Express Ilustrowany 29.08.2005r.

Magiczny koncert, najnowsza technika

Jarre zaczarował stocznię

Jean Michel Jarre swoim piątkowym koncertem w Gdańsku udowodnił, że jest prawdziwym magiem muzyki elektronicznej. Spektakl dedykowany Polsce, ludziom „Solidarności” i Janowi Pawłowi II wzruszał i skłaniał do refleksji. Ale był też prawdziwym pokazem efektów świetlnych, muzycznych i pirotechnicznych, których Gdańsk i reszta Polski jeszcze nigdy nie widziała.

Przygotowania do dwugodzinnego koncertu trwały dwa tygodnie. Do Gdańska przyjechało z Francji ponad 20 ciężarówek ze sprzętem - olbrzymią sceną, aparaturą oświetleniową i 15 tonami fajerwerków, które na koncercie tańczyły w takt muzyki Jeana Michela Jarre‘a.

Podczas multimedialnego show został użyty system nagłośnieniowy najnowszej generacji. Dźwięk popłynął z 4 gigantycznych kolumn. Dwadzieścia reflektorów rozświetliło scenę i niebo nad Gdańskiem. Każdy świecił na odległość sześciu kilometrów. Żeby wszystko sprawnie działało, potrzeba było 15 kilometrów kabli! Czy nie było obaw, że w Gdańsku zabraknie prądu?

- Jean Michel Jarre pracował na własnych agregatach - wyjaśnia Teresa Kuśmierska, producentka koncertu francuskiego artysty.

Użyte nagłośnienie miało moc 850 tysięcy wat.

- Organizatorzy mogli korzystać ze stoczniowej sieci energetycznej, która nie jest wykorzystywana w stu procentach. Dlatego nie było możliwe, by w Gdańsku zrobiło się nagle ciemno - dodaje Mieczysław Wrocławski, rzecznik prasowy gdańskiego Koncernu Energetycznego „Energa”.

W Gdańsku zabrzmiała również laserowa harfa Jeana Michela Jarre‘a. Elementy wizualne widowiska zagwarantowały olbrzymie projektory multimedialne - rzucały obrazy na fronty dwóch hal znajdujących się bezpośrednio za sceną.

- Każdy koncert traktuję indywidualnie i na jego przygotowanie poświęcam nawet kilka miesięcy - mówi Jean Michel Jarre. - Wszystkie elementy muszą ze sobą współgrać.

W Gdańsku na pewno współgrały. Jean przechrzczony przez fanów na Janka Żarowca sprawił, że publiczność współtworzyła widowisko. Gdy na ścianach stoczniowych budynków pojawiły się zdjęcia Jana Pawła II, wielotysięczny tłum zamarł. Po chwili na widowni zapłonęły setki ogni z zapalniczek. Same „Mury” poruszyły publiczność.

Jean Michel Jarre obiecywał przed koncertem, że przełamie wszelkie bariery. To co pokazał było potwierdzeniem tych słów. Publiczność po koncercie nie chciała puścić artysty ze sceny. Ten odwdzięczył się bisami i obietnicą „do zobaczenia wkrótce”.
Michał Cessanis

POWRÓT