|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003
Zginęło
już kilkaset drzew...
BOBRY Z SIEKIERĄ
W ubiegłym tygodniu w parku Wolności wycięto ponad sto drzew. Drwale powalili
między innymi dwie sosny czarne, które zasługiwały na miano pomników przyrody,
a także wiązy. W części parkowej i leśnej nie ma już kilkudziesięciu dębów,
olch i sosen. Choć to brzmi nieprawdopodobnie, w parku ostał się tylko
jeden buk.
- Sytuacja jest poważna. Wycina się wyjątkowe egzemplarze - mówi Aneta
Gabryelska z wydziału eksploatacji miasta i rolnictwa. - Niszczone
są miejsca, którymi to miasto mogło się pochwalić.
"Bobry" - tak o nielegalnych drwalach mówią funkcjonariusze Straży Miejskiej
- pojawili się także w dolinie Dobrzynki, przy ulicy Grota Roweckiego.
Zniszczyli tu blisko pięćdziesiąt drzew. Nielegalnych drwali trudno dorwać,
gdyż często działają pod osłoną nocy. O stratach powiadomili nas czytelnicy,
którzy wybrali się na spacer w okolice Dobrzynki. Byli zbulwersowani. Zamiast
drzew zastali pole kikutów. Przy samej ścieżce ubyło kilka dorodnych dębów
szypułkowych. A sprawców ani widu.
- Nawet w niedzielę rąbali. Chcieli mi sprzedać worek drewna za dziesięć
złotych - opowiada mężczyzna spotkany na spacerze. - Jeszcze się chwalili,
że na tym drewnie idzie się dorobić.
W Straży Miejskiej działa patrol ekologiczny, lecz dwóch funkcjonariuszy
na całe Pabianice to za mało. Tym bardziej że drzew ginie coraz więcej,
i to w różnych miejscach.
Kary za nielegalną wycinkę są wysokie. Za ścięcie jednego dębu o obwodzie
około 50 centymetrów można zarobić 11 tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę
fakt, że w dolinie zginęło kilkadziesiąt takich drzew, a w parku Wolności
ponad sto, grupa bobrów powinna zostać ukarana grzywną za ponad milion
złotych. A wiadomo, że takiej sumy drwale nie zapłacą.
Rozwiązaniem byłyby częstsze kontrole mundurowych na zagrożonych terenach.
Na dodatkowych funkcjonariuszy pieniędzy jednak wciąż brakuje i koło zamyka
się.
W sprawie nielegalnych wycinek nic też nie robi Zarząd Dróg i Zieleni Miejskiej,
chociaż wydział eksploatacji miasta i rolnictwa UM wysyłał pisma informujące
o sytuacji. Od kilku lat na półce w szafie leży specjalne opracowanie mówiące
o tym, jak powinno zagospodarować się park Wolności i co zrobić, by zieleni
przybywało, a nie ubywało.
- Nie mamy środków na realizację tego projektu - mówi Bogusława Marciniak,
ogrodnik miasta. - Jeśli chodzi o wycinki, to ja muszę mieć konkretnego
sprawcę, żeby go ukarać. Ale przecież sama nie będę łapała tych drwali,
od tego jest policja i Straż Miejska.
Marciniak twierdzi, że chociaż na "Strzelnicę" zagląda często, sama nigdy
nie natknęła się na moment wycinki.
- Ja nic w tej sprawie nie mogę zrobić. Sprawcy działają najczęściej w
nocy - dodaje B. Marciniak.
Skoro tak trudno schwytać złodziei, powinno się pomyśleć o sadzeniu nowych
drzew. Niestety, rola miejskiego ogrodnika i pozostałych pracowników Zarządu
Dróg i Zieleni Miejskiej ogranicza się do konserwacji trawników i krzewów.
Narzekają, że pieniędzy na sadzonki nie ma.
M.
Cessanis
|