Express Ilustrowany
Magazyn
20.05.2005

Cypr lub Meksyk za wypisywanie recept

Gdy lekarze wchodzą w układ

Kiedy w łódzkich przychodniach pojawiają się przedstawiciele firm farmaceutycznych, pacjenci podrywają się z krzeseł i stają bliżej gabinetów lekarskich. Jednak często to nie pomaga. Elegancik w garniturze i z aktówką pod pachą dobrze wie, jak przechytrzyć kolejkowiczów.

- Muszę wyrobić się z wizytami u lekarzy i nie mogę stać w kolejce razem z chorymi, dlatego udaję ważnego urzędnika - mówi 28-letni Tomasz, przedstawiciel medyczny. - W moim fachu liczy się tylko to, by lekarze wypisywali jak najwięcej recept na leki, które im zaprezentuję. Chętnie przyjmują za to różne dowody wdzięczności.

Biorą bilety i długopisy

Tomek od zawsze chciał leczyć ludzi. Ale kiedy po ukończeniu studiów medycznych w jednym z łódzkich szpitali zaproponowano mu pensję w wysokości 1000 złotych, stwierdził, że to nieporozumienie. Wtedy wysłał swoją ofertę do znanego francuskiego koncernu medycznego, który otwierał w Polsce oddział. I tak trzy lata temu został przedstawicielem medycznym. Dostał dobrej marki służbowy samochód, komputer, telefon komórkowy i oczywiście pensję - 3 tysiące złotych „na rękę”, a do tego kwartalna kilkutysięczna premia za wykonanie planu.

- Jak wygląda wizyta? Wchodzę, przedstawiam się, wyciągam próbki leków i przekonuję lekarza, by przepisywał je częściej - dodaje Tomek. - Podczas pracy nie myślę o etyce.

Małgorzata, tak samo jak jej koledzy, dostaje co miesiąc z firmy 3 tysiące złotych na cele reprezentacyjne - czyli na prezenty dla lekarzy. A ci są coraz bardziej wymagający.

- Za to, by wypisywali recepty na moje leki, a nie na preparaty od konkurencji, już kilku łódzkim lekarzom kupowałam bilety lotnicze na Majorkę i Cypr. Jeden z internistów zażyczył sobie przelot do Meksyku. Częściej proszą o drogie kremy, zegarki, nie mówiąc o długopisach, które biorą garściami.

Siniaki na pamiątkę

Przedstawiciel medyczny pacjentom czekającym w kolejce do lekarza najczęściej mówi, że jest z Narodowego Funduszu Zdrowia lub z Ministerstwa Zdrowia i ma bardzo ważne dokumenty, które natychmiast musi przekazać.

- To jest nie do zniesienia - przyznaje Stanisława Guć, łodzianka, którą spotkaliśmy w kolejce do lekarza w SP ZOZ dla Szkół Wyższych „PLMA”. - Przedstawiciele robią co chcą, bo się im na to pozwala.

Bywa i tak, że przedstawiciel medyczny wobec pacjentów używa siły. W przychodni w Pabianicach pan w garniturze i przyklejonym do twarzy uśmiechem chwycił jedną z pacjentek, która nie chciała go przepuścić i z ogromną siłą pchnął na krzesła. Kobieta miała posiniaczoną całą prawą rękę.

Dobrego zdania o układach lekarzy z pracownikami firm medycznych nie ma też łodzianin Jan Similski.

- Jestem oburzony takimi praktykami. Jak tu zaufać lekarzowi? Nie mam pewności czy przepisze mi lek właściwy, czy taki dobrze zareklamowany - rozmyśla pan Jan. - Kilka razy zdarzyło się, że lekarz wypisywał receptę i kierował mnie do konkretnej apteki. Czy to nie jest podejrzane?

Coś się jednak zmienia

W niektórych łódzkich przychodniach na drzwiach gabinetów lekarskich wiszą już komunikaty informujące o tym, że przedstawiciele firm farmaceutycznych mogą kontaktować się z lekarzami tylko po godzinach przyjęć pacjentów. Tak jest na przykład w ośrodkach zdrowia na Bałutach.

- Musieliśmy wprowadzić takie zarządzenie, ponieważ otrzymywaliśmy wiele skarg od pacjentów. Przedstawiciele medyczni nie mogą zakłócać ich spokoju - mówi Krzysztof Szrejner, dyrektor Samodzielnego Publicznego Zespołu Opieki Zdrowotnej Łódź-Bałuty. - Nie wszyscy lekarze ulegają też sugestiom przedstawicieli. To kwestia sumienia.

Michał Cessanis

* * *

Według Kodeksu Etyki Lekarskiej lekarz powinien służyć zdrowiu i życiu ludzkiemu i nie nadużywać zaufania pacjentów. Powinien być bezstronny i mieć na względzie przede wszystkim dobro chorych - a mechanizmy rynkowe, naciski społeczne i wymagania administracyjne nie zwalniają lekarza z przestrzegania tej zasady.

POWRÓT