|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003
Z wokandy
Burda w strażnicy
Złamana kość pokrywy czaszki, wstrząśnienie i obrzęk mózgu, posiniaczona
twarz i uraz centralnego układu nerwowego - to pamiątka 37-letniego Jacka
O., klienta pubu przy ul. 20 Stycznia. Ciosy zadał mu kucharz-ochroniarz,
który teraz stanie przed sądem.
Wrześniowy wieczór w strażnicy był bardzo gorący. Jak zwykle było dużo
gości, dodatkowo na piętrze odbywał się wieczór panieński. Po godzinie
dwudziestej do pubu przyszło kilku mężczyzn. Według świadków późniejszych
zajść, wyglądali na podpitych. Próbowali wejść na piętro, a kiedy podszedł
do nich ochroniarz Roman G., który prosił, by nie przeszkadzali dziewczynom,
rozpętała się awantura.
Dzisiaj już nikt dokładnie nie pamięta, jak to się stało, że klienci zaczęli
się bić z ochroniarzem. Z zeznań kolegów pobitego Jacka O. wynika, że ochroniarz
walnął go z całej siły, tak że upadł na posadzkę i stracił przytomność.
- Wcześniej wypiliśmy sporo alkoholu. Gdy schodziliśmy po schodach, ochroniarz
nas wyprzedził i zaczął się szarpać z Jackiem - twierdzi Dariusz N. - Kocioł
się zrobił, nawet nie zdążyłem odstawić piwa.
Koledzy wyciągnęli pobitego przed lokal i zadzwonili po jego rodziców.
Jak zeznał ojciec O., ochroniarz powiedział mu, że czasami jak ręka poleci,
to może zrobić krzywdę.
- Spytałam go, kim jest. Powiedział, że kucharzem, ja na to, żeby garów
pilnował, a nie bił ludzi - opowiadała policji matka Jacka O.
Roman G. w strażnicy pełni dwie funkcje. W umowie o pracę ma wpisane "kucharz",
ale nieformalnie pełni obowiązki ochroniarza. Według jego relacji, mężczyźni,
którzy zaczęli się awanturować, wcześniej bawili na wieczorze kawalerskim.
Jacek O. stawiał się, więc oberwał.
Goście i kelnerki zeznali, że mężczyźni byli agresywni i pijani. Stwarzali
zagrożenie dla pozostałych klientów. Jednak to Jacek O. zgłosił się na
policję jako ofiara ochroniarza. Jeśli sąd uzna, że Roman G. przesadził,
wówczas będzie mógł dostać nawet pięć lat pozbawienia wolności.
M.
Cessanis
|