
|
Żywe prezenty i
pluszaki dla dzieci Ślub
trochę inny Pary
stające na
ślubnym kobiercu coraz częściej chcą, by ten wyjątkowy w ich życiu
dzień był
jedyny w swoim rodzaju. Do ślubu rzadziej wybierają się nowoczesnymi
mercedesami. Gości wolą wprawić w zachwyt przedwojennymi maszynami lub
kultowymi samochodami z czasów PRL. Zamiast kwiatów proszą o maskotki,
nie są
obsypywani na szczęście ryżem tylko otaczani wydmuchiwanymi przez gości
weselnych bańkami mydlanymi. Sami projektują zaproszenia i układają
miłosne
wiersze. Goście weselni stają zaś na głowie, by wymyślić oryginalne
ślubne podarki. Agnieszka
i
Tomek z Łodzi oniemieli, gdy zobaczyli jeden ze swoich ślubnych
prezentów.
Przyjechał w poprawiny prosto na salę weselną. -
Wujek, który
jest rolnikiem przywiózł nam owieczkę, barana i cztery świnki
peruwiańskie -
opowiada Agnieszka. - W pierwszej chwili pomyślałam, co my zrobimy z
tymi
zwierzętami? Przecież nie weźmiemy ich do mieszkania w bloku. Odjechały
z
powrotem do wujka, ale zaraz po weselu podjęliśmy decyzję o kupnie
gospodarstwa
pod Łodzią. I teraz zwierzęta są u nas. Jedna ze świnek właśnie wydała
na świat
potomstwo... Katarzyna
i
Marcin Drożdżewicz z Andrespola na swoich ślubnych zaproszeniach
poprosili
gości, by zamiast kwiatów przynieśli pluszaki. Teraz mają w mieszkaniu
kilkadziesiąt maskotek, które przekażą na oddział onkologii dziecięcej
w
szpitalu przy ul. Spornej w Łodzi. -
Skąd taki
pomysł? Nasza koleżanka miała praktyki w tym szpitalu i kiedy
opowiadała o
przebywających tam dzieciach postanowiliśmy je w jakiś sposób obdarować
- mówi
Katarzyna Drożdżewicz. - Kwiaty usychają i nie są żadną pamiątką, a
tak, coś po
nas pozostanie. Do
domu dziecka
dla małych dzieci przy ul. Drużynowej młode pary także przynoszą
zabawki, ale
nie tylko. Coraz częściej przywożą artykuły spożywcze, środki
czystości, a
nawet kremy, oliwki i pampersy dla maluchów. -
Bywa, że
młodzi przyjeżdżają do nas prosto po ślubie, przekazują dary i dopiero
jadą na
wesele - mówi Ewelina Dziewińska z domu dziecka. - Wcześniej zawsze
dzwonią i
pytają czego nam potrzeba. Teraz przywożą artykuły szkolne. To bardzo
cenna
pomoc. Milena
i Bartosz
z Pabianic zebranymi na ślubie pluszakami obdarowali dzieci z domu
dziecka w
Porszewicach. Michał Cessanis
|