|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003
Damski boks po pabianicku
Sprawy
o znęcanie się należą do jednych z najtrudniejszych, jakie trafiają na
policję, a później do prokuratury i do sądu. Kobiety bite są zastraszone,
toteż często podczas rozpraw pod presją męża lub rodziny zmieniają zeznania.
To błąd. Ale z drugiej strony nie ma się czemu dziwić, bo mężowie oskarżeni
o znęcanie się podczas całego postępowania przebywają na wolności i nadal
z żoną i dziećmi mieszkają pod wspólnym dachem. Wyroki wydawane przez sąd
najczęściej są w zawieszeniu, więc damski bokser i tak nie trafi za kratki.
Gehenna może trwać latami.
Na wolności
Nie tak dawno pabianicki sąd rozpatrywał sprawę mężczyzny, który znęcał
się nad żoną od pięciu lat. Bił, poniżał i groził, że zabije w obecności
trójki dzieci. Nieraz Anna dostała pięścią w twarz, kopa w brzuch lub w
głowę. Później były inne ślady damskiego boksu: siniaki i krwawe wybroczyny
na plecach.
Po jednej z awantur powiadomiła policję. Sprawa trafiła do sądu, mąż został
oskarżony o fizyczne i psychiczne znęcanie się nad rodziną. To jednak niczego
nie zmieniło. Małżonkowie nadal mieszkali razem, a przed każdą rozprawą
Anna dostawała porządny wycisk, żeby wiedziała, co ma mówić sędziemu. No
i zastraszona zmieniła zeznania. Zaczęła opowiadać, że on jest dobrym mężem
i tylko czasami zdarzają się im sprzeczki.
Sądziła, że mąż się zmieni. Niestety, awantury, wyzwiska i groźby powtarzały
się częściej. Po kolejnej bójce mąż wyszedł z domu. Anna była roztrzęsiona,
ale zdołała zadzwonić do rodziców. Przyjechała matka. Ojciec, który od
początku nie akceptował związku córki, nie chciał się mieszać. Nie podobało
mu się, że poprzednio córka zmieniła zeznania.
Matka zastała Annę skuloną w fotelu. Miała spuchnięte usta, zaczerwienione
prawe kolano. Nie chciała dzwonić na policję. Uległa, kiedy mama powiedziała,
że zerwie z nią kontakt. Mąż został kolejny raz oskarżony.
Przed sądem mówił, że z żoną dobrze mu się układa, a te siniaki to pamiątka
po nieszczęśliwym upadku Anny. Sąd skazał go na półtora roku więzienia
w zawieszeniu na pięć lat. Nadal przebywa na wolności.
Bez świadków
Prawo w stosunku do sprawców znęcania się jest bardzo liberalne. Grozi
im do 5 lat pozbawienia wolności, w przypadkach szczególnie drastycznych
ta granica podnosi się do 10 lat. Na 12 lat dręczyciel ma szansę tylko
wtedy, gdy ofiara popełni samobójstwo. Rzadko stosuje się wobec sprawców
tymczasowe aresztowanie na czas prowadzonego dochodzenia.
- Aby wystąpić z wnioskiem o areszt, muszą być konkretne przesłanki,
obawa, że sprawca będzie się ukrywał, mataczył czy wpływał na zeznania
świadków. Areszt jest stosowany w przypadkach bardzo drastycznych, gdy
sprawcy postawiono już konkretny zarzut, a dowody muszą wskazywać, że będąc
na wolności, może dopuścić się kolejnych przestępstw - tłumaczy prokurator
rejonowy Krzysztof Ankudowicz. - W przypadku przemocy w rodzinie
często nie ma świadków takich zdarzeń. Żona twierdzi, że jest bita, a mąż
tego nie potwierdza. Jeśli stan faktyczny jest wyraźny, sprawca wykazuje
cechy brutalności, wtedy występujemy z wnioskiem o areszt.
Za kratami
Historie bitych i poniżanych pabianiczanek są bardzo smutne. Bożena była
bita od piętnastu lat. Pierwszy raz mąż ją uderzył, gdy rzekomo przeszkadzała
mu w słuchaniu radia. Kolejny raz została uderzona, gdy była w ciąży. Mąż
zabronił jej spotkań z koleżankami i wychodzenia po zakupy. Kiedy urodziło
się dziecko, skierował agresję także przeciwko niemu. Gdy Asia miała cztery
lata, ojciec odgaszał na jej ciele papierosy. Kiedyś wylał Bożenie na głowę
gorącą wodę z miski. Wreszcie nie wytrzymała i zgłosiła sprawę na policję.
Przeniosła się do schroniska dla kobiet i dzieci. Jej mąż odsiaduje wyrok.
Krystynę mąż bił zawsze na trzeźwo. Dusił, wyrywał włosy. W towarzystwie
był odbierany jako miły i sympatyczny kolega. Dramat rozgrywał się w czterech
ścianach mieszkania na Bugaju. Znęcał się też nad córką, której kazał na
przykład robić pięćdziesiąt brzuszków w zamian za kilkanaście złotych na
zakupy. Bił ją, gdy w dzienniczku nie przynosiła piątek, za to, że nie
potrafiła nauczyć się szybko angielskiego. Miał różne pomysły. Kiedy dziecko
zapomniało kluczy do mieszkania, tata kazał wdrapywać się po balkonach
na czwarte piętro. Jako oskarżony nie przyznał się do katowania najbliższych,
trafił jednak do aresztu. Sprawą maltretowanych zajęło się Centrum Praw
Kobiet z Łodzi.
Czasami dochodzi do absurdów. Jedna z naszych czytelniczek, nad którą także
znęcał się mąż, sama mogła stanąć przed sądem. Za to, że nie chciała, by
mąż widywał się z córką. Twierdziła, że kiedyś pobił dziecko. Groził jej
areszt w przypadku niezapłacenia wyznaczonej grzywny.
Z Krzysztofem dobrze się jej układało do czasu przyjścia na świat córki.
On chciał mieć syna. Grażyna dostawała lanie, gdy dziecko było chore lub
miało brudne ręce. Mąż wydzielał jej pieniądze - tygodniowa stawka wynosiła
30 złotych. W szale bił paskiem z klamrą. Potrafił wziąć szklankę i cisnąć
w głowę żony.
Maltretowana kobieta wyprowadziła się z domu. Ukrywała się przed mężem.
Mieszkała raz u rodziców, raz u znajomych. Kiedy mąż podniósł rękę na dziecko,
zabroniła spotkań wyznaczonych przez sąd.
- Był już skazany za znęcanie się. Jak mogłam pozwolić, by przebywał
sam na sam z dzieckiem? - mówi Grażyna.
Przerwanie
milczenia
Nigdy nie jest za późno, aby powiedzieć NIE! Przemoc nie skończy się sama
z siebie. Pierwszym krokiem do jej przerwania jest przełamanie milczenia.
Nie ma powodu, by się wstydzić.
- Wiele kobiet doznaje przemocy w domu. Nie mówią o tym, bo się boją.
Często też czują się winne za zaistniałą sytuację - mówi sierż.
sztab. Andrzej Baczyński z Komendy Powiatowej Policji w Pabianicach.
- Trzeba jednak wiedzieć, że nic nie usprawiedliwia przemocy. Nawet
po wielu latach można szukać pomocy. Prowadzimy w tej chwili kilka spraw
o znęcanie się.
Czasami trudno zrozumieć powody, dla których kobiety pozostają w krzywdzącym
związku. Wymieniają wiele przyczyn, dla których muszą znosić agresywne
zachowanie partnera i stawać się milczącymi ofiarami damskiego boksu.
Powtarzają, że chociaż on jest złym mężem, to go nie zostawią, bo jest
dobrym ojcem. Dzieciom nie robi niczego złego. Warto się jednak zastanowić,
co może czuć dziecko, którego mama płacze i próbuje ukrywać kolejne siniaki
pod makijażem? Dzieci, będąc świadkami przemocy, również jej doznają. Uczą
się, że świat jest przepełniony złem, przemocą, bólem i cierpieniem.
Uzależnienie
Ofiary przemocy są zależne finansowo od partnerów, dlatego zostają w związkach.
Sprawcy utrudniają żonom podjęcie pracy. Często też ofiary nie wierzą,
że mogłyby zacząć żyć na własny rachunek. Partner ma prawny obowiązek łożyć
na utrzymanie dzieci i potrzeby domowe. Jeśli nie chce dawać pieniędzy,
można zwrócić się do sądu o alimenty na dzieci i siebie.
Kobiety bite wszelkie groźby powinny traktować bardzo poważnie i informować
o nich prokuraturę. Jeśli czują, że ich życie jest zagrożone, a prokurator
nie podejmuje odpowiednich kroków, by je ochronić, powinny wyprowadzić
się z domu.
Najgorzej, kiedy za przemoc w rodzinie kobiety obwiniają siebie. Są przekonane,
że zrobiły coś złego i dlatego partner był agresywny. Wierzą, że bicie
było uzasadnioną i sprawiedliwą karą.
Michał
Cessanis
Jeśli jesteś bita, poniżana,
raniona:
ZADZWOŃ DO OGÓLNOPOLSKIEGO POGOTOWIA DLA OFIAR PRZEMOCY W RODZINIE "NIEBIESKA
LINIA"
0-801 1200-02 - płatny pierwszy impuls - telefon czynny od poniedziału
do piątku w godz. 10.00 - 22.00; a w niedzielę i święta: 10.00 - 16.00
(0-22) 666-00-60 - połączenie płatne - telefon czynny od poniedziałku do
piątku w godz. 10.00 - 22.00 |