
|
Jak pabianicki
policjant bratał się z biznesmenami Były komendant
skończył w areszcie Ekskomendant
pabianickiej policji miał dzisiaj oficjalnie odejść na emeryturę. Ale z
kolegami się nie pożegna. Od dwóch dni siedzi w areszcie. Zgubiły go
niejasne
powiązania z pabianicką elitą biznesu. To
właśnie od
przedsiębiorców 60-letni Jerzy P. miał przyjmować drogi alkohol,
garnitury,
jedzenie, odzież dżinsową, wiązanki kwiatów a nawet felgi aluminiowe.
Wszystko
w zamian za przymykanie oczu na ich drogowe występki. Brat łata W
Pabianicach
huczy od plotek i domysłów. Tajemnicą poliszynela było bowiem, że kto
znał
komendanta policji, ten mógł czuć się bezkarnie. Dlatego właśnie
pabianiccy
biznesmeni tak chętnie zapraszali inspektora na organizowane za miastem
pikniki.
Wtedy stoły uginały się od wiejskiego jadła - była np. golonka,
salcesony,
kiełbasy, smalec, do wyboru najróżniejsze światowe trunki. Nie
brakowało też
tańców. Jerzy P. stawiał się na spotkaniach i doskonale się bawił. W
otoczeniu
biznesmenów poleciał także na pielgrzymkę do Watykanu. -
Z kolegami
wołaliśmy na niego „brat łata”. Równy był z niego chłop. Wszystko można
było z
nim załatwić po ludzku - mówi znany pabianicki biznesmen. - Kiedy
przychodziło
się do komendy, proponował lampkę koniaku, poczęstował wuzetką. Co
można było
załatwić z inspektorem? Z ustaleń prokuratury wynika, że szef
pabianickiej
policji przez ponad trzy lata pozwalał swoim znajomym na jazdę autami
bez
aktualnych badań technicznych i ubezpieczenia OC, a podległym
funkcjonariuszom
zabraniał ich zatrzymywania. Miał też niszczyć dokumentację dotyczącą
jazdy
biznesmenów po pijanemu. Kilku znanych ludzi uniknęło też mandatu za
przekroczenie dozwolonej prędkości. W
komendzie mówi
się, że wielu znanych pabianiczan miało numer telefonu Jerzego P. Kiedy
byli
zatrzymywani przez policję, natychmiast do niego dzwonili.
Funkcjonariusze
wspominają, jak kilka razy zatrzymani biznesmeni wyciągali z portfeli
wizytówki
inspektora i wprost mówili, że są nie do ruszenia. -
Zdarzało się,
że „stary” sam przyjeżdżał na miejsce zdarzenia i sprawy już nie było -
mówi
policjant ruchu drogowego Komendy Powiatowej Policji w Pabianicach. -
Albo
biznesmeni odmawiali przyjęcia mandatu i prosili o wniosek o ukaranie,
który
później miał podpisać komendant. Ale dokumenty znikały... -
Opornych
zastraszał. Mówił, że dla nich nie ma miejsca w komendzie - dodaje inny
policjant. Lista pana
inspektora Już
trzy lata
temu w Pabianicach było głośno o tym, że Jerzy P. ma swoją listę, na
której
znalazły się nazwiska wpływowych i zamożnych pabianiczan - urzędników,
sportowców, biznesmenów i duchownych. Jednak komendant policji w
wywiadach
prasowych dementował te informacje. „W Pabianicach nie mam znajomych” -
twierdził. Wątpliwości
co
do uczciwości komendanta pojawiły się w 2002 roku, kiedy zablokował
wniosek o
ukaranie znanego łódzkiego lekarza, który przekroczył prędkość w
Konstantynowie
Łódzkim. Jerzy P. uznał, że nie można ukarać docenta, gdyż jechał
ratować
życie. Wówczas kontrolę w komendzie zapowiedzieli funkcjonariusze z
komendy
wojewódzkiej policji. Zaczęto mówić o ukryciu przez komendanta
dokumentów
związanych z wykroczeniem lekarza. Sprawa przycichła. Ale tylko
pozornie.
Komenda Główna zaczęła badać układy w pabianickiej policji. -
Funkcjonariusze biura spraw wewnętrznych KGP podjęli pewne czynności
operacyjne
- potwierdza Witold Kozicki z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej
Policji. -
Słyszałem o
liście pana komendanta, ale nigdy jej nie widziałem - mówi Marcin
Kowal,
pabianicki przedsiębiorca, prezes Klubu Inicjatyw Gospodarczych. To
właśnie KIG
organizował pikniki, na których balował Jerzy P. Czy
zapraszanie
komendanta policji na alkoholowe juble nie było przesadą? -
Ja tak nie
uważam. Nigdy nie prosiłem go o żadną przysługę. Oprócz niego bawiły
się też u
nas władze miasta, powiatu i parlamentarzyści - dodaje Marcin Kowal. Biznesmeni
dawali Zanim
aresztowano inspektora Jerzego P., prokuratorzy przesłuchali pięciu
biznesmenów, m.in. należących do Klubu Inicjatyw Gospodarczych Piotra
W.,
właściciela pabianickiej firmy odzieżowej „PAWO” szyjącej garnitury,
jego ojca
Zenona - właściciela zakładu dziewiarskiego, Edwarda J. produkującego w
Dobroniu alkohole oraz Jerzego B., przedsiębiorcę z Ksawerowa, który
szyje
odzież dżinsową i Krzysztofa M. W prokuraturze potwierdzili, że łączyły
ich
podejrzane stosunki z komendantem. Przedstawiono im zarzuty wręczenia
łapówek.
Otrzymali zakaz opuszczania kraju. Edward
J. w
rozmowie z „Expressem” stwierdził, że jest zaskoczony sytuacją i uważa,
że
sprawa została wyolbrzymiona. -
Pan komendant
był mądrym facetem. Taki prawdziwy glina - uważa Edward J. - Przecież
Pabianice
były uznane za najbezpieczniejsze miasto w Polsce. Przesłuchiwani
biznesmeni unikają teraz kontaktów z mediami. Piotr W., który jeszcze
nie tak
dawno chętnie zapraszał dziennikarzy na otwarcie salonów odzieżowych,
dzisiaj
woli milczeć. -
Nie mam nic do
powiedzenia, dziękuję - to jedyne co zdołał powiedzieć „Expressowi”. Ostrożni
w
wypowiedziach są pabianiccy samorządowcy. -
Niestety, to
kolejna afera w naszym mieście. Ale od komentarzy powstrzymam się do
wyroku
sądu - mówi Jan Berner, prezydent Pabianic. -
Dla mnie
komendant był profesjonalistą. Do tego sympatyczny, otwarty. Jestem w
szoku, że
doszło do takiej sytuacji - dodaje Zbigniew Mencwal, przewodniczący
Rady
Powiatu. Michał Cessanis Kim jest
inspektor P. Komendant
Jerzy
P. ma 60 lat. Pabianicką komendą kierował od 10 lat. W 2000 roku zdobył
tytuł
Menedżera Roku Województwa Łódzkiego. Do
milicji
wstąpił w 1972 roku. Najpierw służył w jednostce wykrywającej
przestępstwa
gospodarcze w Komendzie Wojewódzkiej Milicji w Łodzi. Pięć lat później
przeprowadził się do Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie służył w
prewencji. Przez
dziesięć lat - od 1980 roku był wykładowcą i kierownikiem Ośrodka
Doskonalenia
Kadr Kierowniczych Policji w Łodzi. Potem został szefem Komisariatu
Kolejowego
Łódź Fabryczna. Od 1991 roku był specjalistą w zespole doradców
komendanta
wojewódzkiego policji w Łodzi, a następnie dowódcą batalionu
konwojowo-ochronnego. W 1993 roku został zastępcą komendanta KRP
Łódź-Śródmieście,
a w maju 1994 roku szefem pabianickiej policji. |