|
Nikt
nie wie, jak mogło do tego dojść Niepełnosprawny
13-latek wjechał autem w drzewo Chłopiec
z porażeniem mózgowym uruchomił stojący na ulicy samochód rodziców,
rozpędził
się do czterdziestu kilometrów na godzinę i uderzył w drzewo. Do
zdarzenia doszło we wtorek przed godziną 21 na ulicy Piłsudskiego w
Pabianicach. Wezwani na miejsce policjanci i lekarze pogotowia nie
mogli
uwierzyć w opowiedzianą przez świadków historię. -
Policjanci spytali, gdzie jest sprawca. Ja im pokazuję chore dziecko, a
oni do
mnie, żebym się nie wygłupiał - opowiada jeden ze świadków wypadku. -
Ten chłopiec nie chodzi, nie mówi i nie ma z nim żadnego kontaktu -
twierdzi
Artur Różalski, szef pabianickiego pogotowia, który przyjechał na ulicę
Piłsudskiego. - Trudno uwierzyć, że spowodował wypadek. A
jednak. Volvo zaparkowano niedaleko posesji państwa G. Kobieta, która
kierowała
autem, przed wyjściem nie zabrała kluczyków. Rodzice Marcina nie
zauważyli,
kiedy chłopiec przeczołgał się do samochodu. Nie wiadomo, jakim cudem
udało mu
się przekręcić kluczyk w stacyjce. Prawdopodobnie przez przypadek
wcisnął też
pedał gazu. -
Trzynastolatek rozpędził się, zjechał na lewą stronę jezdni i uderzył w
drzewo.
Samochód ma cały przód do remontu - mówi sierż. sztab. Andrzej
Baczyński z KP
Policji w Pabianicach. Marcinowi,
na szczęście, nic poważnego się nie stało. Miał co prawda krwawe
wybroczyny na
szyi, obojczyku i prawym barku, ale jego mama nie zgodziła się na
hospitalizację. Rodzice nie chcieli komentować zdarzenia. Michał
Cessanis |