Express Ilustrowany 17.07.2003r.

Nikt nie wie, jak mogło do tego dojść

Niepełnosprawny 13-latek wjechał autem w drzewo

Chłopiec z porażeniem mózgowym uruchomił stojący na ulicy samochód rodziców, rozpędził się do czterdziestu kilometrów na godzinę i uderzył w drzewo.

Do zdarzenia doszło we wtorek przed godziną 21 na ulicy Piłsudskiego w Pabianicach. Wezwani na miejsce policjanci i lekarze pogotowia nie mogli uwierzyć w opowiedzianą przez świadków historię.

- Policjanci spytali, gdzie jest sprawca. Ja im pokazuję chore dziecko, a oni do mnie, żebym się nie wygłupiał - opowiada jeden ze świadków wypadku.

- Ten chłopiec nie chodzi, nie mówi i nie ma z nim żadnego kontaktu - twierdzi Artur Różalski, szef pabianickiego pogotowia, który przyjechał na ulicę Piłsudskiego. - Trudno uwierzyć, że spowodował wypadek.

A jednak. Volvo zaparkowano niedaleko posesji państwa G. Kobieta, która kierowała autem, przed wyjściem nie zabrała kluczyków. Rodzice Marcina nie zauważyli, kiedy chłopiec przeczołgał się do samochodu. Nie wiadomo, jakim cudem udało mu się przekręcić kluczyk w stacyjce. Prawdopodobnie przez przypadek wcisnął też pedał gazu.

- Trzynastolatek rozpędził się, zjechał na lewą stronę jezdni i uderzył w drzewo. Samochód ma cały przód do remontu - mówi sierż. sztab. Andrzej Baczyński z KP Policji w Pabianicach.

Marcinowi, na szczęście, nic poważnego się nie stało. Miał co prawda krwawe wybroczyny na szyi, obojczyku i prawym barku, ale jego mama nie zgodziła się na hospitalizację. Rodzice nie chcieli komentować zdarzenia.

Michał Cessanis

POWRÓT