|
Małgorzata Kobus
po przeżyciu tsunami spotkała się z rodzicami Nareszcie w
domu! Na
to spotkanie
rodzice Małgorzaty Kobus, która przeżyła tsunami w Tajlandii, czekali
od świąt.
Wczoraj nareszcie spotkali się z córką. Kiedy weszła do rodzinnego domu
we wsi
Gaj pod Brzezinami i mocno ich uścisnęła, nie mogli opanować łez
szczęścia. Pomidorowa i
pączki -
Moje kochane
dziecko, witaj najdroższa - mówiła przez łzy jej matka Anna Kobus. -
Małgosiu,
dostałaś nowe życie - szeptał jej do ucha ojciec Wiktor Kobus. - Trudno
mi
dojść do siebie. -
Kocham was,
kocham - krzyczała i płakała pani Małgorzata. - Już nigdy więcej nie
pojadę tak
daleko. Chwilę później tuliła w ramionach swojego kota Rudzielca. Przygotowania
na
jej przyjazd do rodzinnego domu (Małgorzata na stałe mieszka w
Krakowie) trwały
od samego rana. Najpierw Kobusowie byli w kościele, by podziękować
modlitwą za
to, że córka żyje, później pani Anna przygotowała dla niej ulubioną
zupę pomidorową,
a na deser upiekła pączki. Wieczorem zjechała się cała rodzina, by
usłyszeć
opowieść o tym, co się stało w Azji. -
Teraz wydaje
mi się, jakby ta katastrofa była dawno temu. Już rzadziej śnią mi się
koszmary
- mówiła rodzicom Małgorzata Kobus. - Nikomu nie życzę, by znalazł się
w takiej
sytuacji jak ja. Wspomnienia o
fali Mordercza
fala,
która wtargnęła na ląd po trzęsieniu ziemi w Azji i pochłonęła
dziesiątki
tysięcy istnień ludzkich, przyszła w drugi dzień świąt Bożego
Narodzenia. Pani
Małgorzata i jej narzeczony przeżyli tylko dlatego, że nie poszli rano
na plażę
lecz dłużej zostali w hotelowym pokoju na trzecim piętrze. -
Wyspa Phuket
na której wypoczywaliśmy, była przepiękna - wspominała wczoraj
Małgorzata
Kobus. - Czas spędzaliśmy w knajpkach nad brzegiem morza, piliśmy
kokosy.
Karmiłam słonie i złote rybki, które podpływały do brzegu. Zanim
nadszedł
kataklizm, do rodziców wysłała z Tajlandii kartkę: „Gorące pozdrowienia
z
rajskiej, tropikalnej wyspy. Opaleni, radośni jak dzieci...”. Dwa
dni po
wysłaniu pozdrowień, wyspa zamieniła się w zbiorową mogiłę. -
Widok był
przerażający, wszędzie leżały trupy. Muszę do tego wszystkiego nabrać
dystansu.
Od czasu powrotu do Polski codziennie dzwonią do mnie znajomi, nawet
ci, z
którymi kontakt urwał mi się kilka lat temu. To bardzo miłe, ale też
męczące -
dodała pani Małgorzata. Michał
Cessanis
|