|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
Do redakcji zgłosili się pabianiczanie, którzy czują się oszukani przez
właścicielkę antykwariatu z ulicy Łaskiej. Nie mogą odzyskać pieniędzy
za oddane książki...
ANTY ANTYKWARIAT
Księgarnia z komisem przy ul. Łaskiej 26 zamknięta jest na cztery spusty.
Przez szybę widać, że na półkach leży pełno książek. Kartka na drzwiach
informuje, że sklep "nieczynny do odwołania z powodu choroby". Jest też
podany numer telefonu komórkowego, jednak zgłasza się kobieta twierdząca,
że jest pielęgniarką, a nie antykwariuszem.
Unika wierzycieli
Pani Janina książki oddała do antykwariatu we wrześniu ubiegłego roku.
Na potwierdzeniu przyjęcia widnieją takie pozycje jak "Elektrotechnika",
"Zbiór zadań z chemii organicznej", "Historia Polski do roku 1975". Są
też książki do geografii i zbiory zadań z fizyki. W umowie zapisano, że
przedsiębiorstwo, które jest właścicielem księgarni, na rozliczenie ma
rok. Problem w tym, że zawiesiło działalność.
- Za książki powinnam dostać siedemdziesiąt dwa złote - opowiada
pani Janina. - Kilkakrotnie próbowałam spotkać się z właścicielką, ale
bez rezultatu. Jeśli nie sprzedała moich książek, to niech mi je odda...
Nasza czytelniczka dzwoniła do pani K. w listopadzie i w grudniu, ponownie
w tym roku. Umówiła się z panią Janiną na czwartego stycznia. Pod antykwariat
przyszło jeszcze kilka innych osób, ale tej najważniejszej, która miała
dać albo kasę albo książki - nie było.
- Dzwoniłam w tej sprawie na komendę, ale powiedziano mi, że musi się
zgłosić więcej osób i wówczas zrobią śledztwo - mówi pani Janina.
Firma widmo
Przedsiębiorstwo usługowo-handlowe, które jest właścicielem antykwariatu
za swoją siedzibę podawało jedno z mieszkań w bloku przy ul. Podleśnej.
Według naszych informacji firma zajmowała się handlem obwoźnym i detalicznym
artykułami spożywczymi i przemysłowymi, prowadzeniem antykwariatu i komisu.
PUH zostało zarejestrowane dwa lata temu w lipcu. 15 października ubiegłego
roku firma zawiesiła działalność gospodarczą i właśnie od tamtego czasu
ludzie nie mogą doprosić się należności.
Niewykluczone, że osób oszukanych przez antykwariat może być więcej.
Próbowaliśmy skontaktować się z właścicielką punktu, niestety, bezskutecznie.
W siedzibie firmy informowano nas, że przebywa na chorobowym, ale o której
będzie w domu, nie wiadomo.
To niedopuszczalne
Właścicieli łódzkich antykwariatów, z którymi rozmawiało "NŻP" zbulwersowała
sprawa z Pabianic. Według nich za pobrane książki trzeba rozliczać
się natychmiast, a termin dwunastu miesięcy jest niedopuszczalny.
- Jeśli interesują nas pozycje przyniesione przez klientów, to zaraz im
wypłacamy pieniądze i wypisujemy rachunek - mówi Cecylia Witczak,
pełnomocnik antykwariatu przy ul. Jaracza w Łodzi. - Wszystko zależy
od umowy z klientem...
Rachunek i pieniądze dostają też tego samego dnia klienci antykwariatu
przy ulicy Piotrkowskiej.
- Głównie handlujemy kiążkami przedwojennymi, a także trudną literaturą
naukową, zdarzają się drogie księgozbiory - podaje współwłaściciel
punktu Janusz Płóciennik. - Uważam jednak, że rozliczać należy
się od razu.
Możliwe, że książki które trafiały do antykwariatu przy Łaskiej, właścicielka
sprzedawała za wyższą cenę do łódzkich punktów. Dlaczego jednak nie rozliczyła
się z klientami?
M.
Cessanis
|