- Ludzie nie mają w domach żadnych środków ochrony.
M.
Cessanis
|