
|
Miłośnicy
caravaningu rozpoczęli sezon Urlop w
przyczepie Ponad
pół
tysiąca osób zjechało w miniony weekend do Borek nad Zalewem
Sulejowskim na XIX
Międzynarodowy Zlot Campingu i Caravaningu, gdzie na łonie natury
oficjalnie
rozpoczęli sezon wiosenno-letnich wojaży. Oprócz Polaków, z przyczepami
campingowymi przyjechali Czesi, Niemcy, Słowacy, a nawet Amerykanie. Łodzianie
grillują najlepiej -
Do Warszawy
dotarli samolotem z Chicago, a potem pożyczyli przyczepę od swojej
polskiej
rodziny i przyjechali do Borek - opowiada o znajomych z Ameryki
Zbigniew
Gawroński, komandor zlotu organizowanego przez Łódzki Klub Campingu i
Caravaningu. Miłośnicy
wypoczynku „na kółkach” nie tylko odpoczywali, ale też musieli popisać
się
swoimi kulinarnymi umiejętnościami na trzecim już festiwalu kuchni
campingowej.
W przyrządzaniu kiełbas i steków z rusztu najlepsi byli łodzianie.
Rodziny
Majki i Zbigniewa Sobczaków oraz Elżbiety i Czesława Ścigalskich nie
miały
sobie równych. Nie
zabrakło
także zawodów sportowych - jazdy sprawnościowej samochodem, turnieju
tenisa
stołowego oraz rodzinnych spacerów. Na
zlocie można
było obejrzeć najnowsze modele przyczep. Jedna z rodzin zaprezentowała
w tym
roku dom na kółkach zawrotnej wartości 100 tysięcy złotych! To
przyczepa z
najwyższej półki, wyposażona dokładnie jak mieszkanie. Tanie wczasy Caravaning
to
nic innego jak uprawianie turystyki przy pomocy pojazdów campingowych.
Do
Łódzkiego Klubu Campingu i Caravaningu należy blisko sto rodzin. Jak
mówią,
takiej formy wypoczynku nie zastąpi pobyt nawet w najbardziej
luksusowym
hotelu. Dlaczego? -
Pobyt na
campingach jest tani, dużo czasu spędza się na świeżym powietrzu i
zawsze można
poznać wielu sympatycznych ludzi - uważa Zbigniew Gawroński. - Polacy
przodują
w Europie w tej formie wypoczynku. Agnieszka
i
Konrad Piaseccy z Pabianic z przyczepą campingową przejechali całą
Europę. -
Zagraniczne
campingi są bardzo nowoczesne, na ich terenie są place zabaw dla
dzieci,
baseny, pełen węzeł sanitarny i są położone blisko morza - mówi pani
Agnieszka.
- W Polsce bywa z tym różnie. Ale jeśli jakieś miejsce nam się nie
podoba to w
każdej chwili możemy spakować manatki i z całym dobytkiem ruszyć w
kolejną
podróż. I to jest piękne. Polski
caravaning narodził się prawie 50 lat temu, kiedy w fabryce samochodów
ciężarowych w Lublinie wyprodukowano ze sklejki pierwsze 30 przyczep
„Tramp”,
które furorę zrobiły także za granicą. Przez
lata
przyczepy były unowocześniane, każda musiała mieć obowiązkowe
wyposażenie -
miejsca do spania, szafę, kuchenkę gazową i zlewozmywak. Dzisiejsze
przyczepy
składają się jak domki z kart i podczas podróży wyglądem przypominają
przyczepy
towarowe. Michał Cessanis
|