
|
Zwierzenia Jeana
Michela Jarre‘a Występ w Polsce
to przygoda Światowej
sławy
francuski muzyk Jean Michel Jarre, który 26 sierpnia wystąpi w Stoczni
Gdańskiej, nie obawia się swoich fanów i w hotelach zawsze melduje się
pod
swoim nazwiskiem. W życiu prywatnym nie używa komputerów, za to seks i
czekolada to jego nałogi. Nam opowiada o spotkaniu z Janem Pawłem II, o
trzech
osobach Lecha Wałęsy i kibicowaniu drużynie Olimpique Lyon. - Twój występ ma
uświetnić 25 rocznicę powstania Solidarności. Wiesz, co to za
organizacja? -
Oczywiście, że
tak. „Solidarność” doprowadziła do upadku systemu komunistycznego i do
wyzwolenia połowy Europy. Nawet jeśli Lech Wałęsa mówi, że 30 procent
sukcesu
to była „Solidarność”, 50 - Jan Paweł II, a reszta to wyczerpanie się
komunizmu, to i tak było to wielkim osiągnięciem. Samo słowo jest
bliskie
braterstwu, więc jako Francuz i Europejczyk czuję się waszym bratem.
„Solidarność” dała światu iskrę, od której wszystko się zaczęło i to
zdarzyło
się właśnie w Gdańsku. - Kim jest dla
ciebie Lech Wałęsa? -
Widzę w nim co
najmniej trzy osoby: w jednym ciele żyje elektryk, laureat nagrody
Nobla i mąż
stanu. Dzisiaj też to wszystko się w nim łączy w proporcji na trzy.
Podzielam
jego wyobraźnię, pragmatyzm i idealizm. - Jak
podchodzisz do swojego występu w Polsce, za który nie chciałeś
honorarium? -
Potraktowałem
to jako wielkie wydarzenie w moim życiu i przygodę. Nie traktuję tego w
kategoriach showbiznesu. Powód jest głębszy. Kocham Polskę i do końca
życia
będę pamiętał, że wasz kraj był pierwszym po Francji, w którym zdobyłem
popularność. - Powtarzasz, że
kochasz Polskę, ale umiesz to powiedzieć po polsku? -
Jeszcze nie.
Na razie mogę powiedzieć tylko dzień dobry, ale obiecuję, że na
koncercie
powiem więcej. - Twoje
spotkanie z Janem Pawłem II. -
Było to
najbardziej wyjątkowe spotkanie w całym moim życiu. Stało się to w moim
rodzinnym Lyonie w dwa czy trzy lata po zamachu na papieża. Brałem
udział w
audiencji. Spędziłem w jego obecności prawie godzinę. Byłem pod
wrażeniem jego
charyzmy i klasy intelektualnej. Papież świetnie mówił po francusku,
angielsku
i niemiecku. Byłem pod wrażeniem jego dłuższej wypowiedzi w moim
rodzimym
języku. Po nim przemówił Jacques Chirac, który był wtedy premierem
Francji.
Przemówienie czytał z kartki. Jan Paweł II mówił z głowy. - Skąd pomysł
zagrania koncertów na afrykańskich pustyniach? -
Jest to
związane z moją rolą ambasadora UNESCO. Jestem zaangażowany w program
dostarczania słodkiej wody do pustynnych regionów. Chcę zwrócić uwagę
Świata na
to, iż w Afryce wody w ogóle brakuje. - Pochodzisz z
Lyonu. Jesteś kibicem Olimpique Lyon? -
Lubię piłkę
nożną, ale kibicem Olimpique bywam. Akurat teraz jestem. Zależy od tego
jak im
się wiedzie i jaki mają skład. Oczywiście też kibicuję drużynie
narodowej -
dałem koncert po zdobyciu przez Francję mistrzostwa świata w 1998r. - Jesteś znany
nie tylko jako prekursor muzyki elektronicznej, ale też kolekcjoner
zegarków,
butów, starych szaf grających. Nadal bawisz się w zbieractwo? -
To już
przeszłość. Zmieniłem swój sposób myślenia i postanowiłem nie gromadzić
przedmiotów. W kolekcjonerstwie jest ciemna strona - możesz wpaść w
pułapkę
nostalgii. Nostalgia nie pasuje do mojego temperamentu. - Masz swój
ulubiony koncert, o którym możesz powiedzieć, iż był najlepszy? -
Powtarzam, że
najlepszy będzie następny. Z każdym koncertem łączy się mnóstwo
komplikacji,
mnóstwo techniki, każdy jest osobnym świętem. W przypadku gdańskiego
koncertu
mogę powiedzieć, że przekroczę wszelkie ograniczenia i ten wieczór
będzie
jeszcze lepszy, niż oczekujecie. Będziecie wszyscy zresztą aktorami
mojego
spektaklu. Muszę to zrobić i powiedzieć ludziom: nie jedźcie na
wakacje,
zostańcie w Gdańsku, bo warto. - Co sądzisz o
dzisiejszej muzyce elektronicznej? -
Lubię kilku
wykonawców. Zresztą nowoczesność w muzyce dla mnie nie istnieje.
Zmieniają się
tylko narzędzia. Emocje są wciąż takie same. - W publikacjach
na twój temat czytałem, że najbardziej służą ci seks i czekolada i temu
właśnie
zawdzięczasz swój młody wygląd. Dwa dni przed koncertem w Gdańsku
skończysz 57
lat. -
Zalecam
uprawianie seksu z głową opuszczoną w dół, wtedy rośnie ciśnienie,
skóra jest lepiej
ukrwiona i nie ma mowy o zmarszczkach. Ale tak na poważnie, pomaga mi w
tym
słuchanie muzyki Chopina, a od czasu do czasu picie Chopina. rozmawiał
Michał Cessanis
|