|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003
Brygadzista
i mistrz z ZGKiM odpowiedzą za wypadek...
Mądrzy
po szkodzie
Pabianicka prokuratura uważa, że za ubiegłoroczny wypadek podczas naprawy
awarii wodociągowej, w którym poważnie ucierpiał jeden z robotników wodkanu,
odpowiadają brygadzista Jacek B. i mistrz Jacek K. Mężczyźni wkrótce staną
przed sądem.
O wypadku "Nowe Życie Pabianic" informowało bardzo obszernie. 15 maja rano
pracownicy wydziału wodociągów i kanalizacji ZGKiM otrzymali informację
o awarii przyłącza wodociągowego do posesji przy ulicy Orlej. Mistrz Jacek
K. polecił brygadzie Jacka B., by zajęła się sprawą. Pracownicy wykopali
głęboki na półtora metra dół i przystąpili do wymiany rury. Wykop nie został
jednak zabezpieczony szalunkami. Po wymianie przyłącza na Orlą przyjechała
ciężarówka z piachem do zasypania dołu.
Jeden z wodkanowców, Marek K., stanął po prawej stronie wywrotki i podtrzymywał
wystający z wykopu klucz zasuwy domowej, aby nie został zasypany. W chwili,
gdy z wywrotki poleciał piach, zarwał się asfalt i kilkutonowy star zsunął
się do dołu. Pech chciał, że osunął się też Marek K., którego auto przygniotło.
Jego koledzy byli w szoku, odkopywać zaczął go brygadzista.
Marek K. został mocno poturbowany. Miał m.in. wieloodłamowe złamania miednicy
ze zmiażdżeniem spojenia łonowego, rozerwany pęcherz moczowy oraz zwichnięty
lewy staw biodrowy. Urazy były tak poważne, że mężczyzna mógł umrzeć. W
ciężkim stanie trafił do szpitala.
Komisja zakładowa uznała, że za wypadek odpowiada nie tylko mistrz i brygadzista,
ale także sam poszkodowany pracownik. Innego zdania jest natomiast powołany
biegły. Ustalił, że robotnicy pracowali bez kasków i nie było bezpiecznych
zejść do wykopu. Marek K. w żaden sposób nie był zabezpieczony, więc nie
powinien stać przy wywrotce. Osobą bezpośrednio odpowiedzialną za brygadę
był Jacek B., który nie miał szkolenia BHP dla osób pełniących nadzór nad
innymi pracownikami. Biegły stwierdził także, że pośrednio za wypadek odpowiada
Jacek K., który wcześniej ustalił z brygadzistą przebieg prac. Marek K.
nie przyczynił się do wypadku - orzekł biegły.
- Ja i inni mistrzowie oraz kierownik często powtarzaliśmy pracownikom,
aby piasek z wywrotki zawsze zrzucać około czterech metrów od wykopu, a
wykop zasypywać ręcznie bądź spycharką. Nie wiedziałem, że brygadzista
nie był przeszkolony - zeznał Jacek K.
Dopiero po wypadku w ZGKiM wydano instrukcję bezpieczeństwa i higieny pracy
dotyczącą napraw instalacji podziemnych i prac w wykopach. Otrzymał ją
każdy pracownik.
Do postawionych przez prokuraturę zarzutów nie przyznał się Jacek B. Ale
w złożonych wyjaśnieniach potwierdził przebieg wypadku. Pracownicy wodkanu
odpowiedzą za narażenie pracownika na niebezpieczeństwo utraty życia lub
zdrowia, a także za spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Za to
grozi do 10 lat pozbawienia wolności.
M.
Cessanis
|