POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003


SŁUP NIEZGODY

   Właściciele ośmiu działek z Jadwinina od dwóch lat bezskutecznie walczą z zakładem energetycznym o przesunięcie słupa energetycznego, który stoi na terenie jednej z posesji.
   Grzegorz Frachowicz w Jadwininie kończy budowę domu. To właśnie u niego stoi słup należący do "Elektrowni". Uważa, że powinien być przestawiony, a w najgorszym razie odgrodzony.
   - Boję się o bezpieczeństwo dzieci. Jeśli coś się wydarzy, to ja stanę przed sądem, a nie zakład energetyczny...
   Jesienią 2001 roku wysłał pismo, domagając się usunięcia słupa. Argumentował, że ogranicza on możliwości zagospodarowania działki. Dopiero w styczniu następnego roku otrzymał odpowiedź, że sprawa została przekazana do Łodzi. Łódzki Zakład Energetyczny potwierdził, że słup stojący od dwudziestu lat w Jadwininie jest jego własnością. Napisał, że nikomu nie zagraża, że stan linii jest dobry, i że w najbliższym czasie nie ma w planach przebudowy.
   - Podczas jednej z rozmów usłyszałem, żebym sam przebudował linię. Zakład nie chciał dać swoich fachowców - żali się pan Grzegorz. - Argumenty przytaczane przez nich przypominają czasy peerelu, a my żyjemy w innych realiach...
   Do pana Grzegorza przyłączyli się jego sąsiedzi, którzy przez stojący słup też nie mogą u siebie pobudować już zaprojektowanych budynków gospodarczych, zakład bowiem nakazał dostosować ich wielkość do słupa...
   Chociaż słup opiera się na starych fundamentach i poluźniły się śrubowe połączenia, "Elektrownia" w jednym z przysłanych do mieszkańców pism twierdzi, że w 2001 roku były przeprowadzone jego oględziny i wszystko jest w porządku.
   - To niemożliwe, ponieważ słup jest ogrodzony, stoi na mojej posesji, a do mnie nikt nigdy się nie zgłosił, by przeprowadzić konserwację - opowiada Grzegorz Frachowicz.
   Wymiana pism trwa do dzisiaj. Ostatnio do mieszkańców dotarł list, w którym "Elektrownia" zastrzega, że w latach 2003-2007 nie ma mowy o przestawieniu słupa i zmianie trasy przebiegu energii. Mieszkańcy Jadwinina zapewniają, że to nie koniec ich walki.

M. Cessanis