|
Nie
pomogły protesty lokatorów Z
drzew zostały tylko kikuty Jak
mogli tak zniszczyć drzewa! Przecież to nie jest wycinka, tylko
wandalizm -
denerwowali się wczoraj mieszkańcy ulicy Niecałej w Pabianicach. Rano
zbudził ich warkot pił spalinowych i odgłos lecących na ziemię gałęzi.
Kiedy
wyszli przed blok, zamiast drzew zobacyzli trzy kikuty. Niektórzy,
zwłaszcza starsi,
nie kryli łez. -
Rosłam razem z tym drzewem - Krystyna Staszewska pokazuje topolę bez
gałęzi i
liści. - Może przez drzewa było trochę ciemno w mieszkaniach, ale za to
jak
miło było latem posiedzieć na ławce przed blokiem... -
Razem ze znajomymi mieliśmy wdrapać się na drzewa i przywiązać do nich
- mówi
Sławomir Moszczyński, jeden z lokatorów. - Z nami raczej by ich tak nie
okaleczyli. Nie zdążyliśmy. Nic też nie dało obejmowanie drzew. Później
stałem
na balkonie i krzyczałem, żeby przestali. Zrobili jednak swoje. Przycinkę
zarządziła Pabianicka Spółdzielnia Mieszkaniowa. Według jej
pracowników, drzewa
zagrażały bezpieczeństwu, w każdej chwili mogły się złamać i runąć na
samochody, albo spowodować większą tragedię. -
To są tylko zabiegi kosmetyczne. Przycinamy jedynie korony - tłumaczy
Adam
Ryba, kierownik administracji. - Zapewniam, że żadnego drzewa nie
wytniemy. Na
osiedlu Piaski spółdzielnia przytnie około trzydziestu drzew. Nie
potrzebuje na
to niczyjej zgody. -
Jednak przycinka powinna być wykonana fachowo, a przy Niecałej tak nie
było -
uważa Bogusława Marciniak, ogrodnik miasta. - Można ściąć trzydzieści
procent
korony, ale nie całą. Jeśli w ciągu dwóch lat drzewa nie odbiją,
spółdzielnia
zapłaci karę. Michał
Cessanis |