|
W przebraniach i
w hawajskich rytmach Łodzianie
pożegnali karnawał Hucznie
i z
humorem łodzianie pożegnali wczoraj karnawał. Jak nakazuje ostatkowa
tradycja,
wielu mieszkańców wyszło z domów w przebraniach. Po ulicach paradowały
więc
czarownice, wróżki i czarnoksiężnicy. Nie brakowało też pielęgniarek,
kowbojów,
lekarzy i klaunów. Hawaje na
Pietrynie Swoich
klientów
zaskoczyli restauratorzy z ulicy Piotrkowskiej. Kelnerki były
poprzebierane za
księżniczki, czerwone kapturki, a nawet za krasnoludki. W jednej z
kawiarni
można było się poczuć jak na Hawajach. Roznegliżowane panie skrywające
swe
wdzięki za kwiatowymi girlandami zawieszonymi na szyjach z gracją
poruszały się
między palmami i serwowały owocowe koktajle. -
Chcieliśmy w
takiej atmosferze rozgrzać zziębniętych łodzian. Stąd pomysł na
hawajskie
stroje - mówi Elżbieta Arnold, kierowniczka kawiarni. - Same
przygotowałyśmy
stroje. Klienci
kawiarni
byli zachwyceni. Tym bardziej, iż wielu z nich nie pamiętało nawet, że
to
Ostatki. -
W takich
strojach kelnerki powinny pracować przez cały rok. To bardzo miłe dla
oka, od
razu robi się cieplej - uważa Jarek Adamski, który do kawiarni
przyszedł zjeść
lody. Górale u
fryzjera Pomysłów
nie
brakowało także fryzjerom. Pracownicy salonu fryzjerskiego na Karolewie
w tym
roku przebrali się za górali i krakowiaków. I nie tylko z perfekcją
posługiwali
się nożyczkami i grzebieniem, ale też wykonywali hołubce i obroty. -
To już nasza
tradycja, że co roku przebieramy się w Ostatki. Stroje wypożyczyliśmy z
Teatru
Jaracza, a klientów częstujemy faworkami - mówi Jolanta Bulzacka,
właścicielka
salonu. - Mieliśmy wyjątkowo dużo gości. Jedni przyszli, by ściąć
włosy, inni
chcieli przede wszystkim zobaczyć, jak wyglądamy. W
zakładzie
kosmetycznym na Bałutach pojawiły się zaś Cyganki. -
Przy okazji
zdobienia paznokci przepowiadały z dłoni przyszłość - śmieje się pani
Agnieszka, właścicielka firmy. - Klientki same o to prosiły. Szpital w liceum Pomysłów
nie
zabrakło młodzieży. Uczniowie klasy Ie XXI Liceum Ogólnokształcącego
zabawiali
się w lekarzy, tworząc niemal tak perfekcyjny zespół medyczny jak ten
znany z
serialu „Na dobre i na złe”. Oprócz personelu w białych kitlach, był
nawet
pacjent z rozbitą głową i, na wszelki wypadek, ksiądz dobrodziej. -
Wciąż toczyła
się dyskusja, kto ma być doktor Zosią, a kto doktorem Burskim - zdradza
jedna z
uczennic. - Do porozumienia nie doszło. Lekarze z XXI LO zapewnili nas
jednak,
że nie planują z tego powodu żadnego strajku. Dyrekcja szkoły może więc
spać
spokojnie. Michał Cessanis
|