
|
Cypr lub Meksyk
za wypisywanie recept Gdy lekarze
wchodzą w układ Kiedy
w łódzkich
przychodniach pojawiają się przedstawiciele firm farmaceutycznych,
pacjenci
podrywają się z krzeseł i stają bliżej gabinetów lekarskich. Jednak
często to
nie pomaga. Elegancik w garniturze i z aktówką pod pachą dobrze wie,
jak
przechytrzyć kolejkowiczów. -
Muszę wyrobić
się z wizytami u lekarzy i nie mogę stać w kolejce razem z chorymi,
dlatego
udaję ważnego urzędnika - mówi 28-letni Tomasz, przedstawiciel
medyczny. - W
moim fachu liczy się tylko to, by lekarze wypisywali jak najwięcej
recept na
leki, które im zaprezentuję. Chętnie przyjmują za to różne dowody
wdzięczności. Biorą bilety i
długopisy Tomek
od zawsze
chciał leczyć ludzi. Ale kiedy po ukończeniu studiów medycznych w
jednym z
łódzkich szpitali zaproponowano mu pensję w wysokości 1000 złotych,
stwierdził,
że to nieporozumienie. Wtedy wysłał swoją ofertę do znanego
francuskiego
koncernu medycznego, który otwierał w Polsce oddział. I tak trzy lata
temu
został przedstawicielem medycznym. Dostał dobrej marki służbowy
samochód,
komputer, telefon komórkowy i oczywiście pensję - 3 tysiące złotych „na
rękę”,
a do tego kwartalna kilkutysięczna premia za wykonanie planu. -
Jak wygląda
wizyta? Wchodzę, przedstawiam się, wyciągam próbki leków i przekonuję
lekarza,
by przepisywał je częściej - dodaje Tomek. - Podczas pracy nie myślę o
etyce. Małgorzata,
tak
samo jak jej koledzy, dostaje co miesiąc z firmy 3 tysiące złotych na
cele
reprezentacyjne - czyli na prezenty dla lekarzy. A ci są coraz bardziej
wymagający. -
Za to, by
wypisywali recepty na moje leki, a nie na preparaty od konkurencji, już
kilku
łódzkim lekarzom kupowałam bilety lotnicze na Majorkę i Cypr. Jeden z
internistów zażyczył sobie przelot do Meksyku. Częściej proszą o drogie
kremy,
zegarki, nie mówiąc o długopisach, które biorą garściami. Siniaki na
pamiątkę Przedstawiciel
medyczny pacjentom czekającym w kolejce do lekarza najczęściej mówi, że
jest z
Narodowego Funduszu Zdrowia lub z Ministerstwa Zdrowia i ma bardzo
ważne
dokumenty, które natychmiast musi przekazać. -
To jest nie do
zniesienia - przyznaje Stanisława Guć, łodzianka, którą spotkaliśmy w
kolejce
do lekarza w SP ZOZ dla Szkół Wyższych „PLMA”. - Przedstawiciele robią
co chcą,
bo się im na to pozwala. Bywa
i tak, że
przedstawiciel medyczny wobec pacjentów używa siły. W przychodni w
Pabianicach
pan w garniturze i przyklejonym do twarzy uśmiechem chwycił jedną z
pacjentek,
która nie chciała go przepuścić i z ogromną siłą pchnął na krzesła.
Kobieta
miała posiniaczoną całą prawą rękę. Dobrego
zdania o
układach lekarzy z pracownikami firm medycznych nie ma też łodzianin
Jan
Similski. -
Jestem
oburzony takimi praktykami. Jak tu zaufać lekarzowi? Nie mam pewności
czy
przepisze mi lek właściwy, czy taki dobrze zareklamowany - rozmyśla pan
Jan. -
Kilka razy zdarzyło się, że lekarz wypisywał receptę i kierował mnie do
konkretnej apteki. Czy to nie jest podejrzane? Coś się jednak
zmienia W
niektórych
łódzkich przychodniach na drzwiach gabinetów lekarskich wiszą już
komunikaty
informujące o tym, że przedstawiciele firm farmaceutycznych mogą
kontaktować
się z lekarzami tylko po godzinach przyjęć pacjentów. Tak jest na
przykład w
ośrodkach zdrowia na Bałutach. -
Musieliśmy
wprowadzić takie zarządzenie, ponieważ otrzymywaliśmy wiele skarg od
pacjentów.
Przedstawiciele medyczni nie mogą zakłócać ich spokoju - mówi Krzysztof
Szrejner, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej
Łódź-Bałuty. - Nie wszyscy lekarze ulegają też sugestiom
przedstawicieli. To kwestia
sumienia. Michał Cessanis * * * Według
Kodeksu
Etyki Lekarskiej lekarz powinien służyć zdrowiu i życiu ludzkiemu i nie
nadużywać zaufania pacjentów. Powinien być bezstronny i mieć na
względzie
przede wszystkim dobro chorych - a mechanizmy rynkowe, naciski
społeczne i
wymagania administracyjne nie zwalniają lekarza z przestrzegania tej
zasady. |