Express Ilustrowany
Magazyn
2.09.2005

Żywe prezenty i pluszaki dla dzieci

Ślub trochę inny

Pary stające na ślubnym kobiercu coraz częściej chcą, by ten wyjątkowy w ich życiu dzień był jedyny w swoim rodzaju. Do ślubu rzadziej wybierają się nowoczesnymi mercedesami. Gości wolą wprawić w zachwyt przedwojennymi maszynami lub kultowymi samochodami z czasów PRL. Zamiast kwiatów proszą o maskotki, nie są obsypywani na szczęście ryżem tylko otaczani wydmuchiwanymi przez gości weselnych bańkami mydlanymi. Sami projektują zaproszenia i układają miłosne wiersze. Goście weselni stają zaś na głowie, by wymyślić oryginalne ślubne podarki.

Agnieszka i Tomek z Łodzi oniemieli, gdy zobaczyli jeden ze swoich ślubnych prezentów. Przyjechał w poprawiny prosto na salę weselną.

- Wujek, który jest rolnikiem przywiózł nam owieczkę, barana i cztery świnki peruwiańskie - opowiada Agnieszka. - W pierwszej chwili pomyślałam, co my zrobimy z tymi zwierzętami? Przecież nie weźmiemy ich do mieszkania w bloku. Odjechały z powrotem do wujka, ale zaraz po weselu podjęliśmy decyzję o kupnie gospodarstwa pod Łodzią. I teraz zwierzęta są u nas. Jedna ze świnek właśnie wydała na świat potomstwo...

Katarzyna i Marcin Drożdżewicz z Andrespola na swoich ślubnych zaproszeniach poprosili gości, by zamiast kwiatów przynieśli pluszaki. Teraz mają w mieszkaniu kilkadziesiąt maskotek, które przekażą na oddział onkologii dziecięcej w szpitalu przy ul. Spornej w Łodzi.

- Skąd taki pomysł? Nasza koleżanka miała praktyki w tym szpitalu i kiedy opowiadała o przebywających tam dzieciach postanowiliśmy je w jakiś sposób obdarować - mówi Katarzyna Drożdżewicz. - Kwiaty usychają i nie są żadną pamiątką, a tak, coś po nas pozostanie.

Do domu dziecka dla małych dzieci przy ul. Drużynowej młode pary także przynoszą zabawki, ale nie tylko. Coraz częściej przywożą artykuły spożywcze, środki czystości, a nawet kremy, oliwki i pampersy dla maluchów.

- Bywa, że młodzi przyjeżdżają do nas prosto po ślubie, przekazują dary i dopiero jadą na wesele - mówi Ewelina Dziewińska z domu dziecka. - Wcześniej zawsze dzwonią i pytają czego nam potrzeba. Teraz przywożą artykuły szkolne. To bardzo cenna pomoc.

Milena i Bartosz z Pabianic zebranymi na ślubie pluszakami obdarowali dzieci z domu dziecka w Porszewicach.

- Przez kilka lat w tym domu prowadziłam drużynę harcerską - mówi pani Milena. - Pozostał sentyment. Ustaliliśmy z mężem, że nową drogę życia możemy rozpocząć od dobrego gestu.
Michał Cessanis

POWRÓT