|
Niechlubny
wyjątek czy raczej wierzchołek góry lodowej Bezpłatne
praktyki za... dwa tysiące złotych Właścicielka
jednego z pabianickich salonów fryzjerskich zażądała od uczennicy 2
tysięcy
złotych za przyjęcie na praktyki. Tak twierdzi mama praktykantki, która
zgłosiła wczoraj sprawę do Cechu Rzemiosł Różnych w Pabianicach. Agnieszka
Kirsz
szukała praktyk u różnych fryzjerów, ale nigdzie nie było wolnych
miejsc.
Wreszcie trafiła do zakładu przy ul. Zamkowej. Przez miesiąc była na
okresie
próbnym. -
Po miesiącu
zadzwoniła do mnie szefowa zakładu i poprosiła, żebym przyjechała -
mówi
Grażyna Kirsz. - Powiedziała, że podpisze z córką umowę o przyuczenie,
jak
zapłacę dwa tysiące złotych. Dodała, że mam o tym nikomu nie mówić. Nie
miałam
wyjścia i dałam pieniądze, bez pokwitowania. Agnieszka
musiała też kupić sobie fartuch, suszarkę i maszynkę do strzyżenia oraz
nożyczki. Wydała na to ponad 250 złotych, chociaż z umowy wynika, że
odzież
ochronną i sprzęt powinien zapewnić pracodawca. Na właścicielce salonu
fryzjerskiego
spoczywał także obowiązek zapłaty za egzamin czeladniczy dziewczyny
(300 zł”,
ale... -
Kazała mnie i
koleżankom dać po 200 złotych - mówi Agnieszka. - Wtedy stwierdziłam,
że nie
będę dłużej tolerowała wyciągania pieniędzy. Właścicielka
salonu zaprzecza, jakoby wzięła 2 tys. zł za przyjęcie na praktyki.
Przyznaje
natomiast, że brała mniejsze kwoty na zakup fartuchów i sprzętu dla
uczennic. -
Jeśli chodzi o
egzaminy czeladnicze, to zapłaciłam za najlepszą uczennicę, a tym
słabszym
powiedziałam, że dołożę im po sto złotych. Pieniądze miały przynieść
wczoraj,
ale tego nie zrobiły, więc i tak za nie zapłacę - mówi właścicielka
zakładu. -
Praktyki są
bezpłatne, a za egzamin płaci rzemieślnik - mówi Andrzej Włodarczyk,
starszy
Cechu Rzemiosł Różnych w Pabianicach. - Jeśli potwierdzą się zarzuty,
fryzjerka
może stracić uprawnienia do szkolenia uczniów. Michał
Cessanis
|