POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003


Prezesi czekają na wyrok

   Dobiega końca proces Wiktora Z., byłego prezesa pabianickiej Fabryki Papieru SA, oraz jego zastępcy, Marka T., których Prokuratura Rejonowa oskarżyła o przywłaszczenie pieniędzy z kasy zapomogowo-pożyczkowej upadającego zakładu i przeznaczenie ich na pokrycie innych wydatków. Jeszcze w tym tygodniu powinny zapaść wyroki.
   Od marca do października 2000 roku, jak ustalił prokurator, oskarżeni prezesi skorzystali z ponad 25 tysięcy złotych. Od pensji pracowników należących do kasy zapomogowo-pożyczkowej co miesiąc była pobierana składka - 15-17 złotych. Pracownicy powiadomili prokuraturę o nieprawidłowościach w momencie, gdy okazało się, że ich składki nie wpływają na konto kasy, lecz przeznaczane są na rachunki za telefony i elektryczność. Kiedy robotnicy mówili o tym na spotkaniach z zarządem firmy, zawsze słyszeli, że są ważniejsze wydatki. Złożyli więc wnioski o skreślenie ich z listy członków i wypłatę wkładów. Ponad dwadzieścia osób do dziś nie doczekało się swoich pieniędzy.
   Prezes Z. nie przyznaje się do winy. Zrzucił ją na swojego zastępcę, który podobno miał decydować o wydatkowaniu pracowniczych składek. Wiktor Z. o wszystkim miał się dowiedzieć dopiero w marcu 2001 roku. Marek T. także uważa, że jest niewinny. W zeznaniach stwierdził, iż faktycznie były inne wydatki, gdyż zakład był na granicy bankructwa. O przeznaczeniu pieniędzy z kasy decydował wspólnie z Wiktorem Z.
   - Moim zdaniem sprawa jest ewidentna, oskarżeni przywłaszczyli pieniądze - mówi prokurator Halina Koziara, autorka aktu oskarżenia.
   Podczas jednej z rozpraw sądowych prezes stwierdził, że składka do kasy zapomogowo-pożyczkowej była ściągana także z jego pensji, więc jest jednocześnie oskarżonym i pokrzywdzonym.
   - Spółka miała zablokowane konta, rok był ciężki. Na ławie oskarżonych powinien też zasiąść zarząd kasy - dodał Z.
   T. natomiast stwierdził, że wybierali mniejsze zło.
   Proces prezesów przeciągał się w czasie, gdyż Wiktor Z. przebywał na zwolnieniu lekarskim, był m.in. w sanatorium. Teraz jest jednak szansa, że sprawa zakończy się. Na rozprawie w miniony czwartek prokurator zażądała dla oskarżonych po dziesięć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata.

*  *  *

   Kiedy "Papiernia" została postawiona w stan upadłości, Wiktor Z. przeszedł do utworzonej w zakładzie spółki "Produkt-Pap", należącej m.in. do jego córki i synowej, gdzie objął stanowisko dyrektora zespołu doradców. Według zwolnionych pracowników do krachu finansowego nigdy by nie doszło, gdyby nie pośrednicy zajmujący się zbytem wyprodukowanego papieru. Na terenie zakładu zaczęły działać prywatne rodzinne spółki.

M. Cessanis