|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003
CZARNO WSZĘDZIE
Sadza była na kanapach, dywanach, na kuchennych stołach, naszykowanych
na śniadanie bułkach z kiełbasą i w szklankach z herbatą. Była też we włosach
i na ubraniach lokatorów. Tak zakończył się przegląd kominów w bloku komunalnym
przy Robotniczej 2.
Do mieszkań wpadło tyle czarnego proszku, że nie pomógł ani odkurzacz,
ani też miska z ciepłą wodą i szmata. Wielkie sprzątanie trwało przez cały
dzień. Ludzie byli oburzeni, bo nie wszyscy widzieli zawiadomienia, że
właśnie 10 lutego przyjdą kominiarze zrobić okresowy przegląd. Ktoś zdarł
wywieszoną kartkę z informacją.
- Pierwsze, co zrobiłam, to zadzwoniłam do ratusza. No, tak się zdenerwowałam,
bo tam nie było ani jednego prezydenta! - opowiada pani Barbara z parteru.
U niej sadza osiadła na wszystkich obrazach, kanapie obitej skajem, tureckim
dywanie i ozdobnej lampie. Jakieś szumy były, zaczęły spadać cegły. Sadzy
było pół wiaderka!
W mieszkaniu Barbary, mimo palenia w piecu, jest zimno. Na północną ścianę
wchodzi wilgoć. Gospodyni siedzi w dwóch swetrach.
- Jak idę do "romu" i mówię, że ten blok kiedyś się rozsypie, to tylko
wzruszają ramionami - dodaje Barbara. - Na bankiety to ich stać...
Dorota z pierwszego piętra wspomina, jak dwa lata temu wypełniali ankiety,
czy chcą mieć centralne ogrzewanie. Wszyscy powiedzieli, że tak. I na tym
się skończyło. Nadal dźwigają do mieszkań węgiel z piwnicy. Miesiąc temu
Dorota napisała podanie o wymianę pieca kaflowego, który siada i odpadają
cegły. Odpowiedzi jeszcze nie dostała.
- Boli to, że ani trochę się o nas nie dba. Przecież my nie chcemy Bóg
wie czego. Po prostu żyć normalnie - mówi Dorota.
Na ogrzewaniu mieszkania oszczędza. Kiedy dzieci są w szkole, piec jest
zimny. Pali w nim około trzynastej i tylko do piątej po południu. To musi
wystarczyć. Niestety, ciepło wywiewane jest przez nieszczelne okna w pokoju
i w kuchni. Już się nie sprawdzają uszczelki z koców. Zmarzły kwiaty na
parapecie.
- Pan do nas wejdzie i zobaczy, ile sadzy! - woła pan Mirek, też z parteru.
U niego sadza rozłożyła się na drewnianym segmencie "na wysoki połysk".
Jest też na ceglastej kanapie i na dywanie. W mieszkaniu uwija się bosonoga
Anna.
- Hi, hi, hi! Jeszcze tak czarnych stóp nigdy nie miałam! Rany, poradzić
sobie nie mogę! Odkurzacz sadzy nie chce ciągnąć. A jakże, też oszczędzamy
na ogrzewaniu. Okna uszczelniliśmy taśmą klejącą...
Chociaż poniedziałkowa historia w bloku przy Robotniczej była niczym z
komedii, to lokatorom do śmiechu nie jest. W 43-letnim budynku mieszkają
dwadzieścia cztery rodziny, które wciąż czekają na centralne ogrzewanie.
Pabianiczan z podobnymi problemami, zwłaszcza tych z osiedla "Piaski",
nie brakuje.
Od dwóch lat miasto próbuje realizować inwestycję pod nazwą "Uciepłownienie
osiedla Piaski". Jednak, z powodu braku środków na ten cel, w ubiegłym
roku udało się podłączyć tylko jeden blok - przy Ludowej 1. Koszt podłączenia
domu, którym zarządza wspólnota mieszkaniowa, wyniósł około 150 tysięcy
złotych. Za te pieniądze wykonano przyłącze i poprowadzono wewnętrzną instalację.
Wspólnota zrezygnowała z docieplenia budynku. W kosztach partycypowali
właściciele własnościowych mieszkań, a tym z lokatorskich po włączeniu
grzejników wzrósł o dziesięć procent czynsz (za podniesienie standardu
lokali).
Na ten rok zaplanowano podłączenie kolejnego bloku przy ulicy Ludowej.
Na razie jest to jednak na etapie papierkowej roboty. Blokiem przy Ludowej
3 również zarządza wspólnota, która w tym przypadku chce także docieplić
dom. Na inwestycję potrzeba 300 tysięcy złotych.
- Jeśli chodzi o podłączenie kolejnych bloków, to nie zapadły jeszcze żadne
decyzje - informuje Krzysztof Mądzielewski z Zakładu Gospodarki Komunalnej
i Mieszkaniowej.
Lokatorzy z Robotniczej w tym roku na centralne ogrzewanie nie mają co
liczyć. Pozostaje im zaopatrzyć się w detergenty i nadal ścierać spadającą
sadzę, a wypaczone okna zabijać lub zaklejać.
M.
Cessanis
|