Express Ilustrowany
Magazyn
9.04.2004

Posłanka Błochowiak nie lubi sprzeciwu

Klnie i stawia piwo znajomym

Anita Błochowiak, posłanka SLD z Pabianic zasiadająca w komisji śledczej badającej aferę Rywina postawiła na swoim. Jej raport, w którym stwierdza, że Rywin to oszust, za którym nie stała żadna powiązana z SLD grupa trzymająca władzę nieoczekiwanie został poparty przez czterech posłów i stał się oficjalnym raportem komisji śledczej. Błochowiak, nazywana Żyletą i WC Kaczką znów jest na ustach całej Polski.

Spacer i zakupy

Po poniedziałkowym posiedzeniu komisji śledczej Anita Błochowiak wróciła wieczorem do rodzinnych Pabianic. Kiedy swoim granatowym peugeotem zajechała przed blok, osaczyli ją fotoreporterzy. Szybkim krokiem weszła do klatki schodowej i zniknęła za drzwiami mieszkania. W Pabianicach była do wtorkowego popołudnia. W tym czasie wyszła na spacer, zrobiła przedświąteczne zakupy i odwiedziła biuro poselskie.

Kiedy przechadzała się po głównej ulicy miasta - Zamkowej, inni piesi bacznie ją obserwowali, niektórzy coś szeptali, wytykali palcami.

- Nie spotykam się ze złośliwymi uwagami, wręcz przeciwnie, od wielu przechodniów słyszę słowa poparcia - twierdzi Błochowiak. I dodaje: - Z Warszawy nie uciekłam, tylko przyjechałam do Pabianic pozałatwiać przed świętami różne zaległe sprawy i zmienić garderobę.

Sławna sąsiadka

Anita Błochowiak mieszka w bloku przy ul. Łaskiej w Pabianicach. Ostatnio przeprowadziła generalny remont dwupokojowego mieszkania.

Mieszkańcy osiedla lubią o niej plotkować. Zwłaszcza w osiedlowym sklepie spożywczym. Kiedy pytam ich o posłankę, natychmiast padają hasła: „pionowe korytarze”, „pedały w skarpetkach”. Pada też epitet „słodka idiotka”.

- Pabianicom zrobiła taką reklamę, jak nikt! - stwierdza Andrzej Wroński, który mieszka w bloku obok posłanki. - Wszyscy się z niej śmieją. Co za wstyd. Ale muszę powiedzieć, że takich głupich stwierdzeń i zachowań po niej się nie spodziewałem. Kiedy nie była posłanką, starszym sąsiadom zawsze się kłaniała i chwilę porozmawiała. Teraz rzadko ją widać.

- Postawiła na swoim i wszystkich posłów wyrolowała. Przecież jej raport przeszedł i znowu jest górą - dodaje Hanna Piasecka. - Karierę zrobiła, zmieniła ostatnio kolor włosów. W swoim zachowaniu pobiła nawet posłankę Beger.

Nie lubi sprzeciwu

 Kariera 31-letniej posłanki z Pabianic jest bardzo błyskotliwa. Zanim zasiadła w ławie sejmowej, a później w komisji śledczej badającej aferę Rywina, miała wiele do powiedzenia w swoim mieście, gdzie była wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej.

- Apodyktyczna, nieznosząca sprzeciwu i nieuznająca dyskusji - tak współpracę z Błochowiak wspomina radny prawicowy Jarosław Cichosz. - W niekulturalny sposób zwracała się do opozycji, a o księżach mówiła „pan ksiądz”. Jej działań w komisji śledczej nie trzeba komentować. Ludzie widzieli, co ona w niej wyprawiała.

- Nie mam jej niczego do zarzucenia. Uważam, że w żaden sposób się nie zbłaźniła. Może tylko zaszkodziła jej ta wypowiedź o czerwonych skarpetkach, które noszą pedały - stwierdza Karol Suchocki, radny miejski z klubu SLD.

Kiedy Anita Błochowiak była wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej, jej siostra została dyrektorką miejskiego przedszkola. Opozycja zarzuciła wówczas Błochowiak, że załatwiła siostrze posadę. Obie panie do dziś temu zaprzeczają.

Pabianicki smrodek

Pod koniec ubiegłego roku na światło dzienne wyszła inna afera, w kontekście której znów pojawiło się nazwisko Błochowiak. Chodzi o przetarg na remont pabianickich ulic, który w 2001 roku miała wygrać firma sponsorująca kampanię wyborczą SLD do Rady Miejskiej. Doniesienie do prokuratury złożył w tej sprawie były przewodniczący RM, były szef SLD w Pabianicach i już były członek tej partii Leszek Maliński.

- Pani Błochowiak wiedziała, że przetarg był ustawiony. Domagałem się usunięcia z partii pani poseł, ale tak się nie stało - twierdzi Leszek Maliński.

Posłanka Błochowiak powtarza, że ze sprawą przetargu nie ma nic wspólnego, a Maliński się na niej mści.

- Na obecnym etapie mogę jedynie powiedzieć, że pani Błochowiak była już przesłuchiwana, ale jako świadek. Nie postawiono nikomu żadnych zarzutów - mówi Krzysztof Ankudowicz, szef Prokuratury Rejonowej w Pabianicach.

Tatuś bankowiec i SLD

Rodzina Anity Błochowiak jest dobrze znana w Pabianicach. Mama Czesława jest emerytowaną nauczycielką. Przez wiele lat była pielęgniarką na koloniach zuchowych. Tata Jerzy to prezes banku spółdzielczego Pa-Co-Bank, w którym pabianicki ratusz ma swoje konto. O tej sprawie także głośno było w ubiegłym roku, kiedy pojawiły się informacje o tym, że wybór Pa-Co-Banku forsowali radni SLD. Teraz prezes Błochowiak złożył w Urzędzie Miejskim wypowiedzenie obsługi konta.

- Jednym z powodów jest cały ten szum medialny, który szkodzi wizerunkowi banku. Anita nie miała żadnego udziału przy wyborze mojego banku - nie ukrywa zdenerwowania Jerzy Błochowiak.

- Umowa zostanie rozwiązana, ponieważ oferta tego banku w ogóle nie powinna była być brana pod uwagę. Nie spełniała różnych wymogów, co potwierdziła Regionalna Izba Obrachunkowa i NIK - stwierdza Wojciech Janczyk, rzecznik obecnego prawicowego prezydenta Pabianic.

Anita ma gest

Rodzina nie lubi rozmawiać z dziennikarzami o Anicie. Rodzice z córką najczęściej kontaktują się telefonicznie i teraz już rzadziej spotykają się przy rodzinnych niedzielnych obiadach. Dla najbliższych posłanka nie ma dużo czasu. Z siostrą widziała się 3 tygodnie temu.

- Nie chcę rozmawiać o Anicie - mówi Monika Józefiak, siostra posłanki. - Powiem tylko, że to bardzo odporna kobieta.

- Jak zareagowałem na finał komisji śledczej? Pogratulowałem córce tego, że Nałęcz i Rokita nie przewidzieli takiego finału komisji - dodaje Jerzy Błochowiak.

O wiele chętniej o Anicie Błochowiak wypowiadają się najbliżsi znajomi, którzy kiedy posłanka pierwszy raz jechała do Sejmu, czule ją żegnali i życzyli sukcesów. Dali jej nawet swoje zdjęcia oprawione w ramkę. Nadal ją wspierają i pocieszają.

Z paczką przyjaciół posłanka najczęściej spotyka się w znanej pabianickiej pizzerii. Jej goście mogą wtedy liczyć na specjalne przywileje. Na przykład na popielniczki w sali dla niepalących.

- To świetna koleżanka, lubi się bawić - mówi jedna z bliskich koleżanek. - Napije się piwa, a kiedy coś ją wkurzy to zaklnie jak każdy zwykły człowiek. Jest inna niż w telewizji. Na co dzień nie jest tak wyfryzowana, chodzi w dżinsach.

- Ma gest. Kilka razy płaciła za nas rachunki w restauracji. Nie były wysokie, w granicach 50 złotych - wspomina inny znajomy. - Anita jest w porządku. Wiem, że wielu ludziom pomogła bezinteresownie. A w Warszawie musi być pyskata, bo inaczej w polityce by sobie nie poradziła.

Michał Cessanis

* * *

Sejmowa komisja śledcza badająca tak zwaną aferę Rywina obradowała przez 15 miesięcy. Anita Błochowiak po pierwszych posiedzeniach zastąpiła w niej Ryszarda Kalisza. Według niej:

- Premier Leszek Miller jest czysty

- Lew Rywin jest oszustem i szaleńcem, który chciał wyłudzić pieniądze tylko dla siebie

- Nie było grupy trzymającej władzę

- Nieprawdą jest, że lewica próbowała wpływać na media

POWRÓT