POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


Naciągały na "opiekę"

  Na ulicy Niecałej pojawiły się oszustki podające się za pracownice opieki społecznej. O podejrzanych młodych kobietach w ubiegłym tygodniu poinformowali nas, jak zwykle, czytelnicy.
  - Przyszły we dwie, przedstawiły się i wpuściłam je do domu. Najpierw w przedpokoju zaczęły wyciągać z toreb jakieś bluzki, piżamy, na ręce nakładały mi rękawiczki. Poprosiłam, żeby weszły do pokoju, a one na to, że wolałyby do kuchni - opowiada pani Janina. - Powiedziały, że mają dla mnie pięćdziesiąt złotych, ale muszę podpisać pokwitowanie i wydać im z dwustu złotych...
   Kiedy pani Janina powiedziała, że przy sobie pieniędzy nie ma, ale pójdzie po syna, który mieszka piętro wyżej, naciągaczki pożegnały się i wyszły z mieszkania.
   - Dopiero po ich wyjściu zorientowałam się, że ktoś przeglądał meblościankę stojącą w dużym pokoju. Całe szczęście, że dzień wcześniej wpłaciłam do banku emeryturę...
   To nie pierwszy przypadek, kiedy ktoś udaje pracownika pabianickiej opieki. W marcu informowaliśmy o kobiecie, która podając się za lekarkę, okradła dwoje staruszków - zabrała im 1.250 złotych. Oszuści żerują na ludzkiej naiwności, zwłaszcza u osób starszych. Do mieszkań nie wolno wpuszczać obcych, szczególnie gdy jesteśmy sami. Nie warto ryzykować.
   - Społeczeństwo musi wiedzieć, że wielu jest naciągaczy. Nasi pracownicy mają legitymacje służbowe, identyfikatory, a na wizyty umawiają się wcześniej - przypomina Paweł Pałka, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. - Każdy nasz podopieczny zna swojego opiekuna. Nigdy nie przynosimy ludziom ubrań i pieniędzy do domu. Procedury są zupełnie inne. Nie można pozwolić na wykorzystywanie naszej instytucji i mieszkańców do działalności przestępczej.

M. Cessanis