Express Ilustrowany 8.02.2005r.

W przebraniach i w hawajskich rytmach

Łodzianie pożegnali karnawał

Hucznie i z humorem łodzianie pożegnali wczoraj karnawał. Jak nakazuje ostatkowa tradycja, wielu mieszkańców wyszło z domów w przebraniach. Po ulicach paradowały więc czarownice, wróżki i czarnoksiężnicy. Nie brakowało też pielęgniarek, kowbojów, lekarzy i klaunów.

Hawaje na Pietrynie

Swoich klientów zaskoczyli restauratorzy z ulicy Piotrkowskiej. Kelnerki były poprzebierane za księżniczki, czerwone kapturki, a nawet za krasnoludki. W jednej z kawiarni można było się poczuć jak na Hawajach. Roznegliżowane panie skrywające swe wdzięki za kwiatowymi girlandami zawieszonymi na szyjach z gracją poruszały się między palmami i serwowały owocowe koktajle.

- Chcieliśmy w takiej atmosferze rozgrzać zziębniętych łodzian. Stąd pomysł na hawajskie stroje - mówi Elżbieta Arnold, kierowniczka kawiarni. - Same przygotowałyśmy stroje.

Klienci kawiarni byli zachwyceni. Tym bardziej, iż wielu z nich nie pamiętało nawet, że to Ostatki.

- W takich strojach kelnerki powinny pracować przez cały rok. To bardzo miłe dla oka, od razu robi się cieplej - uważa Jarek Adamski, który do kawiarni przyszedł zjeść lody.

Górale u fryzjera

Pomysłów nie brakowało także fryzjerom. Pracownicy salonu fryzjerskiego na Karolewie w tym roku przebrali się za górali i krakowiaków. I nie tylko z perfekcją posługiwali się nożyczkami i grzebieniem, ale też wykonywali hołubce i obroty.

- To już nasza tradycja, że co roku przebieramy się w Ostatki. Stroje wypożyczyliśmy z Teatru Jaracza, a klientów częstujemy faworkami - mówi Jolanta Bulzacka, właścicielka salonu. - Mieliśmy wyjątkowo dużo gości. Jedni przyszli, by ściąć włosy, inni chcieli przede wszystkim zobaczyć, jak wyglądamy.

W zakładzie kosmetycznym na Bałutach pojawiły się zaś Cyganki.

- Przy okazji zdobienia paznokci przepowiadały z dłoni przyszłość - śmieje się pani Agnieszka, właścicielka firmy. - Klientki same o to prosiły.

Szpital w liceum

Pomysłów nie zabrakło młodzieży. Uczniowie klasy Ie XXI Liceum Ogólnokształcącego zabawiali się w lekarzy, tworząc niemal tak perfekcyjny zespół medyczny jak ten znany z serialu „Na dobre i na złe”. Oprócz personelu w białych kitlach, był nawet pacjent z rozbitą głową i, na wszelki wypadek, ksiądz dobrodziej.

- Wciąż toczyła się dyskusja, kto ma być doktor Zosią, a kto doktorem Burskim - zdradza jedna z uczennic. - Do porozumienia nie doszło. Lekarze z XXI LO zapewnili nas jednak, że nie planują z tego powodu żadnego strajku. Dyrekcja szkoły może więc spać spokojnie.

Michał Cessanis
POWRÓT