|
Muszą udowodnić
przed sądem, że wpłacali na mieszkania Skandal
w
spółdzielni Półtora
miliona
złotych mogą stracić pabianiczanie, którzy wpłacili pieniądze na
mieszkania w
niedokończonym bloku Własnościowej Spółdzielni Mieszkaniowej „Nowa”. Chociaż
brzmi to
nieprawdopodobnie, w upadłej spółdzielni nie ma ani jednego
potwierdzenia na
to, że ludzie dokonywali jakichkolwiek wpłat. A niedoszli lokatorzy
wpłacali
nawet po 80 tysięcy złotych. Teraz będą to musieli udowodnić przed
sądem. Pieniądze
w
kilku ratach pabianiczanie wpłacali dwa i trzy lata temu. Wówczas ze
spółdzielni otrzymali druki bankowych dowodów wpłaty, jednak w rubryce
„nazwa
wpłacającego”, gdzie powinny figurować dane przyszłego lokatora, była
pieczątka
z nazwą i adresem „Nowej”. Wyszło więc na to, że to spółdzielnia sama
sobie
wpłacała pieniądze. -
Dlatego teraz
zajmie się tym sąd, powoła świadków i ustali, czy pieniądze pochodziły
od tych
ludzi, bo na podstawie pokwitowań, które znalazłem w spółdzielni, nie
można
tego stwierdzić - mówi syndyk Wiesław Cyzowski, który w piątek spotkał
się z
lokatorami. Kiedy
ludzie
szli do banku, nie zastanawiali się, dlaczego to spółdzielnia figuruje
w
miejscu wpłacającego. Byli szczęśliwi, że będą mieli mieszkania. -
Nie zwróciłem
na to uwagi - przyznaje Jerzy Ornaf, który na własne „M” wpłacił ponad
50
tysięcy złotych i przez dwadzieścia lat musi spłacać zaciągnięty w
banku
kredyt. -
Podobno
pracownikom chodziło o to, by zaoszczędzić na prowizji bankowej, ale
przez to
spółdzielcy będą mieli teraz problemy - dodaje syndyk. W
niedokończonym
bloku, który miał być oddany w pierwszym kwartale 2001 roku, miały
zamieszkać
22 rodziny. Tak się jednak nie stało, gdyż „Nowa” popadła w długi,
komornik
zajął konta, narosły też wierzytelności za wodę i ciepło. Spółdzielnia
ogłosiła
upadłość w styczniu tego roku. Jest zadłużona na ponad 7 milionów
złotych.
Ludzie nie mają ani mieszkań, ani pieniędzy. Nie wiadomo, czy odzyskają
wkłady. -
Powinni sami
założyć spółdzielnię i znaleźć inwestora, który kupi blok i dokończy
budowę.
Wówczas mieliby mieszkania - uważa syndyk Cyzowski. - Inaczej budynek
zostanie
wystawiony na przetarg i każdy będzie mógł go kupić. To najgorsze, co
może
spotkać lokatorów, ponieważ wtedy nie odzyskają ani grosza. Michał Cessanis |