
|
Wybraliśmy
najprzystojniejszego łódzkiego fachowca Nasz hydraulik w
Paryżu Marek
Suliborski, 38-letni łodzianin, został Hydraulikiem Roku 2005 w
pierwszych takich
wyborach zorganizowanych przez „Express Ilustrowany”.
Fachowiec-zwycięzca
pokonał 33 konkurentów. Przybyli oni, by obalić mit, że tzw. facet od
rur to
pan z brzuszkiem w umorusanym kombinezonie, przeklinający pod nosem...
Pan
Marek najdobitniej udowodnił, że polski hydraulik może być tak
przystojnym i
pełnym uroku mężczyzną jak fachowiec z plakatu reklamowego, który
zawojował
Francję. W nagrodę nasz zwycięzca pojedzie wraz z osobą towarzyszącą na
romantyczną wycieczkę do Paryża. Hydraulik
Roku
2005 Marek Suliborski, ma 187 cm wzrostu, 110 cm obwodu w klatce
piersiowej –
tyle co Piotr Adamski, model ze słynnego plakatu – i... klasę. Żeńskie
jury
„Expressu Ilustrowanego” dokonało jednogłośnego wyboru oczarowane
aparycją,
sposobem bycia pana Marka oraz tym, że marzy on, by do Paryża zabrać
żonę. To
będzie prezent z okazji 10. rocznicy ślubu. Jury spodobał się też
refleks pana
Marka. Na podchwytliwe pytanie, czy każdą rurę potrafi zapchać, pan
Marek
odpowiedział: – Przepchnąć raczej, przepchnąć... Wygrałem dzięki
żonie „Wygraliśmy,
wygraliśmy!” – wołał uszczęśliwiony 8-letni syn pana Marka, Michał, gdy
zadzwoniliśmy do zwycięzcy z wiadomością o werdykcie jury. Na udział w
konkursie namówiła naszego przystojnego hydraulika żona Agata. Nasz
fachowiec
idealny, Marek Suliborski, hydrauliką zajmuje się od 8 lat. Ukończył
technikum
mechaniczne, a już po trzydziestce został studentem. W październiku
rozpocznie
V rok budownictwa na Politechnice Łódzkiej. –
Muszę godzić
pracę z nauką i mam tak mało czasu dla żony i syna! – mówi pan Marek. –
Bardzo
się cieszę, że choć trochę będę mógł to wynagrodzić żonie dzięki tej
wycieczce
do Paryża. To przecież ona o mnie dba, także o mój wygląd. Dzięki niej
mam
zawsze wyprasowane ubranie, potrzebne kosmetyki i dzięki niej wygrałem. Pani
Agata
pracuje jako główna księgowa. Państwo Suliborscy poznali się 13 lat
temu, kiedy
żona najprzystojniejszego łódzkiego hydraulika śpiewała w chórze, w
zgierskiej
„Lutni”. –
Nie miała
partnera na organizowaną przez chór imprezę i nasza wspólna koleżanka
pomyślała, że ja byłbym odpowiedni – wspomina pan Marek. Dziś
państwo
Suliborscy mają 8-letniego synka, wpatrzonego w tatę z uwielbieniem, bo
tata
wszystko umie. I wykańczają wreszcie własny dom. Pan Marek nie tylko
sam
zbudował w nim instalację wodno-kanalizacyjną, ale jako złota rączka w
szerokim
zakresie – robi właściwie wszystko, właśnie układa chodnik w ogrodzie.
Nie ma
się co dziwić, że pracowity i wyważony (jak na zodiakalną wagę
przystało) pan
Marek jest na piedestale nie tylko u synka, ale i... teściowej. Przystojny
hydraulik na wzniesieniach Gdy
w nawale
pracy zawodowej, nauki i pracy związanej z nowym domem pan Marek
znajdzie wolną
chwilę, razem z żoną i synem realizuje swoją pasję – wycieczki
rowerowe. Można
go spotkać na rowerze można spotkać w Łagiewnikach i Parku
Krajobrazowym
Wzniesień Łódzkich. –
Gdybym miał
więcej czasu, częściej bym też pływał, niestety na basen udaje mi się
wybrać
raz na kilka tygodni – mówi Marek Suliborski. – A tu jeszcze po
wakacjach
trzeba się zabierać za pracę dyplomową, to będzie projekt konstrukcji
stalowej. Rodzinnego
życia
laureata naszego konkursu dopełnia 4-letni sznaucer miniaturka, Brusek. –
Na wybory
Hydraulika Roku 2005 przyjechaliśmy tuż po wizycie u psiego fryzjera –
wspomina
pan Marek. – Żona, syn i Brusek czekali zniecierpliwieni w aucie pod
redakcją,
a ja przeżywałem katusze czekając, aż stanę przed jury. Nie wiedziałem
co mnie
może spotkać! Nigdy wcześniej nie brałem udziału w żadnym konkursie, a
tu taka
niespodzianka. Naprawdę, strasznie się cieszę! Rury na jawie i
we śnie Żadnemu
z
kandydatów na Hydraulika Roku 2005 nie brakowało uroku osobistego,
poczucia
humoru i – wiedzy fachowej. Każdy wiedział, w którą stronę nakręca się
pakuły
na gwint, i czym nypel różni się od mufki. Fachowiec Stefan Bzdyra
wyznał
nawet, że rozwiązania hydraulicznych problemów pojawiają się w jego
snach.
Hydraulicy opowiadali anegdoty o swej pracy. Specowi od rur zdarza się
zarówno
nieoczekiwany prysznic pod naprawianą właśnie baterią, jak i naprawa
baterii u
klientki takiej, że aż... Jury usłyszało nawet pełną grozy historię
hydraulika,
który na kilka minut stracił przytomność, bo – uderzył głową w
zlewozmywak. A
to dlatego, że właścicielka cieknącej instalacji chciała sprawdzić
twardość
mięśni fachowca, gdy ten dłubał przy rurach z głową w kuchennej szafce. Hydraulicy
barwnie opowiadali także o swym życiu pozazawodowym. O tytuł Hydraulika
Roku
2005 ubiegał się m.in. hydraulik tancerz: Jerzy Grzymski, który
zatańczył tango
z jedną z jurorek. Na konkurs stawił się też hydraulik, z zamiłowania
radiesteta: Marian Gaca. Zapewniał zaintrygowane jury, że
rozmieszczenie rur
kanalizacyjnych nie ma takiego wpływu na nasze samopoczucie jak
istnienie
naturalnych cieków wodnych. Wśród
wspaniałych łódzkich hydraulików było wielu zapalonych działkowiczów,
pływaków,
a także fachowiec Tomasz Opaliński opowiadający z pasją o swoim
kundelku
albinosie z czerwonymi oczami. Michał
Cessanis
Małgorzata Trzuskowska |