Express Ilustrowany
Magazyn
1.10.2004

W Łodzi kwitnie czarny rynek leków

Tabletki z ryzykiem

Na łódzkich targowiskach bez najmniejszego problemu można kupić leki niewiadomego pochodzenia. Handlarze oferują nie tylko tabletki przeciwbólowe, ale też antybiotyki, a nawet preparaty psychotropowe i onkologiczne. Klientów nie brakuje, bo na czarnym rynku medykamenty sprzedaje się nawet o kilkadziesiąt złotych taniej niż w aptece.

Farmaceutka amatorka

Bałucki Rynek. Na co drugim stoisku można nabyć lekarstwa. Jeszcze kilka lat temu był to głównie biseptol przywożony przez Rosjan. Teraz nielegalny rynek farmaceutyczny opanowali Polacy. Pierwszy z brzegu handlarz kieruje w głąb targowiska. Każe szukać „żółtego płaszcza”. Jest. Kryje się pod nim starsza kobieta. Na turystycznym stoliku ma wyłożone leki - najwięcej silnych przeciwbólowych - m.in. ketonal i poltram.

- Dużo pan potrzebuje - pyta bez skrępowania i pokazuje na czarną reklamówkę. - Przeciwbólowych mogę mieć każdą ilość. Za opakowanie biorę dwa, trzy złote mniej niż w aptece.

- A one są z pewnego źródła?

- Jak się ma w rodzinie inwalidę wojennego, który dostaje darmowe leki, to wszystkie są pewne. Daty ważności są długie, więc na pewno tabletki nie zaszkodzą. Jak będzie głowa bolała, to trzeba brać dwa razy dziennie po dwie - doradza farmaceutka amatorka.

Na kolejnych dwóch straganach w opakowaniach po pastach do zębów leżą antybiotyki (m.in. duomox), a nawet środki psychotropowe (xanax, estazolam) oraz bardzo drogie preparaty używane przy chemioterapii, które oficjalnie kosztują nawet 400 złotych! Tutaj można je mieć za połowę tej ceny.

- Nie boi się pan trzymać ich na stole, przecież policja może zabrać towar - pytam młodego mężczyznę.

- Oni ścigają tylko za lewy alkohol i papierosy. Do nas nie podchodzą - opowiada sprzedawca. - Te leki do chemioterapii zostały po babci. Więc co mam z nimi zrobić?

Potencja z Górniaka

Górniak słynie z handlu viagrą i cialisem- lekami na potencję oraz preparatami na nadciśnienie i na serce. Są ukryte między stosami butów, puchowych kurtek...

- Hurtowo nie sprzedajemy, tylko pojedyncze opakowania, 50 złotych taniej niż w aptece - mówi Hirek (tak się przedstawia), kiedy pytam o sto opakowań viagry. - Za dużo jest chętnych, wszyscy muszą dostać. Skąd je mam? Powiedzmy, że wypadły z transportu.

- Przeciwbólowych nie potrzeba? Mam każdą ilość i w tabletkach i w ampułkach - zagaduje kolega Hirka ze stoiska obok. - A może jakiś nasercowy?

Na leki z niepewnego źródła decydują się łodzianie, którzy tak jak 52-letni Andrzej Kamiński, twierdzą, że dla nich najważniejsza jest niższa cena preparatów.

- Skoro mogę kupić tabletki o kilka złotych taniej niż w aptece i widzę, że na opakowaniu jest dobra data ważności, to z tego korzystam - mówi pan Andrzej.

Z receptą na stragan

Pacjenci przyznają się swoim lekarzom, że wypisane przez nich recepty „realizują” na straganie. Potwierdza to lekarka Krystyna Wiśniewska. Jest przerażona nieprzemyślanym działaniem chorych.

- Do takich zakupów pacjentów zmusza bieda. Ceny leków są wciąż bardzo wysokie. Ale te z rynku są bardzo niebezpieczne. Bez kontroli lekarza można je przedawkować i umrzeć. Staram się przepisywać pacjentom tańsze odpowiedniki leków i proszę ich by nie robili zakupów na targowisku. Ale wielu to nie przekonuje.

Papierowa kontrola

Nielegalny handel lekarstwami rozwija się, tymczasem nikt nie prowadzi statystyk tego zjawiska. Jeszcze gorzej wyglądają kontrole na targowiskach.

- Cały czas docierają do nas sygnały o nielegalnej sprzedaży leków na Bałuckim Rynki i na Górniaku. O wszystkim informujemy inspekcję farmaceutyczną. Kontrolowanie targowisk nie należy do nas - mówi Wojciech Giermaziak, prezes Okręgowej Izby Aptekarskiej w Łodzi. - Każdy źle zażywany lub przeterminowany lek staje się trucizną, dlatego powinien być przepisywany przez lekarza i sprzedawany przez farmaceutów. Przedawkowany może zabić.

- Prowadzimy tylko nadzór nad hurtowniami, aptekami, sklepami zielarskimi czy hipermarketami, gdzie są sprzedawane leki przeciwbólowe. Targowiskami się nie zajmujemy, bo nie jesteśmy do tego upoważnieni - odbija piłeczkę Romuald Boguszewski, wojewódzki inspektor nadzoru farmaceutycznego w Łodzi.

Także Wojewódzka Inspekcja Handlowa i sanepid nie sprawdzają rynków pod kątem nielegalnej sprzedaży farmaceutyków. Inspektorów interesuje jedyne to, w jakich warunkach sprzedawana jest żywność. Co na to łódzka policja?

- Według nas nielegalna sprzedaż leków nie jest powszechnym zjawiskiem i nie mogę obiecać, że się nim zajmiemy - nie owija w bawełnę Witold Kozicki z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Nie prowadzimy także statystyk takich zdarzeń. Kontrolujemy sprzedaż alkoholu i papierosów, a handel lekami odkrywamy przy okazji.

Michał Cessanis

* * *

Według Ustawy prawo farmaceutyczne za sprzedaż lekarstw „z ręki” grozi grzywna, kara ograniczenia lub pozbawienia wolności do 2 lat.

Zakazane ogłoszenia

Coraz więcej anonsów o sprzedaży leków pojawia się także w internetowych serwisach ogłoszeń. Najwięcej ofert pochodzi od mieszkańców Dolnego Śląska. Pod podanymi numerami telefonów komórkowych odzywają się osoby, dla których sprowadzenie z Niemiec dowolnej ilości lekarstw nie stanowi żadnego problemu.

Rencistka z Gdańska w ogłoszeniu podaje swój domowy numer telefonu. Do sprzedania oferuje leki przeciwdepresyjne, stosowane w chorobach Parkinsona i przy schizofrenii warte kilkaset złotych.

Mieszkaniec Wielkopolski do sprzedaży wystawił nawet leki onkologiczne, których absolutnie nie wolno używać bez kontroli lekarskiej.

POWRÓT