|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003
ZA INFORMACJE O KSIĘCIU Środowisko romskie milczy, policja także nie chce rozmawiać o sprawie. Wiadomo natomiast, że porywacze są bezwzględni i zażądali rekordowej kwoty za uwolnienie mężczyzny - 2 miliony euro, czyli około 8 milionów złotych! Nikt nie ma pewności, czy porwany Rom jeszcze żyje. Ojciec rozmawiał z nim tylko raz. Chłopak poprosił wtedy, by przekazał porywaczom pieniądze, bo inaczej go zabiją. - Mamy nagrany głos porywaczy - mówi "NŻP" detektyw Krzysztof Rutkowski, którego biuro prowadzi sprawę porwania. - Nie mamy jednak pewności, czy uprowadzony mężczyzna żyje. Porwany, uchodzący za cygańskiego księcia, pochodzi z zamożnej pabianickiej rodziny. Jego rodzice są właścicielami kilku stacji benzynowych. W okazałym domu przy ulicy Warszawskiej zostawił żonę i dwójkę dzieci. Jest bardzo chory, ma sztuczne jelita. Dlatego Rutkowski nie wyklucza, że przetrzymywany w złych warunkach i bez kontroli lekarza, mógł się wykończyć. Sprawcy porwania nie negocjują z rodziną Sz. Wyznaczona kwota okupu jest zaporowa. - Nawet gdyby wszyscy Cyganie z województwa zrzucili się na okup, nie uzbieraliby dwóch milionów euro - dodaje detektyw. Biuro Rutkowskiego wyznaczyło nagrodę 200 tysięcy złotych za informacje o uprowadzonym Cyganie. Detektyw na wszelkie sygnały czeka pod numerem 0-600-007-007. Według Rutkowskiego, Cygana wystawił ktoś z jego najbliższego otoczenia. Nie ma mowy o porachunkach mafijnych. - Został błędnie wskazany. Teraz jest dla nich towarem do sprzedania - mówi detektyw Rutkowski. - Porywacze muszą mieć świadomość, że zostaną złapani i ukarani. Do tej pory polscy porywacze za uwolnienie ofiar żądali około 75 tysięcy dolarów. Nie ma dnia, żeby kogoś nie uprowadzono. Rekordową kwotą był milion dolarów - tyle chcieli porywacze z Krakowa. - Prowadzone przez nas sprawy kończyły się zatrzymaniem sprawców i odbiciem ofiar. Mam nadzieję, że w tym przypadku też tak będzie - kończy Rutkowski. * * * To nie pierwsze tajemnicze zaginięcie Cygana w powiecie pabianickim. W maju 2000 roku bandyci uprowadzili Jana Z., właściciela stacji benzynowej w Chechle II. Zaatakowali go, gdy wysiadał ze swojego mercedesa. Obezwładnili go, skrępowali, wepchnęli siłą pod plandekę żuka i odjechali w kierunku Łasku. Chociaż zaraz po zdarzeniu policja zarządziła blokady dróg, porywaczy nie udało się zatrzymać. Chodziły pogłoski, że to cygańskie porachunki. Jednak nie wykluczano także porwania dla okupu. Jan Z. został uwolniony przez przypadek, kiedy policja zatrzymała do kontroli samochód z porywaczami. Leżał związany na tylnej kanapie. M.
Cessanis
|