Express Ilustrowany
Magazyn
14.01.2005

Jak pabianicki policjant bratał się z biznesmenami

Były komendant skończył w areszcie

Ekskomendant pabianickiej policji miał dzisiaj oficjalnie odejść na emeryturę. Ale z kolegami się nie pożegna. Od dwóch dni siedzi w areszcie. Zgubiły go niejasne powiązania z pabianicką elitą biznesu.

To właśnie od przedsiębiorców 60-letni Jerzy P. miał przyjmować drogi alkohol, garnitury, jedzenie, odzież dżinsową, wiązanki kwiatów a nawet felgi aluminiowe. Wszystko w zamian za przymykanie oczu na ich drogowe występki.

Brat łata

W Pabianicach huczy od plotek i domysłów. Tajemnicą poliszynela było bowiem, że kto znał komendanta policji, ten mógł czuć się bezkarnie. Dlatego właśnie pabianiccy biznesmeni tak chętnie zapraszali inspektora na organizowane za miastem pikniki. Wtedy stoły uginały się od wiejskiego jadła - była np. golonka, salcesony, kiełbasy, smalec, do wyboru najróżniejsze światowe trunki. Nie brakowało też tańców. Jerzy P. stawiał się na spotkaniach i doskonale się bawił. W otoczeniu biznesmenów poleciał także na pielgrzymkę do Watykanu.

- Z kolegami wołaliśmy na niego „brat łata”. Równy był z niego chłop. Wszystko można było z nim załatwić po ludzku - mówi znany pabianicki biznesmen. - Kiedy przychodziło się do komendy, proponował lampkę koniaku, poczęstował wuzetką.

Co można było załatwić z inspektorem? Z ustaleń prokuratury wynika, że szef pabianickiej policji przez ponad trzy lata pozwalał swoim znajomym na jazdę autami bez aktualnych badań technicznych i ubezpieczenia OC, a podległym funkcjonariuszom zabraniał ich zatrzymywania. Miał też niszczyć dokumentację dotyczącą jazdy biznesmenów po pijanemu. Kilku znanych ludzi uniknęło też mandatu za przekroczenie dozwolonej prędkości.

W komendzie mówi się, że wielu znanych pabianiczan miało numer telefonu Jerzego P. Kiedy byli zatrzymywani przez policję, natychmiast do niego dzwonili. Funkcjonariusze wspominają, jak kilka razy zatrzymani biznesmeni wyciągali z portfeli wizytówki inspektora i wprost mówili, że są nie do ruszenia.

- Zdarzało się, że „stary” sam przyjeżdżał na miejsce zdarzenia i sprawy już nie było - mówi policjant ruchu drogowego Komendy Powiatowej Policji w Pabianicach. - Albo biznesmeni odmawiali przyjęcia mandatu i prosili o wniosek o ukaranie, który później miał podpisać komendant. Ale dokumenty znikały...

- Opornych zastraszał. Mówił, że dla nich nie ma miejsca w komendzie - dodaje inny policjant.

Lista pana inspektora

Już trzy lata temu w Pabianicach było głośno o tym, że Jerzy P. ma swoją listę, na której znalazły się nazwiska wpływowych i zamożnych pabianiczan - urzędników, sportowców, biznesmenów i duchownych. Jednak komendant policji w wywiadach prasowych dementował te informacje. „W Pabianicach nie mam znajomych” - twierdził.

Wątpliwości co do uczciwości komendanta pojawiły się w 2002 roku, kiedy zablokował wniosek o ukaranie znanego łódzkiego lekarza, który przekroczył prędkość w Konstantynowie Łódzkim. Jerzy P. uznał, że nie można ukarać docenta, gdyż jechał ratować życie. Wówczas kontrolę w komendzie zapowiedzieli funkcjonariusze z komendy wojewódzkiej policji. Zaczęto mówić o ukryciu przez komendanta dokumentów związanych z wykroczeniem lekarza. Sprawa przycichła. Ale tylko pozornie. Komenda Główna zaczęła badać układy w pabianickiej policji.

- Funkcjonariusze biura spraw wewnętrznych KGP podjęli pewne czynności operacyjne - potwierdza Witold Kozicki z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji.

- Słyszałem o liście pana komendanta, ale nigdy jej nie widziałem - mówi Marcin Kowal, pabianicki przedsiębiorca, prezes Klubu Inicjatyw Gospodarczych. To właśnie KIG organizował pikniki, na których balował Jerzy P.

Czy zapraszanie komendanta policji na alkoholowe juble nie było przesadą?

- Ja tak nie uważam. Nigdy nie prosiłem go o żadną przysługę. Oprócz niego bawiły się też u nas władze miasta, powiatu i parlamentarzyści - dodaje Marcin Kowal.

Biznesmeni dawali

Zanim aresztowano inspektora Jerzego P., prokuratorzy przesłuchali pięciu biznesmenów, m.in. należących do Klubu Inicjatyw Gospodarczych Piotra W., właściciela pabianickiej firmy odzieżowej „PAWO” szyjącej garnitury, jego ojca Zenona - właściciela zakładu dziewiarskiego, Edwarda J. produkującego w Dobroniu alkohole oraz Jerzego B., przedsiębiorcę z Ksawerowa, który szyje odzież dżinsową i Krzysztofa M. W prokuraturze potwierdzili, że łączyły ich podejrzane stosunki z komendantem. Przedstawiono im zarzuty wręczenia łapówek. Otrzymali zakaz opuszczania kraju.

Edward J. w rozmowie z „Expressem” stwierdził, że jest zaskoczony sytuacją i uważa, że sprawa została wyolbrzymiona.

- Pan komendant był mądrym facetem. Taki prawdziwy glina - uważa Edward J. - Przecież Pabianice były uznane za najbezpieczniejsze miasto w Polsce.

Przesłuchiwani biznesmeni unikają teraz kontaktów z mediami. Piotr W., który jeszcze nie tak dawno chętnie zapraszał dziennikarzy na otwarcie salonów odzieżowych, dzisiaj woli milczeć.

- Nie mam nic do powiedzenia, dziękuję - to jedyne co zdołał powiedzieć „Expressowi”.

Ostrożni w wypowiedziach są pabianiccy samorządowcy.

- Niestety, to kolejna afera w naszym mieście. Ale od komentarzy powstrzymam się do wyroku sądu - mówi Jan Berner, prezydent Pabianic.

- Dla mnie komendant był profesjonalistą. Do tego sympatyczny, otwarty. Jestem w szoku, że doszło do takiej sytuacji - dodaje Zbigniew Mencwal, przewodniczący Rady Powiatu.

Michał Cessanis

Kim jest inspektor P.

Komendant Jerzy P. ma 60 lat. Pabianicką komendą kierował od 10 lat. W 2000 roku zdobył tytuł Menedżera Roku Województwa Łódzkiego.

Do milicji wstąpił w 1972 roku. Najpierw służył w jednostce wykrywającej przestępstwa gospodarcze w Komendzie Wojewódzkiej Milicji w Łodzi. Pięć lat później przeprowadził się do Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie służył w prewencji. Przez dziesięć lat - od 1980 roku był wykładowcą i kierownikiem Ośrodka Doskonalenia Kadr Kierowniczych Policji w Łodzi. Potem został szefem Komisariatu Kolejowego Łódź Fabryczna. Od 1991 roku był specjalistą w zespole doradców komendanta wojewódzkiego policji w Łodzi, a następnie dowódcą batalionu konwojowo-ochronnego. W 1993 roku został zastępcą komendanta KRP Łódź-Śródmieście, a w maju 1994 roku szefem pabianickiej policji.

POWRÓT