|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003
Śladem
naszych restauracji
Fatalne zaplecze
W ubiegłym roku pabianicki sanepid skontrolował ponad czterdzieści restauracji
i barów w powiecie.
W większości surowce i produkty spożywcze przechowywane były w odpowiedniej
temperaturze, a naczynia były czyste. Pracownicy mieli książeczki zdrowia
z aktualnymi badaniami. Chociaż stan sanitarny w większości przypadków
nie budził zastrzeżeń, to w niektórych lokalach nad czystością restauratorzy
muszą popracować. Stwierdzone przez sanepid uchybienia dotyczyły segregacji
produktów i wyrobów gotowych w lodówkach, brak środków dezynfekujących
i jednorazowych ręczników. W restauracjach zdarzały się pogniecione obrusy
i brudne zasłony.
- Na regałach obok artykułów spożywczych składowany był sprzęt produkcyjny
i zbędne przedmioty - informuje Dobrosława Miszczak, kierownik oddziału
higieny PSSE w Pabianicach. - Osoby odpowiedzialne za niewłaściwy stan
sanitarno-techniczny ukarano mandatami.
W kilku obiektach kontrolerzy zauważyli zabrudzone i zawilgocone ściany
i sufity. Właścicielom lokali zalecono odświeżenie pomieszczeń.
Znacznie gorzej od pabianickiego wygląda raport Państwowej Inspekcji Handlowej
w Łodzi. Klienci restauracji skarżą się przede wszystkim na zawyżanie rachunków
w lokalach i wątpliwej jakości potrawy. Najgorzej mają się punkty kuchni
egzotycznej - arabskiej, chińskiej, indyjskiej. Podczas ubiegłorocznych
kontroli aż w 89 procentach przypadków stwierdzono uchybienia. Najczęściej
ujawniano źle ważące wagi, ale w co trzeciej sprawdzonej knajpie w województwie
łódzkim w tragicznym stanie było zaplecze.
- Pozalewane blaty kuchenne, brudne naczynia, przeterminowane produkty
- wymienia Małgorzata Gołębczyk, naczelnik wydziału kontroli artykułów
żywnościowych PIH. Skarg nie przyjęliśmy może dużo, większość uchybień
ujawniliśmy podczas kontroli.
Pracownicy PIH-u opowiadają o jednej z restauracji, w której klientom podawano
kilka razy to samo pieczywo. Jeśli było nietknięte (nieubrudzone np. sosem)
trafiało najpierw na zaplecze, gdzie było podgrzewane i znów podawane klientom.
Podobnie działo się z ryżem, frytkami czy surówkami. Niezabrudzone wpadały
do misek, a później serwowane były nowym gościom.
Praktyką dnia codziennego jest zaniżanie wagi dań. Zamiast np. 250 gramów,
klienci otrzymują 210 - sprytnie rozłożone na talerzu, by sprawiało wrażenie
solidnej porcji.
M.
Cessanis
|