POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003


   Dobry glina, to widoczny glina...

"KURCZAK" W REWIRZE

   Pabianiccy policjanci uważają, że z przestępczością w powiecie nie jest źle. Chociaż w ubiegłym roku odnotowano osiem gwałtów, blisko sto wymuszeń i rozbojów, chwalą się, że zdarzeń jest coraz mniej. Dla mieszkańców nie liczą się jednak liczby, ale skuteczność.
   Policjantów jest wciąż za mało, a co więcej, w tym roku jest bardzo prawdopodobne, że etatów nie przybędzie. Nie mogą też liczyć na doposażenie. Oczywiście nie można odbierać policji powodów do chwały, bo przecież to dzięki ich współpracy z mieszkańcami udało się w ubiegłym roku zatrzymać szajkę włamywaczy, którzy okradali mieszkania na Bugaju, a także gang okradający samochody na skrzyżowaniach. Trzeba jednak dodać, że do zatrzymań nie doszło dzięki temu, że policja przeprowadziła sprawną akcję, ale dlatego, że pabianiczanie sami dostarczyli jej wiele danych.
   Nie ma tygodnia bez rozboju, bójki czy pobicia. W bezpiecznym mieście - a przecież takie wyróżnienie Pabianice otrzymały jesienią ubiegłego roku - tego typu zdarzenia powinny być rzadkością.

Po oczach

   Teraz komendant policji wpadł na nowy pomysł: dzielnicowi mają chodzić w rażących wzrok odblaskowych kamizelkach. W pierwszej chwili pomysł wydaje się rozsądny, bo któż zna swojego dzielnicowego? Policjant w odblaskowej kamizeli będzie widoczny niczym pracownik Zakładu Dróg i Zieleni Miejskiej. Tyle że ten drugi pracuje na ulicy i musi być dobrze oznakowany. Dzielnicowy pracuje w terenie, często odwiedza mieszkania zagrożone patologią i demoralizacją, przeprowadza wywiady środowiskowe. Dla osiedlowych plotkarek to tylko woda na młyn do obgadywania i snucia najróżniejszych domysłów. Koniec z dyskrecją!
   Pomysł z kamizelkami podoba się tylko komendantowi. Źle wypowiadają się sami dzielnicowi, ich rodziny oraz mieszkańcy.
   - Jeśli wyjdę w takim czymś na ulicę, to w każdej chwili mogę dostać cios od łobuzów. Ja nie jestem od tego, żeby tak się afiszować - mówi dzielnicowy jednego z rewirów. - Z drugiej zaś strony, jeśli nie wyjdę w ubiorze "kurczaka", dostanę naganę od przełożonych.
   Kamizelka kosztuje 60 złotych. Policjanci dostaną po jednej i sami będę musieli zadbać o jej czystość. Już piorą mundury, koszule i kurtki.

W papierach

   Krystyna Morak mieszka na Piaskach. Z dzielnicowym miała kilka razy do czynienia, a chodziło o jej sąsiadów alkoholików, którzy co noc balowali. Policjant odwiedził ją kilka razy, by o uciążliwej rodzinie dowiedzieć się jak najwięcej. Przyznaje, że gdyby zapukał do niej ubrany odblaskowo, nie otworzyłaby drzwi.
   - Dzielnicowy ma wyróżniać się nie ubiorem, tylko czynami. Ważne, żeby był skuteczny. Teraz często wykrycie sprawców zwykłej kradzieży przerasta jego możliwości albo kompetencje - dodaje mąż pani Krystyny, Roman. - A może dajmy im jeszcze po rowerze z kogutem, takim, jaki ma policjant w "Złotopolskich"...
   Dzielnicowi, aby byli bardziej skuteczni, muszą mieć mniej papierkowej roboty i dobre uposażenie. Widać w policji nadal króluje stwierdzenie, że policjant widoczny, to policjant skuteczny. Nic bardziej błędnego.
   Anna, żona pabianickiego policjanta: - Od dłuższego czasu obserwuję jego pracę i cały ten chaos przepisowo-prawny, ale też media rozdmuchujące każde drobne przewienienie policjnta. Oczywiście, że w policji brakuje ludzi mądrych. Brak też pieniędzy na wyposażenie, ćwiczenia i wiele innych rzeczy. Co może zrobić policjant, któremu prokurator odmawia zamknięcia przestępcy? Dzisiaj jest tak, że to mój mąż boi się bandziorów.

M. Cessanis
Dane mieszkańców zostały zmienione.