|
Karetka
wyjechała, ale... To nie koniec
absurdu Wczoraj,
po
pięciu miesiącach bezczynnego parkowania, nowoczesna karetka
reanimacyjna, jaką
od Ministerstwa Zdrowia otrzymał pabianicki szpital, wyjechała w
pierwszą
trasę. Nie
pojechała
jednak ratować ludzkiego życia. Z „erki” zrobiono bowiem karetkę
przewozową,
która dostarcza pacjentów na konsultacje, badania itp. Nowoczesny
aparat EKG i
respirator leżą w magazynie. Karetka
stała do
tej pory całkiem bezczynnie, bo szpital nie miał pieniędzy na
zatrudnienie
kierowców. Ambulans nie mógł też być wykorzystywany przez Wojewódzką
Stację
Ratownictwa (stąd są trzy karetki kursujące po Pabianicach), bo do tego
potrzebna jest zgoda właściciela szpitala, a do pabianickiej placówki
nikt się
nie przyznaje. W tej sytuacji dyrektor szpitala zrezygnował z jednej z
trzech
karetek należących do Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa (właśnie
przewozowej) i w
jej miejsce wstawił ambulans ze swoim kierowcą (który wcześniej był
sanitariuszem). -
Oczywiście, że
mogliśmy to zrobić wcześniej. Liczyliśmy jednak, że decyzje o tym, kto
jest
naszym organem założycielskim, zapadną szybciej. Dlatego zwlekaliśmy -
tłumaczy
Jacek Dyba, zastępca dyrektora Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki
Zdrowotnej w Pabianicach. - Nie mogliśmy podstawić naszej „erki”, bo
wtedy
musielibyśmy zatrudnić pięciu kierowców, a na to nie mamy pieniędzy. Michał Cessanis |