Express Ilustrowany 09.07.2003r.

Nie pomogły protesty lokatorów

Z drzew zostały tylko kikuty

Jak mogli tak zniszczyć drzewa! Przecież to nie jest wycinka, tylko wandalizm - denerwowali się wczoraj mieszkańcy ulicy Niecałej w Pabianicach.

Rano zbudził ich warkot pił spalinowych i odgłos lecących na ziemię gałęzi. Kiedy wyszli przed blok, zamiast drzew zobacyzli trzy kikuty. Niektórzy, zwłaszcza starsi, nie kryli łez.

- Rosłam razem z tym drzewem - Krystyna Staszewska pokazuje topolę bez gałęzi i liści. - Może przez drzewa było trochę ciemno w mieszkaniach, ale za to jak miło było latem posiedzieć na ławce przed blokiem...

- Razem ze znajomymi mieliśmy wdrapać się na drzewa i przywiązać do nich - mówi Sławomir Moszczyński, jeden z lokatorów. - Z nami raczej by ich tak nie okaleczyli. Nie zdążyliśmy. Nic też nie dało obejmowanie drzew. Później stałem na balkonie i krzyczałem, żeby przestali. Zrobili jednak swoje.

Przycinkę zarządziła Pabianicka Spółdzielnia Mieszkaniowa. Według jej pracowników, drzewa zagrażały bezpieczeństwu, w każdej chwili mogły się złamać i runąć na samochody, albo spowodować większą tragedię.

- To są tylko zabiegi kosmetyczne. Przycinamy jedynie korony - tłumaczy Adam Ryba, kierownik administracji. - Zapewniam, że żadnego drzewa nie wytniemy.

Na osiedlu Piaski spółdzielnia przytnie około trzydziestu drzew. Nie potrzebuje na to niczyjej zgody.

- Jednak przycinka powinna być wykonana fachowo, a przy Niecałej tak nie było - uważa Bogusława Marciniak, ogrodnik miasta. - Można ściąć trzydzieści procent korony, ale nie całą. Jeśli w ciągu dwóch lat drzewa nie odbiją, spółdzielnia zapłaci karę.

Michał Cessanis

POWRÓT