Express Ilustrowany 13.05.2003r.

Władze Pabianic były zaskoczone,
że... dwa miesiące temu upadła fabryka przędzy

Ludzie czekają na wypłaty

Wczoraj rano czterdziestu pracowników upadłej Fabryki Przędzy w Pabianicach wkroczyło do Urzędu Miejskiego i zażądało spotkania z prezydentem.

Wyszedł do nich wiceprezydent Hieronim Ratajski... zaskoczony tym, że dwa miesiące temu splajtowała znana pabianicka fabryka, zatrudniająca trzysta osób.

- Wiedzieliśmy, że upadł „Pamotex”, ale o kłopotach wydzielonej z niego spółki usłyszałem pierwszy raz - powiedział prezydent Ratajski. - Ludziom obiecałem, że w przyszłym tygodniu spotkam się z syndykiem i poproszę go, aby podał pracownikom termin wypłaty pieniędzy.

Chociaż pod koniec kwietnia syndyk obiecał pracownikom szybką wypłatę zaległych pensji, do dzisiaj na ich kontach nie pojawiła się nawet złotówka. Kiedy wczoraj ludzie chcieli się z nim spotkać, w biurze usłyszeli, że jest na urlopie.

Jak już pisaliśmy, w kwietniu trzysta osób odebrało świadectwa pracy i zarejestrowało się w pośredniaku. Wiele z nich jest w bardzo trudnej sytuacji, bo w fabryce pracowały całe rodziny.

Kiedy wczoraj pytaliśmy o syndyka, portierzy i ochroniarze wzruszali ramionami. Przed wejściem spotkaliśmy panią Małgorzatę. Właśnie przyszła dowiedzieć się, kiedy będą pieniądze.

- Słyszałam, że syndyk wyjechał na urlop. A my nie mamy za co żyć - żali się młoda kobieta.

Okazuje się, że syndyk Krzysztof Błajda z urlopu już wrócił, ale w firmie będzie we wtorek. Udało nam się jednak z nim skontaktować. Stwierdził, że w tym tygodniu byli pracownicy powinni otrzymać wypłaty za kwiecień.

- Podpisałem już przelewy - mówi Krzysztof Błajda. - Nie dostaną teraz ekwiwalentów za urlop ani „jubilatek”, bo nie mam tyle pieniędzy. Dopiero po sprzedaży majątku.

Pracownicy fabryki twierdzą, że syndyk unika spotkań z nimi. Błajda temu zaprzecza, ale zaraz dodaje, że z ludźmi już się nie widuje.

- Spotkania z nimi nie są przyjemne i wcale mi na nich nie zależy. To, co mam do załogi, wywieszam na tablicy ogłoszeń.

Michał Cessanis
POWRÓT