Express Ilustrowany 03.06.2003r.

Mieszkańcy protestują, ale budowa jest zgodna z planem

Nie chcą gazu za sąsiada

Mieszkańcy ulicy Kilińskiego w Pabianicach protestują przeciwko budowie w sąsiedztwie ich domów stacji autogazu. Wczoraj na terenie zjawili się robotnicy i uruchomili ciężki sprzęt.

- Z jednej strony mam stację benzynową, a teraz z drugiej strony będę miała gaz - skarży się Teresa Becht, której posesja graniczy z terenem stacji. - Kilka razy byłam w wydziale urbanistyki, składałam protesty, ale na nic się one zdały. Nie chcę mieć za siatką bomby gazowej!

W posesji obok mieszkają trzy rodziny, którym bliskie sąsiedztwo ze stacją także się nie podoba.

- Już teraz, jak kierowcy tankują auta na stacji benzynowej, to smród jest nie do wytrzymania, a będzie jeszcze cuchnęło gazem. W mieszkaniach musimy zamykać okna - opowiada pani Wiesława. - Córka była w ratuszu, to urzędnicy jej powiedzieli, że może sprzedać dom i zamieszkać gdzie indziej.

Mieszkańcy ulicy Kilińskiego twierdzą, że wcześniej nie dotarły do nich żadne dokumenty o planowej budowie. Pozwolenie nadzór budowlany wydał pod koniec ubiegłego roku.

- Do wszystkich były wysyłane decyzje o warunkach zabudowy, musieli je otrzymać - twierdzi Janina Szydłowska, naczelnik wydziału urbanistyki w Urzędzie Miejskim.

Na stacji przy ul. Kilińskiego staną dwa zbiorniki, w których będzie 9 tys. litrów gazu. Od posesji mają je izolować dwie betonowe ścianki.

- Taka stacja jest bardzo bezpieczna, a gaz nie będzie śmierdział - zapewnia inwestor Zdzisław Cinkowski. - Zbiorniki mają kilka zabezpieczeń i zgodnie z przepisami są ustawione trzydzieści metrów od zabudowań.

W Pabianicach to nie pierwszy przypadek, kiedy mieszkańcy protestują przeciwko budowie stacji gazu. Identyczna sytuacja miała miejsce w ubiegłym roku na ulicy Moniuszki, gdzie punkt autogazu powstał między blokami i domkami jednorodzinnymi. Do ratusza pabianiczanie wysłali protest, ale został odrzucony.

- Jeśli inwestycja jest zgodna z miejscowym planem zagospodarowania, to wydajemy decyzję pozytywną, a tak było w tych dwóch przypadkach - wyjaśnia Janina Szydłowska.

Michał Cessanis

POWRÓT