|
Mieszkańcy
protestują, ale budowa jest zgodna z planem Nie chcą gazu za
sąsiada Mieszkańcy
ulicy
Kilińskiego w Pabianicach protestują przeciwko budowie w sąsiedztwie
ich domów
stacji autogazu. Wczoraj na terenie zjawili się robotnicy i uruchomili
ciężki
sprzęt. -
Z jednej
strony mam stację benzynową, a teraz z drugiej strony będę miała gaz -
skarży
się Teresa Becht, której posesja graniczy z terenem stacji. - Kilka
razy byłam
w wydziale urbanistyki, składałam protesty, ale na nic się one zdały.
Nie chcę
mieć za siatką bomby gazowej! W
posesji obok
mieszkają trzy rodziny, którym bliskie sąsiedztwo ze stacją także się
nie
podoba. -
Już teraz, jak
kierowcy tankują auta na stacji benzynowej, to smród jest nie do
wytrzymania, a
będzie jeszcze cuchnęło gazem. W mieszkaniach musimy zamykać okna -
opowiada
pani Wiesława. - Córka była w ratuszu, to urzędnicy jej powiedzieli, że
może
sprzedać dom i zamieszkać gdzie indziej. Mieszkańcy
ulicy
Kilińskiego twierdzą, że wcześniej nie dotarły do nich żadne dokumenty
o
planowej budowie. Pozwolenie nadzór budowlany wydał pod koniec
ubiegłego roku. -
Do wszystkich
były wysyłane decyzje o warunkach zabudowy, musieli je otrzymać -
twierdzi
Janina Szydłowska, naczelnik wydziału urbanistyki w Urzędzie Miejskim. Na
stacji przy
ul. Kilińskiego staną dwa zbiorniki, w których będzie 9 tys. litrów
gazu. Od
posesji mają je izolować dwie betonowe ścianki. -
Taka stacja
jest bardzo bezpieczna, a gaz nie będzie śmierdział - zapewnia inwestor
Zdzisław Cinkowski. - Zbiorniki mają kilka zabezpieczeń i zgodnie z
przepisami
są ustawione trzydzieści metrów od zabudowań. W
Pabianicach to
nie pierwszy przypadek, kiedy mieszkańcy protestują przeciwko budowie
stacji
gazu. Identyczna sytuacja miała miejsce w ubiegłym roku na ulicy
Moniuszki,
gdzie punkt autogazu powstał między blokami i domkami jednorodzinnymi.
Do
ratusza pabianiczanie wysłali protest, ale został odrzucony. -
Jeśli
inwestycja jest zgodna z miejscowym planem zagospodarowania, to
wydajemy
decyzję pozytywną, a tak było w tych dwóch przypadkach - wyjaśnia
Janina
Szydłowska. Michał Cessanis |