Express Ilustrowany 26.06.2003r.

Niechlubny wyjątek czy raczej wierzchołek góry lodowej

Bezpłatne praktyki za... dwa tysiące złotych

Właścicielka jednego z pabianickich salonów fryzjerskich zażądała od uczennicy 2 tysięcy złotych za przyjęcie na praktyki. Tak twierdzi mama praktykantki, która zgłosiła wczoraj sprawę do Cechu Rzemiosł Różnych w Pabianicach.

Agnieszka Kirsz szukała praktyk u różnych fryzjerów, ale nigdzie nie było wolnych miejsc. Wreszcie trafiła do zakładu przy ul. Zamkowej. Przez miesiąc była na okresie próbnym.

- Po miesiącu zadzwoniła do mnie szefowa zakładu i poprosiła, żebym przyjechała - mówi Grażyna Kirsz. - Powiedziała, że podpisze z córką umowę o przyuczenie, jak zapłacę dwa tysiące złotych. Dodała, że mam o tym nikomu nie mówić. Nie miałam wyjścia i dałam pieniądze, bez pokwitowania.

Agnieszka musiała też kupić sobie fartuch, suszarkę i maszynkę do strzyżenia oraz nożyczki. Wydała na to ponad 250 złotych, chociaż z umowy wynika, że odzież ochronną i sprzęt powinien zapewnić pracodawca. Na właścicielce salonu fryzjerskiego spoczywał także obowiązek zapłaty za egzamin czeladniczy dziewczyny (300 zł”, ale...

- Kazała mnie i koleżankom dać po 200 złotych - mówi Agnieszka. - Wtedy stwierdziłam, że nie będę dłużej tolerowała wyciągania pieniędzy.

Właścicielka salonu zaprzecza, jakoby wzięła 2 tys. zł za przyjęcie na praktyki. Przyznaje natomiast, że brała mniejsze kwoty na zakup fartuchów i sprzętu dla uczennic.

- Jeśli chodzi o egzaminy czeladnicze, to zapłaciłam za najlepszą uczennicę, a tym słabszym powiedziałam, że dołożę im po sto złotych. Pieniądze miały przynieść wczoraj, ale tego nie zrobiły, więc i tak za nie zapłacę - mówi właścicielka zakładu.

- Praktyki są bezpłatne, a za egzamin płaci rzemieślnik - mówi Andrzej Włodarczyk, starszy Cechu Rzemiosł Różnych w Pabianicach. - Jeśli potwierdzą się zarzuty, fryzjerka może stracić uprawnienia do szkolenia uczniów.

Michał Cessanis
POWRÓT