|
Władze Pabianic
były zaskoczone, Ludzie czekają
na wypłaty Wczoraj
rano
czterdziestu pracowników upadłej Fabryki Przędzy w Pabianicach
wkroczyło do
Urzędu Miejskiego i zażądało spotkania z prezydentem. Wyszedł
do nich
wiceprezydent Hieronim Ratajski... zaskoczony tym, że dwa miesiące temu
splajtowała znana pabianicka fabryka, zatrudniająca trzysta osób. -
Wiedzieliśmy,
że upadł „Pamotex”, ale o kłopotach wydzielonej z niego spółki
usłyszałem
pierwszy raz - powiedział prezydent Ratajski. - Ludziom obiecałem, że w
przyszłym
tygodniu spotkam się z syndykiem i poproszę go, aby podał pracownikom
termin
wypłaty pieniędzy. Chociaż
pod
koniec kwietnia syndyk obiecał pracownikom szybką wypłatę zaległych
pensji, do
dzisiaj na ich kontach nie pojawiła się nawet złotówka. Kiedy wczoraj
ludzie
chcieli się z nim spotkać, w biurze usłyszeli, że jest na urlopie. Jak
już
pisaliśmy, w kwietniu trzysta osób odebrało świadectwa pracy i
zarejestrowało
się w pośredniaku. Wiele z nich jest w bardzo trudnej sytuacji, bo w
fabryce
pracowały całe rodziny. Kiedy
wczoraj
pytaliśmy o syndyka, portierzy i ochroniarze wzruszali ramionami. Przed
wejściem spotkaliśmy panią Małgorzatę. Właśnie przyszła dowiedzieć się,
kiedy
będą pieniądze. -
Słyszałam, że
syndyk wyjechał na urlop. A my nie mamy za co żyć - żali się młoda
kobieta. Okazuje
się, że
syndyk Krzysztof Błajda z urlopu już wrócił, ale w firmie będzie we
wtorek.
Udało nam się jednak z nim skontaktować. Stwierdził, że w tym tygodniu
byli
pracownicy powinni otrzymać wypłaty za kwiecień. -
Podpisałem już
przelewy - mówi Krzysztof Błajda. - Nie dostaną teraz ekwiwalentów za
urlop ani
„jubilatek”, bo nie mam tyle pieniędzy. Dopiero po sprzedaży majątku. Pracownicy
fabryki twierdzą, że syndyk unika spotkań z nimi. Błajda temu
zaprzecza, ale
zaraz dodaje, że z ludźmi już się nie widuje. -
Spotkania z
nimi nie są przyjemne i wcale mi na nich nie zależy. To, co mam do
załogi, wywieszam
na tablicy ogłoszeń. Michał Cessanis
|