POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003


   Ryzykantów nie brakuje

Szybkie punkty karne

   Ponad 170 kolizji i 23 wypadki. Jedna osoba zabita. Taki jest bilans pierwszych dwóch miesięcy tego roku. Chociaż pabianicka policja łapie piratów drogowych i karze mandatami, nie zwiększa to w sposób znaczący bezpieczeństwa na drogach.
   Zawsze znajdzie się ryzykant, który nie ustąpi pierwszeństwa, będzie wyprzedzał na przejściu dla pieszych, przekroczy dozwoloną prędkość albo za kierownicą siądzie po kieliszku. Teraz statystyka może być gorsza: poprawiają się warunki atmosferyczne, więc znów kierowcy docisną pedał gazu. Ale muszą uważać, bo w bardzo łatwy sposób mogą stracić prawo jazdy.
   Przykłady bezmyślności można mnożyć. Młody kierowca, dojeżdżając do skrzyżowania ulicy Brackiej z Narcyza Gryzla, zamyśla się i nie ustępuje pierwszeństwa jadącemu mercedesowi. Efekt: skasowane punto nastolatka i rozbity betonowy płot. Na szczęście tym razem kierowcy wychodzą bez szwanku.
   Często my sami, kierowcy i piesi, doprowadzamy do sytuacji niebezpiecznych. Chociaż na ulicy Zamkowej nie brakuje oznakowanych przejść, ludzie przechodzą gdzie popadnie, przebiegają przed samochodami.

Skasowała słup

   Fatum ciąży natomiast na ulicach krzyżujących się z ulicami Skłodowskiej i Moniuszki. Drzewa i parkujące tuż przy skrzyżowaniach samochody nie ułatwiają jazdy. Trzeba bardziej uważać.
   Małgorzata U., jadąca minionej środy ulicą Skłodowskiej, nie przepuściła mknącego Narutowicza opla astry. Uderzenie było na tyle silne, że jej samochód (opel vectra) zatrzymał się na skwerku przy Miejskim Ośrodku Kultury. Astra została bardzo poważnie uszkodzona - przodem wpadła i złamała słup oświetleniowy. Do szpitala trafiła pasażerka Sylwia P. 
   Małgorzata U. była w szoku, nie wiedziała, co się stało. Na pytanie policjantów, czy nie mogła zahamować, odpowiedziała, że próbowała.
   Rolnicy należą do kierowców, którzy niechętnie przestrzegają przepisy ruchu drogowego. W ubiegłym tygodniu przekonał się o tym kierowca mercedesa jadącego do Porszewic. Ciągnik, skręcający z drogi w pole, nie ustąpił mu pierwszeństwa. Choć do kierowania traktorem przyznał się Michał K. (1,2 promila alkoholu), policjanci nabrali podejrzeń, że prowadził ktoś inny, ale uciekł z miejsca zdarzenia. Trwa dochodzenie w tej sprawie.

Lekcje za karę

   Do tej pory, jeśli policjanci łapali kierowców na kilku wykroczeniach naraz (np. przekroczenie prędkości, brak świateł) punkty karne przyznawali za jedno przewinienie, to najwyżej punktowane. Maksymalnie mogli wpisać 10 punktów. Jednak od początku tego roku mają obowiązek sumowania punktów za każde wykroczenie. Tak więc już przy jednym kontakcie z policją możemy stracić prawo jazdy.
   Młodzi kierowcy znacznie szybciej uzbierają limit punktów karnych. Jeśli w ciągu roku od otrzymania prawa jazdy przekroczą 20 punktów, stracą dokument. Czeka ich kolejny kurs, egzaminy praktyczny i teoretyczny. W przypadku, gdy prawo jazdy mamy ponad rok, limit punktów wynosi 24. Po przekroczeniu także będzie trzeba zdawać powtórnie egzamin.
   Punkty karne wpisywane są do ogólnopolskiej bazy danych, dlatego każdy policjant z drogówki wie, ile mamy już punktów. Co więcej, nie musi nas informować, że zbliżamy się do granicy limitu. Jest jednak możliwość zmniejszenia liczby swoich punktów karnych, biorąc udział w specjalnym szkoleniu. Trwa ono sześć godzin lekcyjnych i kosztuje około 300 złotych. Szkolenia odbywają się w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego, nie potrzeba na nie skierowania. Policja radzi, by na lekcje zgłaszać się, gdy uzbieramy około 15 punktów karnych. W szkoleniu można brać udział raz na pół roku.

M. Cessanis