POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


  W jednym z barów na Starym Mieście wódka była sprzedawana spod lady. Właścicielka knajpy nie miała koncesji. Policja skarbowa skierowała sprawę do prokuratury...

Bar z lewą gorzałą

   Do Sądu Rejonowego w Pabianicach wpłynął właśnie akt oskarżenia przeciwko barmance. Bar przy ulicy Młynarskiej Monika L. prowadziła od kilku lat, miała więc stałych klientów. Kontrolerzy z Urzędu Kontroli Skarbowej w Łodzi wpadli do niej w połowie kwietnia tego roku. Okazało się, że barmanka serwuje gościom wódkę, chociaż nie wykupiła koncesji na sprzedaż alkoholu. Gorzałę przechowywała w kuchni - w szafkach i w lodówce. Znaleziono kilka butelek spirytusu i wina.
   Kontrolerzy sprawdzili też, czy wyroby alkoholowe mają znaki akcyzy i czy banderole nie są podrobione. W pięciolitrowych baniakach z napisem "woda demineralizowana" był przechowywany 38- i 40-procentowy alkohol. Podejrzana ciecz znajdowała się też w butelkach z napisem "Delikatesowa" i "Luksusowa".
   Pracownica knajpy, Katarzyna T., tłumaczyła przed kontrolerami, że wódka została po imieninach klienta. Dodała, że goście sami poprzynosili butelki.
   Właścicielka interesu, Monika L., twierdzi, że koncesji nie wykupiła, bo nie miała na to pieniędzy.
   - Sama wychowuję syna, który szedł do komunii i na koncesję już mi zabrakło. Zaryzykowałam, klienci wiedzieli o sytuacji - zeznała.
   Kobieta za złamanie przepisów odpowie z ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi.
   Koncesja z ratusza, którą musi mieć każdy, kto chce handlować wódką, winem czy piwem jest droga. Roczne pozwolenie na małe z pianką, szampany i wina kosztuje 125 euro, co w przeliczeniu na złotówki daje około 520 złotych. Za sprzedaż wódek trzeba zapłacić o wiele więcej, bo 500 euro (około 2075 złotych).
   Handel alkoholem spod lady w Pabianicach jest tajemnicą poliszynela. Knajpa ze Starego Miasta nie jest jedynym przykładem. Alkohol niewiadomego pochodzenia sprzedawany jest też na Piaskach, Bugaju i w centrum miasta. W jednym z lokali drinki robione są właśnie z lewego alkoholu i chociaż klienci zamawiają sok pomarańczowy z cytrynową wódką bardzo dobrej marki (porcja 12 złotych), otrzymują sok ze spirytusem i wciśniętą cytryną. W naszym mieście jest też jadłodajnia, w której zaufani goście na trawienie dostają wódkę w szklankach do kompotu. Napój nie rzuca się w oczy, bo wygląda jak woda mineralna.
   - Rzadko do nas trafiają sygnały o nielegalnej sprzedaży - mówi Robert Janus, naczelnik wydziału działalności gospodarczej Urzędu Miasta. - Często są kontrole. Wiem, że w kilku przypadkach cofnięto koncesję na sprzedaż alkoholu, tam gdzie kupowały dzieci.
  Od początku roku łódzki Urząd Kontroli Skarbowej w Pabianicach zrobił ponad sto nalotów. W piętnastu przypadkach właścicielom restauracji udowodniono, że alkohol sprzedawali nielegalnie. Chociaż restauratorzy mieli wykupione zezwolenia, to gościom podawali trunki z szarej strefy - butelki nie miały znaków akcyzy. Teraz odpowiedzą za to z paragrafów kodeksu karnego skarbowego, a grozi im grzywna i kara pozbawienia wolności.
   O podrabianym alkoholu jest ostatnio bardzo głośno. Pabianiczanie nie tak dawno kupowali spirytus od handlarzy, którzy przez wschodnią granicę przewieźli go w plastikowych butelkach z naklejką "podpałka do grilla". 26 złotych kosztował litr, którego starcza do zrobienia 2,5 litra wódki.

M. Cessanis