
|
Zatrzymać,
sprzedać czy oddać? Przygody sukni
ślubnej Bożena
Szmytke,
emerytowana nauczycielka z Pabianic do dzisiaj trzyma w szafie swoją
suknię
ślubną chociaż za mąż wyszła prawie 35 lat temu! Biała kreacja z
torlenu,
dopasowana w pasie, z rozkloszowanym dołem i rękawami, ozdobiona
srebrnymi
cekinami w 1970 roku była hitem mody. Suknia z
pawlacza Pani
Bożena
wspomina, że po ślubie nie zadawała sobie pytania, co zrobić z suknią.
Nie było
mowy o oddaniu jej do komisu czy sprzedaniu koleżance. Dla niej sprawa
była
jasna. -
Zawsze
uważałam, że suknia przynosi szczęście pannie młodej i musi przy niej
zostać do
końca życia. Uszyła mi ją mama jednego z moich uczniów - mówi Bożena
Szmytke. -
Przechowuję ją w reklamówce, w pawlaczu. Mam też buty, w których
stanęłam na
ślubnym kobiercu. Dzisiaj
panny
młode najczęściej po ślubie oddają kreacje do prania, a potem wstawiają
do
komisu. Dlaczego nie chcą ich zatrzymać? -
Suknię
sprowadziłam z Paryża i zapłaciłam za nią 4 tysiące złotych. Chciałam
odzyskać
pieniądze i dlatego ją sprzedałam. Musieliśmy z mężem wyremontować
mieszkanie i
każda suma była nam potrzebna - mówi Anna, świeżo upieczona żona z
Widzewa. -
Wiadomo, że nigdy więcej już bym jej nie założyła. Do tego na weselu
bardzo się
zniszczyła, oderwały się ozdoby. Dobrze, że się jej pozbyłam. Problem z głowy W
jednym z
łódzkich komisów do wyboru jest ponad 20 sukien ślubnych. -
Zawsze pytam
klientki, czy nie myślały o zatrzymaniu sukni. Często spotykam się z
odpowiedzią, że na pamiątkę mają obrączkę i męża - mówi sprzedawczyni
Elżbieta
Komorowska. Przyszłe
mężatki,
aby zaoszczędzić sobie poweselnych dylematów, wypożyczają kreacje.
Zamiast
kilku tysięcy złotych wydają 500-600 złotych. -
To idealne
rozwiązanie - uważa Katarzyna, studentka polonistyki z Bałut, mężatka z
rocznym
stażem. - Gdybym kupiła suknię, a potem ją sprzedała, to i tak bym nie
odzyskała wszystkich pieniędzy. Problem miałam z głowy. Przysięga w
sercu Według
księży,
nie ma przeszkód, by panny młode pozbywały się sukien, w których mówiły
„tak”. Jednak
o przykładzie Bożeny Szmytke mówią, iż jest godny naśladowania. -
Przysięgę nosi
się w sercu, a nie w materiale - uważa ojciec Józef Łągwa, proboszcz
parafii
pw. Najświętszego Imienia Jezus. - Oczywiście można suknię zostawić na
pamiątkę, albo podarować kolejnej pannie młodej w rodzinie. Ale to
osobista
sprawa każdej mężatki. Kościół niczego w tym względzie nie narzuca. Łódzkie
wróżki
mają podzielone zdanie co do losu ślubnej sukni. -
Kiedy
przychodzi do mnie mężatka, by poznać swoją przyszłość, na początku
rozmowy
pytam, czy zostawiła suknię ślubną. Według mnie, to ma wielkie
znaczenie.
Suknia ślubna jest niczym talizmanem, który czuwa nad szczęściem
rodzinnym -
mówi wróżka Alicja. -
Suknię można
zostawić tylko dla miłych wspomnień - uważa zaś wróżka Maria. - Nie
jest ona
żadnym amuletem i nie ma wpływu na los. Panny w rozterce O
rozterkach
panien młodych najlepiej wiedzą specjaliści od organizowania
uroczystości
ślubnych. Iwona Kwiek, właścicielka znanego ślubnego atelier w Łodzi
uważa, że
sukienka ślubna, tak jak i panna młoda, przed ołtarzem powinna pojawić
się
tylko raz. -
Dlatego wiele
moich klientek zostawia sobie suknie. Darzą je sentymentem i trudno im
się z
nimi rozstać - mówi Iwona Kwiek. Michał Cessanis
|