Express Ilustrowany
Magazyn
17.12.2004

Zatrzymać, sprzedać czy oddać?

Przygody sukni ślubnej

Bożena Szmytke, emerytowana nauczycielka z Pabianic do dzisiaj trzyma w szafie swoją suknię ślubną chociaż za mąż wyszła prawie 35 lat temu! Biała kreacja z torlenu, dopasowana w pasie, z rozkloszowanym dołem i rękawami, ozdobiona srebrnymi cekinami w 1970 roku była hitem mody.

Suknia z pawlacza

Pani Bożena wspomina, że po ślubie nie zadawała sobie pytania, co zrobić z suknią. Nie było mowy o oddaniu jej do komisu czy sprzedaniu koleżance. Dla niej sprawa była jasna.

- Zawsze uważałam, że suknia przynosi szczęście pannie młodej i musi przy niej zostać do końca życia. Uszyła mi ją mama jednego z moich uczniów - mówi Bożena Szmytke. - Przechowuję ją w reklamówce, w pawlaczu. Mam też buty, w których stanęłam na ślubnym kobiercu.

Dzisiaj panny młode najczęściej po ślubie oddają kreacje do prania, a potem wstawiają do komisu. Dlaczego nie chcą ich zatrzymać?

- Suknię sprowadziłam z Paryża i zapłaciłam za nią 4 tysiące złotych. Chciałam odzyskać pieniądze i dlatego ją sprzedałam. Musieliśmy z mężem wyremontować mieszkanie i każda suma była nam potrzebna - mówi Anna, świeżo upieczona żona z Widzewa. - Wiadomo, że nigdy więcej już bym jej nie założyła. Do tego na weselu bardzo się zniszczyła, oderwały się ozdoby. Dobrze, że się jej pozbyłam.

Problem z głowy

W jednym z łódzkich komisów do wyboru jest ponad 20 sukien ślubnych.

- Zawsze pytam klientki, czy nie myślały o zatrzymaniu sukni. Często spotykam się z odpowiedzią, że na pamiątkę mają obrączkę i męża - mówi sprzedawczyni Elżbieta Komorowska.

Przyszłe mężatki, aby zaoszczędzić sobie poweselnych dylematów, wypożyczają kreacje. Zamiast kilku tysięcy złotych wydają 500-600 złotych.

- To idealne rozwiązanie - uważa Katarzyna, studentka polonistyki z Bałut, mężatka z rocznym stażem. - Gdybym kupiła suknię, a potem ją sprzedała, to i tak bym nie odzyskała wszystkich pieniędzy. Problem miałam z głowy.

Przysięga w sercu

Według księży, nie ma przeszkód, by panny młode pozbywały się sukien, w których mówiły „tak”. Jednak o przykładzie Bożeny Szmytke mówią, iż jest godny naśladowania.

- Przysięgę nosi się w sercu, a nie w materiale - uważa ojciec Józef Łągwa, proboszcz parafii pw. Najświętszego Imienia Jezus. - Oczywiście można suknię zostawić na pamiątkę, albo podarować kolejnej pannie młodej w rodzinie. Ale to osobista sprawa każdej mężatki. Kościół niczego w tym względzie nie narzuca.

Łódzkie wróżki mają podzielone zdanie co do losu ślubnej sukni.

- Kiedy przychodzi do mnie mężatka, by poznać swoją przyszłość, na początku rozmowy pytam, czy zostawiła suknię ślubną. Według mnie, to ma wielkie znaczenie. Suknia ślubna jest niczym talizmanem, który czuwa nad szczęściem rodzinnym - mówi wróżka Alicja.

- Suknię można zostawić tylko dla miłych wspomnień - uważa zaś wróżka Maria. - Nie jest ona żadnym amuletem i nie ma wpływu na los.

Panny w rozterce

O rozterkach panien młodych najlepiej wiedzą specjaliści od organizowania uroczystości ślubnych. Iwona Kwiek, właścicielka znanego ślubnego atelier w Łodzi uważa, że sukienka ślubna, tak jak i panna młoda, przed ołtarzem powinna pojawić się tylko raz.

- Dlatego wiele moich klientek zostawia sobie suknie. Darzą je sentymentem i trudno im się z nimi rozstać - mówi Iwona Kwiek.

Michał Cessanis

POWRÓT