
|
W Łodzi kwitnie
czarny rynek leków Tabletki z
ryzykiem Na
łódzkich
targowiskach bez najmniejszego problemu można kupić leki niewiadomego
pochodzenia. Handlarze oferują nie tylko tabletki przeciwbólowe, ale
też
antybiotyki, a nawet preparaty psychotropowe i onkologiczne. Klientów
nie
brakuje, bo na czarnym rynku medykamenty sprzedaje się nawet o
kilkadziesiąt
złotych taniej niż w aptece. Farmaceutka
amatorka Bałucki
Rynek.
Na co drugim stoisku można nabyć lekarstwa. Jeszcze kilka lat temu był
to głównie
biseptol przywożony przez Rosjan. Teraz nielegalny rynek farmaceutyczny
opanowali Polacy. Pierwszy z brzegu handlarz kieruje w głąb targowiska.
Każe
szukać „żółtego płaszcza”. Jest. Kryje się pod nim starsza kobieta. Na
turystycznym stoliku ma wyłożone leki - najwięcej silnych
przeciwbólowych -
m.in. ketonal i poltram. -
Dużo pan
potrzebuje - pyta bez skrępowania i pokazuje na czarną reklamówkę. -
Przeciwbólowych mogę mieć każdą ilość. Za opakowanie biorę dwa, trzy
złote
mniej niż w aptece. -
A one są z
pewnego źródła? -
Jak się ma w
rodzinie inwalidę wojennego, który dostaje darmowe leki, to wszystkie
są pewne.
Daty ważności są długie, więc na pewno tabletki nie zaszkodzą. Jak
będzie głowa
bolała, to trzeba brać dwa razy dziennie po dwie - doradza farmaceutka
amatorka. Na
kolejnych
dwóch straganach w opakowaniach po pastach do zębów leżą antybiotyki
(m.in.
duomox), a nawet środki psychotropowe (xanax, estazolam) oraz bardzo
drogie
preparaty używane przy chemioterapii, które oficjalnie kosztują nawet
400 złotych!
Tutaj można je mieć za połowę tej ceny. -
Nie boi się
pan trzymać ich na stole, przecież policja może zabrać towar - pytam
młodego
mężczyznę. -
Oni ścigają
tylko za lewy alkohol i papierosy. Do nas nie podchodzą - opowiada
sprzedawca.
- Te leki do chemioterapii zostały po babci. Więc co mam z nimi zrobić? Potencja z
Górniaka Górniak
słynie z
handlu viagrą i cialisem- lekami na potencję oraz preparatami na
nadciśnienie i
na serce. Są ukryte między stosami butów, puchowych kurtek... -
Hurtowo nie
sprzedajemy, tylko pojedyncze opakowania, 50 złotych taniej niż w
aptece - mówi
Hirek (tak się przedstawia), kiedy pytam o sto opakowań viagry. - Za
dużo jest
chętnych, wszyscy muszą dostać. Skąd je mam? Powiedzmy, że wypadły z
transportu. -
Przeciwbólowych nie potrzeba? Mam każdą ilość i w tabletkach i w
ampułkach -
zagaduje kolega Hirka ze stoiska obok. - A może jakiś nasercowy? Na
leki z
niepewnego źródła decydują się łodzianie, którzy tak jak 52-letni
Andrzej
Kamiński, twierdzą, że dla nich najważniejsza jest niższa cena
preparatów. -
Skoro mogę
kupić tabletki o kilka złotych taniej niż w aptece i widzę, że na
opakowaniu
jest dobra data ważności, to z tego korzystam - mówi pan Andrzej. Z receptą na
stragan Pacjenci
przyznają się swoim lekarzom, że wypisane przez nich recepty
„realizują” na
straganie. Potwierdza to lekarka Krystyna Wiśniewska. Jest przerażona
nieprzemyślanym działaniem chorych. -
Do takich
zakupów pacjentów zmusza bieda. Ceny leków są wciąż bardzo wysokie. Ale
te z
rynku są bardzo niebezpieczne. Bez kontroli lekarza można je
przedawkować i
umrzeć. Staram się przepisywać pacjentom tańsze odpowiedniki leków i
proszę ich
by nie robili zakupów na targowisku. Ale wielu to nie przekonuje. Papierowa
kontrola Nielegalny
handel lekarstwami rozwija się, tymczasem nikt nie prowadzi statystyk
tego
zjawiska. Jeszcze gorzej wyglądają kontrole na targowiskach. -
Cały czas
docierają do nas sygnały o nielegalnej sprzedaży leków na Bałuckim
Rynki i na
Górniaku. O wszystkim informujemy inspekcję farmaceutyczną.
Kontrolowanie
targowisk nie należy do nas - mówi Wojciech Giermaziak, prezes
Okręgowej Izby
Aptekarskiej w Łodzi. - Każdy źle zażywany lub przeterminowany lek
staje się
trucizną, dlatego powinien być przepisywany przez lekarza i sprzedawany
przez
farmaceutów. Przedawkowany może zabić. -
Prowadzimy
tylko nadzór nad hurtowniami, aptekami, sklepami zielarskimi czy
hipermarketami, gdzie są sprzedawane leki przeciwbólowe. Targowiskami
się nie
zajmujemy, bo nie jesteśmy do tego upoważnieni - odbija piłeczkę
Romuald
Boguszewski, wojewódzki inspektor nadzoru farmaceutycznego w Łodzi. Także
Wojewódzka
Inspekcja Handlowa i sanepid nie sprawdzają rynków pod kątem
nielegalnej
sprzedaży farmaceutyków. Inspektorów interesuje jedyne to, w jakich
warunkach
sprzedawana jest żywność. Co na to łódzka policja? -
Według nas
nielegalna sprzedaż leków nie jest powszechnym zjawiskiem i nie mogę
obiecać,
że się nim zajmiemy - nie owija w bawełnę Witold Kozicki z zespołu
prasowego
Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Nie prowadzimy także statystyk
takich
zdarzeń. Kontrolujemy sprzedaż alkoholu i papierosów, a handel lekami
odkrywamy
przy okazji. Michał Cessanis * * * Według
Ustawy
prawo farmaceutyczne za sprzedaż lekarstw „z ręki” grozi grzywna, kara
ograniczenia lub pozbawienia wolności do 2 lat. Zakazane
ogłoszenia Coraz
więcej
anonsów o sprzedaży leków pojawia się także w internetowych serwisach
ogłoszeń.
Najwięcej ofert pochodzi od mieszkańców Dolnego Śląska. Pod podanymi
numerami
telefonów komórkowych odzywają się osoby, dla których sprowadzenie z
Niemiec
dowolnej ilości lekarstw nie stanowi żadnego problemu. Rencistka
z
Gdańska w ogłoszeniu podaje swój domowy numer telefonu. Do sprzedania
oferuje
leki przeciwdepresyjne, stosowane w chorobach Parkinsona i przy
schizofrenii
warte kilkaset złotych. Mieszkaniec
Wielkopolski do sprzedaży wystawił nawet leki onkologiczne, których
absolutnie
nie wolno używać bez kontroli lekarskiej. |