POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2003


Gosposia okradła swoich chlebodawców...

Zwinęła szmal

   61-letnia rencistka Jadwiga M. w domu przy ulicy Rzgowskiej sprzątała od roku. Pracę tę dostała po znajomości dzięki żonie właściciela. Tak dorabiała trzy razy w tygodniu do renty. Co miesiąc państwo T. płacili jej około 400 złotych.
   W sierpniu ubiegłego roku jak zwykle przyszła posprzątać. W domu było zamieszanie, bo oprócz niej była jeszcze ekipa remontująca dziecięcy pokój i skręcająca segment. Gosposia wiedziała, że w szufladzie biurka na piętrze domownicy przechowują pieniądze. Kilka razy zaglądała do szafek, ale tym razem postanowiła zabrać trochę gotówki. Z saszetki zawiniętej w folię wyjęła kilkadziesiąt banknotów, które ukryła w worku na śmieci. Kiedy poszła wyrzucić odpadki, forsę przełożyła do kieszeni.

Podniosła się stopa

   Po powrocie do domu pan T. zorientował się, że ktoś szperał w biurku. O kradzieży powiadomił policję. Z szuflady zniknęło ponad 10 tysięcy dolarów utargu z firmy krawieckiej. Podał też, kto pod jego nieobecność był w domu. Pomimo przesłuchań pod koniec września sprawę umorzono ze względu na niewykrycie sprawcy. Jadwiga M. zeznała, że nigdy nie widziała żadnych pieniędzy i nie zaglądała do szafek.
   Pan T. poszukiwał złodzieja na własną rękę. Od rodziny mieszkającej w pobliżu gosposi dowiedział się, że byłej pracownicy (po kradzieży nie przyszła już sprzątać) wyraźnie poprawił się standard życia. Lepiej się ubierała, kupiła sobie złotą biżuterię, chwaliła się, że założyła konto. Zrobiła też remont w mieszkaniu, kupiła nowe zasłony i firany, wymieniła dywan. Co więcej, pochowanej matce zafundowała na cmentarzu pomnik.

Wszystko zwrócę

   Były pracodawca spotkał się z Jadwigą M., ale ta w żywe oczy wyparła się wszystkiego. Dopiero podczas kolejnej wizyty T. powiedziała, że wzięła pieniądze. Napisała też oświadczenie, że wszystko zwróci. Chlebodawca powiadomił policję i wznowiono dochodzenie.
   - W domu wciąż brakowało pieniędzy. Dlatego ukradłam te dolary - zeznała przesłuchiwana.
   Gosposia dolary wymieniła w kantorach, a mężowi powiedziała, że gotówkę znalazła. Dzieciom, którym kupiła prezenty, oświadczyła, że dostała rekompensatę za przymusową pracę we Francji. Za kradzież grozi jej kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.

Trudno zaufać

   Ludzie, którzy decydują się na zatrudnienie gosposi, wymyślają najróżniejsze metody na sprawdzenie jej uczciwości. Ci, którzy kiedyś już raz nacięli się, są bardzo ostrożni.
   - Zatrudniliśmy młodą dziewczynę, która zaocznie studiowała. Była miła, lubiła dzieci i garnęła się do sprzątania. Ale kiedy wracałam z pracy, miałam wrażenie, że wcześniej zaglądała do naszej garderoby. Inaczej leżała biżuteria, wieszaki były poprzesuwane. Dlatego wymysliliśmy sposób, jak ją sprawdzić - opowiada pani Krystyna.
   Państwo H. w bardzo charakterystyczny sposób układali w szafach ubrania. Pod odpowiednim kątem wkładali do sekretarzyka zegarki i złotą biżuterię, a w łazience wszystkie flakony z perfumami ustawiali przodem do lustra. Wynik obserwacji był niekorzystny dla dziewczyny. Okazało się, że gosposia paraduje w mieszkaniu obwieszona biżuterią pani Krystyny, do tego używa jej drogich perfum i zakłada szlafrok męża.
   - Natychmiast ją zwolniliśmy - mówi Roman, mąż Krystyny. - Powiedzieliśmy jej, dlaczego. Nic nie odrzekła i wyszła z mieszkania.
   Jeden z naszych czytelników zastrzega, że gdyby musiał zatrudnić gosposię, to w mieszkaniu zamontowałby kamerę. Wcześniej porozmawiałby z sąsiadami kandydatki i z poprzednimi pracodawcami - jeśli by do nich dotarł.
   - Ale ja bym nigdy nie wpuścił obcego do sprzątania moich kątów. Świadomość, że ktoś przebywa w moim mieszkaniu, podczas gdy mnie w nim nie ma, byłaby nie do zniesienia. Nawet gdyby to miała być osoba znajoma, polecona przez kogoś. Dzisiaj nawet znajomym nie można ufać.

M. Cessanis