Express Ilustrowany
Magazyn
2.09.2005

Wybraliśmy najprzystojniejszego łódzkiego fachowca

Nasz hydraulik w Paryżu

Marek Suliborski, 38-letni łodzianin, został Hydraulikiem Roku 2005 w pierwszych takich wyborach zorganizowanych przez „Express Ilustrowany”. Fachowiec-zwycięzca pokonał 33 konkurentów. Przybyli oni, by obalić mit, że tzw. facet od rur to pan z brzuszkiem w umorusanym kombinezonie, przeklinający pod nosem... Pan Marek najdobitniej udowodnił, że polski hydraulik może być tak przystojnym i pełnym uroku mężczyzną jak fachowiec z plakatu reklamowego, który zawojował Francję. W nagrodę nasz zwycięzca pojedzie wraz z osobą towarzyszącą na romantyczną wycieczkę do Paryża.

Hydraulik Roku 2005 Marek Suliborski, ma 187 cm wzrostu, 110 cm obwodu w klatce piersiowej – tyle co Piotr Adamski, model ze słynnego plakatu – i... klasę. Żeńskie jury „Expressu Ilustrowanego” dokonało jednogłośnego wyboru oczarowane aparycją, sposobem bycia pana Marka oraz tym, że marzy on, by do Paryża zabrać żonę. To będzie prezent z okazji 10. rocznicy ślubu. Jury spodobał się też refleks pana Marka. Na podchwytliwe pytanie, czy każdą rurę potrafi zapchać, pan Marek odpowiedział: – Przepchnąć raczej, przepchnąć...

Wygrałem dzięki żonie

„Wygraliśmy, wygraliśmy!” – wołał uszczęśliwiony 8-letni syn pana Marka, Michał, gdy zadzwoniliśmy do zwycięzcy z wiadomością o werdykcie jury. Na udział w konkursie namówiła naszego przystojnego hydraulika żona Agata.

Nasz fachowiec idealny, Marek Suliborski, hydrauliką zajmuje się od 8 lat. Ukończył technikum mechaniczne, a już po trzydziestce został studentem. W październiku rozpocznie V rok budownictwa na Politechnice Łódzkiej.

– Muszę godzić pracę z nauką i mam tak mało czasu dla żony i syna! – mówi pan Marek. – Bardzo się cieszę, że choć trochę będę mógł to wynagrodzić żonie dzięki tej wycieczce do Paryża. To przecież ona o mnie dba, także o mój wygląd. Dzięki niej mam zawsze wyprasowane ubranie, potrzebne kosmetyki i dzięki niej wygrałem.

Pani Agata pracuje jako główna księgowa. Państwo Suliborscy poznali się 13 lat temu, kiedy żona najprzystojniejszego łódzkiego hydraulika śpiewała w chórze, w zgierskiej „Lutni”.

– Nie miała partnera na organizowaną przez chór imprezę i nasza wspólna koleżanka pomyślała, że ja byłbym odpowiedni – wspomina pan Marek.

Dziś państwo Suliborscy mają 8-letniego synka, wpatrzonego w tatę z uwielbieniem, bo tata wszystko umie. I wykańczają wreszcie własny dom. Pan Marek nie tylko sam zbudował w nim instalację wodno-kanalizacyjną, ale jako złota rączka w szerokim zakresie – robi właściwie wszystko, właśnie układa chodnik w ogrodzie. Nie ma się co dziwić, że pracowity i wyważony (jak na zodiakalną wagę przystało) pan Marek jest na piedestale nie tylko u synka, ale i... teściowej.

Przystojny hydraulik na wzniesieniach

Gdy w nawale pracy zawodowej, nauki i pracy związanej z nowym domem pan Marek znajdzie wolną chwilę, razem z żoną i synem realizuje swoją pasję – wycieczki rowerowe. Można go spotkać na rowerze można spotkać w Łagiewnikach i Parku Krajobrazowym Wzniesień Łódzkich.

– Gdybym miał więcej czasu, częściej bym też pływał, niestety na basen udaje mi się wybrać raz na kilka tygodni – mówi Marek Suliborski. – A tu jeszcze po wakacjach trzeba się zabierać za pracę dyplomową, to będzie projekt konstrukcji stalowej.

Rodzinnego życia laureata naszego konkursu dopełnia 4-letni sznaucer miniaturka, Brusek.

– Na wybory Hydraulika Roku 2005 przyjechaliśmy tuż po wizycie u psiego fryzjera – wspomina pan Marek. – Żona, syn i Brusek czekali zniecierpliwieni w aucie pod redakcją, a ja przeżywałem katusze czekając, aż stanę przed jury. Nie wiedziałem co mnie może spotkać! Nigdy wcześniej nie brałem udziału w żadnym konkursie, a tu taka niespodzianka. Naprawdę, strasznie się cieszę!

Rury na jawie i we śnie

Żadnemu z kandydatów na Hydraulika Roku 2005 nie brakowało uroku osobistego, poczucia humoru i – wiedzy fachowej. Każdy wiedział, w którą stronę nakręca się pakuły na gwint, i czym nypel różni się od mufki. Fachowiec Stefan Bzdyra wyznał nawet, że rozwiązania hydraulicznych problemów pojawiają się w jego snach. Hydraulicy opowiadali anegdoty o swej pracy. Specowi od rur zdarza się zarówno nieoczekiwany prysznic pod naprawianą właśnie baterią, jak i naprawa baterii u klientki takiej, że aż... Jury usłyszało nawet pełną grozy historię hydraulika, który na kilka minut stracił przytomność, bo – uderzył głową w zlewozmywak. A to dlatego, że właścicielka cieknącej instalacji chciała sprawdzić twardość mięśni fachowca, gdy ten dłubał przy rurach z głową w kuchennej szafce.

Hydraulicy barwnie opowiadali także o swym życiu pozazawodowym. O tytuł Hydraulika Roku 2005 ubiegał się m.in. hydraulik tancerz: Jerzy Grzymski, który zatańczył tango z jedną z jurorek. Na konkurs stawił się też hydraulik, z zamiłowania radiesteta: Marian Gaca. Zapewniał zaintrygowane jury, że rozmieszczenie rur kanalizacyjnych nie ma takiego wpływu na nasze samopoczucie jak istnienie naturalnych cieków wodnych.

Wśród wspaniałych łódzkich hydraulików było wielu zapalonych działkowiczów, pływaków, a także fachowiec Tomasz Opaliński opowiadający z pasją o swoim kundelku albinosie z czerwonymi oczami.

Michał Cessanis
Małgorzata Trzuskowska

POWRÓT