Express Ilustrowany 14.05.2005r.

Po wypadku na obozie Michał został kaleką

Oskarżony instruktor uczy wspinaczki!

Jeden z dwóch instruktorów pabianickiego hufca Związku Harcerstwa Polskiego oskarżonych o nieumyślne narażenie na śmierć Michała Stefańskiego, uczestnika obozu w Bieszczadach, nadal prowadzi zajęcia ze wspinaczki górskiej! Taką informację zamieścił w Internecie pabianicki hufiec.

- To niedopuszczalne, by ten instruktor nadal nadzorował wspinaczkę - uważa Paweł Stefański, ojciec Michała. - Dalej naraża życie ludzi!

Tragiczny zjazd

Rodzina Stefańskich do dziś nie może zapomnieć o tym, co stało się w 2003 roku na obozie w Bieszczadach. Pewnego słonecznego dnia instruktorzy postanowili zorganizować zajęcia w terenie. Na zboczu góry Otryt do drzew przymocowali linę, na której odbywały się zjazdy w dół. 17-letni wtedy Michał, podobnie jak jego koledzy, miał na sobie specjalną uprząż biodrową i piersiową, przypiętą karabinkami do liny nośnej. Na głowie nie miał kasku. Ruszył w dół, a gdy zbliżał się do ziemi, podkurczył nogi. Wtedy przechylił się do tyłu i z olbrzymią siłą uderzył głową o skalne odłamki. Stracił przytomność. Do szpitala trafił ze stłuczonym pniem mózgu i ogromnym krwiakiem. Przeszedł trepanację czaszki. Lekarze dawali mu 10 procent szans na poprawę zdrowia. Nie mówił, nie chodził, uciekał mu wzrok.

- Wciąż jest rehabilitowany. Zaczął chodzić, mówi, ale jest spowolniony, ma sparaliżowaną prawą rękę i problemy z pamięcią. Będzie kaleką do końca życia - opowiada pani Halina, mama Michała.

Biegły, a biegły

Po wypadku sprawę zaczęła badać prokuratura rejonowa w Lesku. Dwóch instruktorów, którzy bez uprawnień prowadzili zajęcia oskarżyła o to, że nie zabezpieczyli dobrze terenu i nieumyślnie narazili na utratę życia Michała Stefańskiego.

Jednak powołując się na opinię biegłego - instruktora ZHP, prokurator wniósł o warunkowe umorzenie sprawy. Biegły bowiem stwierdził, że do tragicznego wypadku przyczynił się Michał, który nie zjeżdżał według instrukcji podanych przez opiekunów. Rodzice poszkodowanego chłopaka poprosili o opinię niezależnego biegłego - ratownika TOPR, instruktora Polskiego Związku Alpinizmu. Orzekł on, że instruktorzy popełnili karygodne błędy - zastosowali do zjazdu złe liny, nie założyli liny asekuracyjnej i podopiecznym nie dali kasków. Liny z każdym zjazdem wydłużały się i dlatego Michał uderzył głową o skałę.

Sprawa ostatecznie znalazła się w Sądzie Rejonowym w Pabianicach.

Himalaje głupoty

Harcerze z Pabianic do sprawy wypadku podchodzą ostrożnie. Czekają na wyrok sądu.

- To był, niestety, nieszczęśliwy wypadek - mówi Krzysztof Budziński, komendant hufca ZHP Pabianice. - Instruktor w ubiegłym roku, już po wypadku, zdobył odpowiednie uprawnienia do prowadzenia zajęć z rekreacji ruchowej i survivalu. Na zajęciach, które ostatnio prowadził nie było zjazdów na linach, ani żadnych ekstremalnych elementów.

Sprawą zainteresował się Wojciech Święcicki, instruktor Polskiego Związku Alpinizmu.

- Tragiczne w skutkach zajęcia prowadziły osoby, które się na tym nie znały. Ci harcerze byli za młodzi. Zastanawiam się tylko, jak mogli do tego dopuścić ich przełożeni? Gdyby głupotę do czegoś porównać, to były tam Himalaje głupoty - uważa Wojciech Święcicki.
Michał Cessanis

POWRÓT