Express Ilustrowany
Magazyn
12.08.2005

Zwierzenia Jeana Michela Jarre‘a

Występ w Polsce to przygoda

Światowej sławy francuski muzyk Jean Michel Jarre, który 26 sierpnia wystąpi w Stoczni Gdańskiej, nie obawia się swoich fanów i w hotelach zawsze melduje się pod swoim nazwiskiem. W życiu prywatnym nie używa komputerów, za to seks i czekolada to jego nałogi. Nam opowiada o spotkaniu z Janem Pawłem II, o trzech osobach Lecha Wałęsy i kibicowaniu drużynie Olimpique Lyon.

- Twój występ ma uświetnić 25 rocznicę powstania Solidarności. Wiesz, co to za organizacja?

- Oczywiście, że tak. „Solidarność” doprowadziła do upadku systemu komunistycznego i do wyzwolenia połowy Europy. Nawet jeśli Lech Wałęsa mówi, że 30 procent sukcesu to była „Solidarność”, 50 - Jan Paweł II, a reszta to wyczerpanie się komunizmu, to i tak było to wielkim osiągnięciem. Samo słowo jest bliskie braterstwu, więc jako Francuz i Europejczyk czuję się waszym bratem. „Solidarność” dała światu iskrę, od której wszystko się zaczęło i to zdarzyło się właśnie w Gdańsku.

- Kim jest dla ciebie Lech Wałęsa?

- Widzę w nim co najmniej trzy osoby: w jednym ciele żyje elektryk, laureat nagrody Nobla i mąż stanu. Dzisiaj też to wszystko się w nim łączy w proporcji na trzy. Podzielam jego wyobraźnię, pragmatyzm i idealizm.

- Jak podchodzisz do swojego występu w Polsce, za który nie chciałeś honorarium?

- Potraktowałem to jako wielkie wydarzenie w moim życiu i przygodę. Nie traktuję tego w kategoriach showbiznesu. Powód jest głębszy. Kocham Polskę i do końca życia będę pamiętał, że wasz kraj był pierwszym po Francji, w którym zdobyłem popularność.

- Powtarzasz, że kochasz Polskę, ale umiesz to powiedzieć po polsku?

- Jeszcze nie. Na razie mogę powiedzieć tylko dzień dobry, ale obiecuję, że na koncercie powiem więcej.

- Twoje spotkanie z Janem Pawłem II.

- Było to najbardziej wyjątkowe spotkanie w całym moim życiu. Stało się to w moim rodzinnym Lyonie w dwa czy trzy lata po zamachu na papieża. Brałem udział w audiencji. Spędziłem w jego obecności prawie godzinę. Byłem pod wrażeniem jego charyzmy i klasy intelektualnej. Papież świetnie mówił po francusku, angielsku i niemiecku. Byłem pod wrażeniem jego dłuższej wypowiedzi w moim rodzimym języku. Po nim przemówił Jacques Chirac, który był wtedy premierem Francji. Przemówienie czytał z kartki. Jan Paweł II mówił z głowy.

- Skąd pomysł zagrania koncertów na afrykańskich pustyniach?

- Jest to związane z moją rolą ambasadora UNESCO. Jestem zaangażowany w program dostarczania słodkiej wody do pustynnych regionów. Chcę zwrócić uwagę Świata na to, iż w Afryce wody w ogóle brakuje.

- Pochodzisz z Lyonu. Jesteś kibicem Olimpique Lyon?

- Lubię piłkę nożną, ale kibicem Olimpique bywam. Akurat teraz jestem. Zależy od tego jak im się wiedzie i jaki mają skład. Oczywiście też kibicuję drużynie narodowej - dałem koncert po zdobyciu przez Francję mistrzostwa świata w 1998r.

- Jesteś znany nie tylko jako prekursor muzyki elektronicznej, ale też kolekcjoner zegarków, butów, starych szaf grających. Nadal bawisz się w zbieractwo?

- To już przeszłość. Zmieniłem swój sposób myślenia i postanowiłem nie gromadzić przedmiotów. W kolekcjonerstwie jest ciemna strona - możesz wpaść w pułapkę nostalgii. Nostalgia nie pasuje do mojego temperamentu.

- Masz swój ulubiony koncert, o którym możesz powiedzieć, iż był najlepszy?

- Powtarzam, że najlepszy będzie następny. Z każdym koncertem łączy się mnóstwo komplikacji, mnóstwo techniki, każdy jest osobnym świętem. W przypadku gdańskiego koncertu mogę powiedzieć, że przekroczę wszelkie ograniczenia i ten wieczór będzie jeszcze lepszy, niż oczekujecie. Będziecie wszyscy zresztą aktorami mojego spektaklu. Muszę to zrobić i powiedzieć ludziom: nie jedźcie na wakacje, zostańcie w Gdańsku, bo warto.

- Co sądzisz o dzisiejszej muzyce elektronicznej?

- Lubię kilku wykonawców. Zresztą nowoczesność w muzyce dla mnie nie istnieje. Zmieniają się tylko narzędzia. Emocje są wciąż takie same.

- W publikacjach na twój temat czytałem, że najbardziej służą ci seks i czekolada i temu właśnie zawdzięczasz swój młody wygląd. Dwa dni przed koncertem w Gdańsku skończysz 57 lat.

- Zalecam uprawianie seksu z głową opuszczoną w dół, wtedy rośnie ciśnienie, skóra jest lepiej ukrwiona i nie ma mowy o zmarszczkach. Ale tak na poważnie, pomaga mi w tym słuchanie muzyki Chopina, a od czasu do czasu picie Chopina.

rozmawiał Michał Cessanis

POWRÓT