Express Ilustrowany
Magazyn
10.06.2005

Miłośnicy caravaningu rozpoczęli sezon

Urlop w przyczepie

Ponad pół tysiąca osób zjechało w miniony weekend do Borek nad Zalewem Sulejowskim na XIX Międzynarodowy Zlot Campingu i Caravaningu, gdzie na łonie natury oficjalnie rozpoczęli sezon wiosenno-letnich wojaży. Oprócz Polaków, z przyczepami campingowymi przyjechali Czesi, Niemcy, Słowacy, a nawet Amerykanie.

Łodzianie grillują najlepiej

- Do Warszawy dotarli samolotem z Chicago, a potem pożyczyli przyczepę od swojej polskiej rodziny i przyjechali do Borek - opowiada o znajomych z Ameryki Zbigniew Gawroński, komandor zlotu organizowanego przez Łódzki Klub Campingu i Caravaningu.

Miłośnicy wypoczynku „na kółkach” nie tylko odpoczywali, ale też musieli popisać się swoimi kulinarnymi umiejętnościami na trzecim już festiwalu kuchni campingowej. W przyrządzaniu kiełbas i steków z rusztu najlepsi byli łodzianie. Rodziny Majki i Zbigniewa Sobczaków oraz Elżbiety i Czesława Ścigalskich nie miały sobie równych.

Nie zabrakło także zawodów sportowych - jazdy sprawnościowej samochodem, turnieju tenisa stołowego oraz rodzinnych spacerów.

Na zlocie można było obejrzeć najnowsze modele przyczep. Jedna z rodzin zaprezentowała w tym roku dom na kółkach zawrotnej wartości 100 tysięcy złotych! To przyczepa z najwyższej półki, wyposażona dokładnie jak mieszkanie.

Tanie wczasy

Caravaning to nic innego jak uprawianie turystyki przy pomocy pojazdów campingowych. Do Łódzkiego Klubu Campingu i Caravaningu należy blisko sto rodzin. Jak mówią, takiej formy wypoczynku nie zastąpi pobyt nawet w najbardziej luksusowym hotelu. Dlaczego?

- Pobyt na campingach jest tani, dużo czasu spędza się na świeżym powietrzu i zawsze można poznać wielu sympatycznych ludzi - uważa Zbigniew Gawroński. - Polacy przodują w Europie w tej formie wypoczynku.

Agnieszka i Konrad Piaseccy z Pabianic z przyczepą campingową przejechali całą Europę.

- Zagraniczne campingi są bardzo nowoczesne, na ich terenie są place zabaw dla dzieci, baseny, pełen węzeł sanitarny i są położone blisko morza - mówi pani Agnieszka. - W Polsce bywa z tym różnie. Ale jeśli jakieś miejsce nam się nie podoba to w każdej chwili możemy spakować manatki i z całym dobytkiem ruszyć w kolejną podróż. I to jest piękne.

Polski caravaning narodził się prawie 50 lat temu, kiedy w fabryce samochodów ciężarowych w Lublinie wyprodukowano ze sklejki pierwsze 30 przyczep „Tramp”, które furorę zrobiły także za granicą.

Przez lata przyczepy były unowocześniane, każda musiała mieć obowiązkowe wyposażenie - miejsca do spania, szafę, kuchenkę gazową i zlewozmywak. Dzisiejsze przyczepy składają się jak domki z kart i podczas podróży wyglądem przypominają przyczepy towarowe.

Michał Cessanis

POWRÓT