|
Magiczny
koncert, najnowsza technika Jarre zaczarował
stocznię Jean
Michel
Jarre swoim piątkowym koncertem w Gdańsku udowodnił, że jest prawdziwym
magiem
muzyki elektronicznej. Spektakl dedykowany Polsce, ludziom
„Solidarności” i
Janowi Pawłowi II wzruszał i skłaniał do refleksji. Ale był też
prawdziwym
pokazem efektów świetlnych, muzycznych i pirotechnicznych, których
Gdańsk i
reszta Polski jeszcze nigdy nie widziała. Przygotowania
do
dwugodzinnego koncertu trwały dwa tygodnie. Do Gdańska przyjechało z
Francji
ponad 20 ciężarówek ze sprzętem - olbrzymią sceną, aparaturą
oświetleniową i 15
tonami fajerwerków, które na koncercie tańczyły w takt muzyki Jeana
Michela
Jarre‘a. Podczas
multimedialnego show został użyty system nagłośnieniowy najnowszej
generacji.
Dźwięk popłynął z 4 gigantycznych kolumn. Dwadzieścia reflektorów
rozświetliło
scenę i niebo nad Gdańskiem. Każdy świecił na odległość sześciu
kilometrów.
Żeby wszystko sprawnie działało, potrzeba było 15 kilometrów kabli! Czy
nie
było obaw, że w Gdańsku zabraknie prądu? -
Jean Michel
Jarre pracował na własnych agregatach - wyjaśnia Teresa Kuśmierska,
producentka
koncertu francuskiego artysty. Użyte
nagłośnienie miało moc 850 tysięcy wat. -
Organizatorzy
mogli korzystać ze stoczniowej sieci energetycznej, która nie jest
wykorzystywana w stu procentach. Dlatego nie było możliwe, by w Gdańsku
zrobiło
się nagle ciemno - dodaje Mieczysław Wrocławski, rzecznik prasowy
gdańskiego
Koncernu Energetycznego „Energa”. W
Gdańsku
zabrzmiała również laserowa harfa Jeana Michela Jarre‘a. Elementy
wizualne
widowiska zagwarantowały olbrzymie projektory multimedialne - rzucały
obrazy na
fronty dwóch hal znajdujących się bezpośrednio za sceną. -
Każdy koncert
traktuję indywidualnie i na jego przygotowanie poświęcam nawet kilka
miesięcy -
mówi Jean Michel Jarre. - Wszystkie elementy muszą ze sobą współgrać. W
Gdańsku na
pewno współgrały. Jean przechrzczony przez fanów na Janka Żarowca
sprawił, że
publiczność współtworzyła widowisko. Gdy na ścianach stoczniowych
budynków
pojawiły się zdjęcia Jana Pawła II, wielotysięczny tłum zamarł. Po
chwili na
widowni zapłonęły setki ogni z zapalniczek. Same „Mury” poruszyły
publiczność. Michał Cessanis
|