Express Ilustrowany 12.08.2003r.

Karetka wyjechała, ale...

To nie koniec absurdu

Wczoraj, po pięciu miesiącach bezczynnego parkowania, nowoczesna karetka reanimacyjna, jaką od Ministerstwa Zdrowia otrzymał pabianicki szpital, wyjechała w pierwszą trasę.

Nie pojechała jednak ratować ludzkiego życia. Z „erki” zrobiono bowiem karetkę przewozową, która dostarcza pacjentów na konsultacje, badania itp. Nowoczesny aparat EKG i respirator leżą w magazynie.

Karetka stała do tej pory całkiem bezczynnie, bo szpital nie miał pieniędzy na zatrudnienie kierowców. Ambulans nie mógł też być wykorzystywany przez Wojewódzką Stację Ratownictwa (stąd są trzy karetki kursujące po Pabianicach), bo do tego potrzebna jest zgoda właściciela szpitala, a do pabianickiej placówki nikt się nie przyznaje. W tej sytuacji dyrektor szpitala zrezygnował z jednej z trzech karetek należących do Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa (właśnie przewozowej) i w jej miejsce wstawił ambulans ze swoim kierowcą (który wcześniej był sanitariuszem).

- Oczywiście, że mogliśmy to zrobić wcześniej. Liczyliśmy jednak, że decyzje o tym, kto jest naszym organem założycielskim, zapadną szybciej. Dlatego zwlekaliśmy - tłumaczy Jacek Dyba, zastępca dyrektora Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Pabianicach. - Nie mogliśmy podstawić naszej „erki”, bo wtedy musielibyśmy zatrudnić pięciu kierowców, a na to nie mamy pieniędzy.

Michał Cessanis

POWRÓT