Express Ilustrowany 02.06.2003r.

Muszą udowodnić przed sądem, że wpłacali na mieszkania

Skandal w spółdzielni

Półtora miliona złotych mogą stracić pabianiczanie, którzy wpłacili pieniądze na mieszkania w niedokończonym bloku Własnościowej Spółdzielni Mieszkaniowej „Nowa”.

Chociaż brzmi to nieprawdopodobnie, w upadłej spółdzielni nie ma ani jednego potwierdzenia na to, że ludzie dokonywali jakichkolwiek wpłat. A niedoszli lokatorzy wpłacali nawet po 80 tysięcy złotych. Teraz będą to musieli udowodnić przed sądem.

Pieniądze w kilku ratach pabianiczanie wpłacali dwa i trzy lata temu. Wówczas ze spółdzielni otrzymali druki bankowych dowodów wpłaty, jednak w rubryce „nazwa wpłacającego”, gdzie powinny figurować dane przyszłego lokatora, była pieczątka z nazwą i adresem „Nowej”. Wyszło więc na to, że to spółdzielnia sama sobie wpłacała pieniądze.

- Dlatego teraz zajmie się tym sąd, powoła świadków i ustali, czy pieniądze pochodziły od tych ludzi, bo na podstawie pokwitowań, które znalazłem w spółdzielni, nie można tego stwierdzić - mówi syndyk Wiesław Cyzowski, który w piątek spotkał się z lokatorami.

Kiedy ludzie szli do banku, nie zastanawiali się, dlaczego to spółdzielnia figuruje w miejscu wpłacającego. Byli szczęśliwi, że będą mieli mieszkania.

- Nie zwróciłem na to uwagi - przyznaje Jerzy Ornaf, który na własne „M” wpłacił ponad 50 tysięcy złotych i przez dwadzieścia lat musi spłacać zaciągnięty w banku kredyt.

- Podobno pracownikom chodziło o to, by zaoszczędzić na prowizji bankowej, ale przez to spółdzielcy będą mieli teraz problemy - dodaje syndyk.

W niedokończonym bloku, który miał być oddany w pierwszym kwartale 2001 roku, miały zamieszkać 22 rodziny. Tak się jednak nie stało, gdyż „Nowa” popadła w długi, komornik zajął konta, narosły też wierzytelności za wodę i ciepło. Spółdzielnia ogłosiła upadłość w styczniu tego roku. Jest zadłużona na ponad 7 milionów złotych. Ludzie nie mają ani mieszkań, ani pieniędzy. Nie wiadomo, czy odzyskają wkłady.

- Powinni sami założyć spółdzielnię i znaleźć inwestora, który kupi blok i dokończy budowę. Wówczas mieliby mieszkania - uważa syndyk Cyzowski. - Inaczej budynek zostanie wystawiony na przetarg i każdy będzie mógł go kupić. To najgorsze, co może spotkać lokatorów, ponieważ wtedy nie odzyskają ani grosza.

Michał Cessanis

POWRÓT