|
Po wypadku na
obozie Michał został kaleką Oskarżony
instruktor uczy wspinaczki! Jeden
z dwóch instruktorów
pabianickiego hufca Związku Harcerstwa Polskiego oskarżonych o
nieumyślne
narażenie na śmierć Michała Stefańskiego, uczestnika obozu w
Bieszczadach, nadal
prowadzi zajęcia ze wspinaczki górskiej! Taką informację zamieścił w
Internecie
pabianicki hufiec. -
To niedopuszczalne,
by ten instruktor nadal nadzorował wspinaczkę - uważa Paweł Stefański,
ojciec
Michała. - Dalej naraża życie ludzi! Tragiczny zjazd Rodzina
Stefańskich do dziś nie może zapomnieć o tym, co stało się w 2003 roku
na
obozie w Bieszczadach. Pewnego słonecznego dnia instruktorzy
postanowili
zorganizować zajęcia w terenie. Na zboczu góry Otryt do drzew
przymocowali
linę, na której odbywały się zjazdy w dół. 17-letni wtedy Michał,
podobnie jak
jego koledzy, miał na sobie specjalną uprząż biodrową i piersiową,
przypiętą
karabinkami do liny nośnej. Na głowie nie miał kasku. Ruszył w dół, a
gdy
zbliżał się do ziemi, podkurczył nogi. Wtedy przechylił się do tyłu i z
olbrzymią siłą uderzył głową o skalne odłamki. Stracił przytomność. Do
szpitala
trafił ze stłuczonym pniem mózgu i ogromnym krwiakiem. Przeszedł
trepanację
czaszki. Lekarze dawali mu 10 procent szans na poprawę zdrowia. Nie
mówił, nie
chodził, uciekał mu wzrok. -
Wciąż jest
rehabilitowany. Zaczął chodzić, mówi, ale jest spowolniony, ma
sparaliżowaną
prawą rękę i problemy z pamięcią. Będzie kaleką do końca życia -
opowiada pani
Halina, mama Michała. Biegły, a biegły Po
wypadku
sprawę zaczęła badać prokuratura rejonowa w Lesku. Dwóch instruktorów,
którzy
bez uprawnień prowadzili zajęcia oskarżyła o to, że nie zabezpieczyli
dobrze
terenu i nieumyślnie narazili na utratę życia Michała Stefańskiego. Jednak
powołując
się na opinię biegłego - instruktora ZHP, prokurator wniósł o warunkowe
umorzenie sprawy. Biegły bowiem stwierdził, że do tragicznego wypadku
przyczynił się Michał, który nie zjeżdżał według instrukcji podanych
przez
opiekunów. Rodzice poszkodowanego chłopaka poprosili o opinię
niezależnego
biegłego - ratownika TOPR, instruktora Polskiego Związku Alpinizmu.
Orzekł on,
że instruktorzy popełnili karygodne błędy - zastosowali do zjazdu złe
liny, nie
założyli liny asekuracyjnej i podopiecznym nie dali kasków. Liny z
każdym
zjazdem wydłużały się i dlatego Michał uderzył głową o skałę. Sprawa
ostatecznie znalazła się w Sądzie Rejonowym w Pabianicach. Himalaje głupoty Harcerze
z
Pabianic do sprawy wypadku podchodzą ostrożnie. Czekają na wyrok sądu. -
To był,
niestety, nieszczęśliwy wypadek - mówi Krzysztof Budziński, komendant
hufca ZHP
Pabianice. - Instruktor w ubiegłym roku, już po wypadku, zdobył
odpowiednie
uprawnienia do prowadzenia zajęć z rekreacji ruchowej i survivalu. Na
zajęciach, które ostatnio prowadził nie było zjazdów na linach, ani
żadnych
ekstremalnych elementów. Sprawą
zainteresował się Wojciech Święcicki, instruktor Polskiego Związku
Alpinizmu. Michał Cessanis
|