Express Ilustrowany 9.01.2005r.

Małgorzata Kobus po przeżyciu tsunami spotkała się z rodzicami

Nareszcie w domu!

Na to spotkanie rodzice Małgorzaty Kobus, która przeżyła tsunami w Tajlandii, czekali od świąt. Wczoraj nareszcie spotkali się z córką. Kiedy weszła do rodzinnego domu we wsi Gaj pod Brzezinami i mocno ich uścisnęła, nie mogli opanować łez szczęścia.

Pomidorowa i pączki

- Moje kochane dziecko, witaj najdroższa - mówiła przez łzy jej matka Anna Kobus.

- Małgosiu, dostałaś nowe życie - szeptał jej do ucha ojciec Wiktor Kobus. - Trudno mi dojść do siebie.

- Kocham was, kocham - krzyczała i płakała pani Małgorzata. - Już nigdy więcej nie pojadę tak daleko. Chwilę później tuliła w ramionach swojego kota Rudzielca.

Przygotowania na jej przyjazd do rodzinnego domu (Małgorzata na stałe mieszka w Krakowie) trwały od samego rana. Najpierw Kobusowie byli w kościele, by podziękować modlitwą za to, że córka żyje, później pani Anna przygotowała dla niej ulubioną zupę pomidorową, a na deser upiekła pączki. Wieczorem zjechała się cała rodzina, by usłyszeć opowieść o tym, co się stało w Azji.

- Teraz wydaje mi się, jakby ta katastrofa była dawno temu. Już rzadziej śnią mi się koszmary - mówiła rodzicom Małgorzata Kobus. - Nikomu nie życzę, by znalazł się w takiej sytuacji jak ja.

Wspomnienia o fali

Mordercza fala, która wtargnęła na ląd po trzęsieniu ziemi w Azji i pochłonęła dziesiątki tysięcy istnień ludzkich, przyszła w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Pani Małgorzata i jej narzeczony przeżyli tylko dlatego, że nie poszli rano na plażę lecz dłużej zostali w hotelowym pokoju na trzecim piętrze.

- Wyspa Phuket na której wypoczywaliśmy, była przepiękna - wspominała wczoraj Małgorzata Kobus. - Czas spędzaliśmy w knajpkach nad brzegiem morza, piliśmy kokosy. Karmiłam słonie i złote rybki, które podpływały do brzegu.

Zanim nadszedł kataklizm, do rodziców wysłała z Tajlandii kartkę: „Gorące pozdrowienia z rajskiej, tropikalnej wyspy. Opaleni, radośni jak dzieci...”.

Dwa dni po wysłaniu pozdrowień, wyspa zamieniła się w zbiorową mogiłę.

- Widok był przerażający, wszędzie leżały trupy. Muszę do tego wszystkiego nabrać dystansu. Od czasu powrotu do Polski codziennie dzwonią do mnie znajomi, nawet ci, z którymi kontakt urwał mi się kilka lat temu. To bardzo miłe, ale też męczące - dodała pani Małgorzata.

Michał Cessanis
POWRÓT